Spłacali dług wdzięczności

Tadeusz Kościuszko i Kazimierz Pułaski walczyli o wolność Stanów Zjednoczonych. Pamięć o ich zasługach jest żywa za oceanem. To właśnie wdzięczność za ich pomoc była jednym z motywów udziału lotników z USA w walce z bolszewikami w czasie wielkiej próby, gdy ważyły się losy naszej niepodległości w 1920 roku. Byli ochotnikami, z własnej woli przyjechali nad Wisłę, by pomóc Polsce powstrzymać bolszewicką nawałę.



W 1917 roku Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny po stronie państw ententy. Amerykanie wysłali do Europy Korpus Ekspedycyjny. Pod koniec I wojny światowej we Francji znajdował się liczący kilkaset tysięcy żołnierzy Stanów Zjednoczonych korpus wojskowy pod dowództwem gen. Johna Pershinga. Część lotników nie zamierzała powracać do ojczyzny po zakończeniu walk na polach bitewnych I wojny światowej. Postanowili wstąpić do polskiej armii, która walczyła w tym czasie o zachowanie niepodległości.


Cooperowie pamiętali o Pułaskim


Inicjatorem udania się do Polski amerykańskich lotników był kapitan Merian Cooper. Był on prawnukiem pułkownika Johna Coopera, który brał udział w bitwie pod Savannah pod komendą Kazimierza Pułaskiego. Ciężko rannego polskiego dowódcę wyniósł z pola bitwy i był obecny przy jego śmierci. Pamięć o Johanie walczącym pod komendą generała z dalekiej Polski była przekazywana w domu Cooperów z pokolenia na pokolenie. Ze względów sentymentalnych, pod wpływem opowieści z domu rodzinnego prawnuczek Johna, Merian Cooper, lotnik amerykański biorący udział w walkach z Niemcami we Francji, postanowił przyjechać do Polski. W lutym 1919 roku przybył do naszego kraju w ramach misji humanitarnej ARA (American Relief Administration), której celem było niesienie pomocy zniszczonym europejskim krajom. Na czele ARA stał późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych Herbert Hoover. Dla zniszczonej działaniami wojennymi odradzającej się Rzeczypospolitej pomoc amerykańskiej misji była bardzo istotna.

Cooper został skierowany do Lwowa, gdzie pomagał rozdzielać pomoc humanitarną. Tu duże wrażenie wywarło na nim spotkanie z Amerykanką, która po polskiej stronie broniła Lwowa przed ukraińską ofensywą. – Walczę za niepodległość Polski. Dobrze jest za to walczyć – miała powiedzieć do Coopera jego rodaczka. Słowa te, jak później wspominał, wywarły na nim duże wrażenie. Wkrótce poznał generała Tadeusza Rozwadowskiego, któremu powiedział, że gotów jest walczyć z bolszewikami na linii frontu i przedstawił plan zorganizowania większej formacji amerykańskich żołnierzy w wojnie z bolszewikami. Rozwadowskiemu spodobał się ten pomysł. Tym bardziej że oficerów lotnictwa brakowało w tworzącej się polskiej armii.

29 kwietnia 1919 r. Cooper napisał list do Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, w którym przedstawił swoje plany i motywy działania. Na początku maja wraz z generałem Rozwadowskim Cooper udał się do Piłsudskiego, który przychylnie odniósł się do propozycji stworzenia eskadry lotników amerykańskich w służbie polskiej.

W związku z tym w lipcu 1919 roku Cooper udał się do Francji, aby werbować swoich rodaków do polskiej armii. W Paryżu spotkał przypadkowo kolegę z Korpusu Lotniczego Cedrica Fauntleroya. Opowiedział mu o swoich planach i zgodzie polskich władz na stworzenie formacji amerykańskich lotników w Polsce. Fauntleroyowi spodobał się ten pomysł i postanowił wyjechać do Polski. Wkrótce obaj piloci dzięki pośrednictwu gen. Tadeusza Rozwadowskiego spotkali się z przebywającym wówczas w Paryżu premierem Ignacym Janem Paderewskim. Szefowi polskiego rządu również podobał się pomysł stworzenia amerykańskiej eskadry lotniczej w Polsce.


Ochotnicy jadą do Polski


Cooper dzięki wcześniejszym znajomościom szybko znalazł kilku ochotników w gronie doświadczonych pilotów. Przedstawił im trudności, jakie spotkają ich w Polsce – brak lotnisk, samolotów oraz niski żołd (miała to być zaledwie niewielka część, którą otrzymywali dotychczas). Mimo to wszyscy zgodzili się na przyjazd do Polski, aby walczyć z bezbożnym komunizmem. Cooper barwnie opowiadał kolegom o walce kobiet i dzieci w obronie Lwowa przed Ukraińcami, co dodatkowo mobilizowało ich do wyjazdu.

