Myśląc Ojczyzna

Audio MP3

Pobierz

 

 

Szczęść Boże!

Jutro dzień Wszystkich Świętych, pojutrze Zaduszki dzień wszystkich zmarłych, nastrój tych dni udziela się już wszystkim, no może nie wszystkim. O ile wiele polskich społecznych i szkolnych inicjatyw koncentruje się teraz wokół miejsc pochówku zapomnianych polskich bohaterów, ofiar wojen i powstań, na porządkowaniu tych miejsc i oddawania hołdu zmarłym, to pewne grupy i środowiska, raczej obce w polskiej tradycji i kulturze, różne organizacje i osoby o lewackich poglądach, właśnie teraz hańbią pamięć polskich bohaterów. Radni lewaccy z Białegostoku, ku głośniej radości swych politycznych szefów, kilka dni temu przeforsowali uchwałę, która usuwa nazwę miejskiego ronda nadaną mu niedawno imieniem Zygmunta Szendzielarza-Łupaszki – bohatera powojennego antykomunistycznego podziemia. Słyszymy też o agresji na katolickie cmentarze w Polsce, o niszczeniu nagrobków. Ten postępujący brak szacunku dla zmarłych i poległych bohaterów naszej Niepodległości jest niestety coraz szerszym zjawiskiem. Ostatnio, zwłaszcza starszym, trudno się z tym barbarzyństwem propagowanym przez lewackie i pokomunistyczne środowiska pogodzić.

Odwiedziłam wczoraj groby moich krewnych w Łowiczu. Z biegiem czasu takie odwiedziny na cmentarzu i duchowe spotykanie się ze zmarłymi przodkami, rozmowy z nimi stają się – paradoksalnie – czymś duchowo przyjemnym, wzmacniającym i dobrym. Spokojny, bez pośpiechu spacer między grobami, odczytywanie napisów na grobach wielopokoleniowych rodów, oglądanie w pogodny dzień ze słońcem i błękitnym niebem starych pięknych nagrobków, przenosi człowieka w głębokie refleksje i wspomnienia.

Wyjątkowo usilnie wspominałam sobie moje prababcie i pradziadków, braci i siostry moich dziadków, moich dziadków, wujków i zmarłe kolejno wszystkie ciocie (niektórych znałam zresztą tylko ze starych fotografii). Przychodziła mi na myśl moja ukochana babcia, która wychowała 11 dzieci, a dziewięcioro dożyło późniejszych lat. Zmarła gdy miałam 11 lat, ale zapamiętałam ją, gdy w Łowiczu odwiedzałam ją, pamiętam ją z wyjątkowej dobroci i cierpliwości. Dziadek ze strony mamy zmarł gdy miałam 8 lat, ale pamiętam, że bardzo moją babcię szanował. Wspomniałam też moją prababcię ze strony mojego dziadka zmarłą w 1946 roku, która po przyjeździe na początku XX wieku z Warszawy do Łowicza, utrzymywała dom na pewnym poziomie, i jak wspominała moja świętej pamięci mama, prababcia miała ten dom wypełniony pięknymi gdańskimi w stylu meblami, gdzie w święta zbierało się wszystkie jej dzieci. Prababcia Michalina była tercjarką i została pochowana w habicie. Na łowickim cmentarzu spoczywa z wielu moich przodków – i to nie zawsze się zdarza – wyjątkowo czułam wielką radość tego duchowego obcowania z moimi przodkami w dzień, w przeddzień właściwie, Święta Zmarłych. Z każdym w duchu porozmawiałam, podziękowałam i za różne rzeczy chwaliłam. Postawiłam na grobach kwiaty, zapaliłam lampki. W drodze powrotnej do Warszawy poprosiłam jednak pana kierowcę, by przejechał ulicą koło domu, w którym moi dziadkowie ze  swoimi dziećmi po wojnie mieszkali. Mieszka tam już ktoś inny. Pod jakimś natchnieniem poprosiłam, by zatrzymać się przy domu dziadków, zapukałam w szybę okna i spytałam czy mogę wejść zobaczyć jeszcze raz wnętrze domu, najpiękniejszego domu mojego dzieciństwa leżącego nad Bzurą, znad której słychać było kiedyś wieczorami kumkanie żab i roznosił się zapach wilgotnych szuwarów. Wyszedł bardzo miły starszy już pan. Zaprosił mnie do środka. Byłam bardzo wzruszona widząc to miejsce ponownie po ponad 30 latach. Te same drzwi do mieszkań, podobny zapach. Pan pozwolił mi przejść się po pokojach i jakież było moje zaskoczenie, gdy w ostatnim nieużywanym pokoiku w rogu na ścianie wisiał stary duży obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem na ręku, który kiedyś wisiał w pokoju nad łóżkiem moich dziadków. Zawsze w dzieciństwie bardzo mi się ten obraz podobał, jednak po różnych dziejowych rodzinnych zakrętach, pogrzebach i wyprowadzkach gdzieś przepadł. Potem ktoś nowy zamieszkał w tym domu. Widząc teraz niespodziewanie ten obraz w rogu na ścianie, już raczej właściwie pakamerki, schowka, całe moje szczęśliwe dziecięce pobyty u dziadków i kochani dziadkowie stanęli przed oczami, zaś do oczu napłynęły mi łzy. Spytałam, czy mogę ten obraz – tak cenny bardzo dla mnie, niewidziany przez tyle lat zabrać do Warszawy. Otrzymałam go w prezencie.

Wracając w drodze i już w domu myślę, że moi dziadkowie i pradziadkowie podziękowali mi tym niespodziewanym, a wspaniałym znaleziskiem i prezentem za pamięć o nich. To odwiedziny na grobach moich dziadków i pradziadków w Łowiczu i prezencie od nich zapamiętam na zawsze. Obraz jest stary, piękny. Po renowacji będę wspominała więc moich dziadków u siebie już w domu, co dzień.

Szczęść Boże!

drukuj