Do Polski grupa ośmiu amerykańskich lotników wyjechała w połowie września 1919 roku (trzech kolejnych przybyło w terminie późniejszym).


Chcemy się bić za Polskę


Tuż po przybyciu na miejsce delegację lotników przyjął w Belwederze Józef Piłsudski. – Chcemy się bić za Polskę, aby spłacić dług zaciągnięty kiedyś wobec niej przez Stany Zjednoczone – oświadczył mjr Cedric Fauntleroy, najstarszy stopniem amerykański ochotnik. – Dobrze pokażcie, co umiecie – miał odpowiedzieć mu Piłsudski. Naczelnik Państwa wzruszył się, kiedy kpt. Cooper opowiedział historię rodzinną o pradziadku i generale Pułaskim.

Amerykańscy piloci podpisali kontrakty 6-miesięczne z możliwością przedłużenia na kolejne 3-miesięczne okresy. Przywdziali polskie mundury. W książeczkach wojskowych mieli wpisaną adnotację, że nie mówią w języku polskim, po to, by nie zostali uznani przypadkiem za szpiegów.

Następnie amerykańscy lotnicy przybyli na lotnisko Lewandówka koło Lwowa, gdzie swoją bazę miała 7. Eskadra Lotnicza. Przyjęła ona oficjalną nazwę: 7. Eskadra Bojowa im. Tadeusza Kościuszki. Dowództwo nad jednostką objął mjr Cedric Fauntleroy, a jego zastępcą został kpt. Merian Cooper. Eskadra liczyła 12 pilotów (8 Amerykanów i 4 Polaków). Obsługę naziemną (31 mechaników) stanowili Polacy. Piloci eskadry dysponowali 12 samolotami, które przybyli Amerykanie dostarczyli Polsce. W tym też czasie powstało godło eskadry: czapka z czasów Powstania Kościuszkowskiego na tle 13 gwiazd symbolizujących amerykańskie stany z czasów amerykańskiej wojny o niepodległość.

Początkowo Amerykanie zajmowali się szkoleniem polskich pilotów. Jednak nie byli zadowoleni z tej roli. Dowódca eskadry wysłał dwa listy do Józefa Piłsudskiego z prośbą o przeniesienie na front. Przyniosło to efekt w pierwszych dniach kwietnia, kiedy to jednostkę skierowano na lotnisko w Połonnem.


W walce z bolszewikami


W czasie wyprawy na Kijów w kwietniu 1920 roku wykonywali loty rozpoznawcze. W jednym z raportów wywiadowczych dostarczyli gen. Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu, dowódcy 3. Armii, bardzo cenną wiadomość o zbliżaniu się od wschodu Armii Konnej Budionnego. Dzięki temu armia polska zyskała trzy dni na przygotowanie obrony. Bolszewicy przerwali front, ale nie zdołali rozbić ani okrążyć polskich wojsk. Dzięki meldunkowi amerykańskich lotników Polacy nie zostali zaskoczeni i mogli wycofać się na zachód.

Amerykanie stosowali bardzo skuteczną taktykę zwalczania bolszewickiej kawalerii, polegającą na falowym atakowaniu i ostrzeliwaniu wzdłuż maszerującej kolumny wroga na niewielkiej wysokości. Powodowało to nie tylko ogromne straty w szeregach wroga, ale także wywoływało panikę koni, co na długo i skutecznie dezorganizowało pochód.

Zwalczali nawet flotę wroga. Kapitan Crawford ostrzelał statki bolszewickie na Dniestrze, doprowadzając do wybuchu przewożonej amunicji i zatopienia jednostek. Dużego wyczynu dokonał dowódca eskadry major Fauntleroy podczas jednego z lotów zwiadowczych. Zauważył koncentrację bolszewików czekających na polski pociąg, którym przewożono około 2 tys. żołnierzy. Major, wykonując akrobację nad pociągiem, zatrzymał go, wylądował przy torach i ostrzegł o niebezpieczeństwie.

Polskie dowództwo wysoko oceniło kunszt wojenny lotników zza oceanu. W jednym z raportów dla gen. Listowskiego czytamy: „Amerykańscy lotnicy pomimo wycieńczenia walczą jak opętani. Służbę wywiadowczą pełnią świetnie. Ostatnio podczas ataku na nieprzyjaciela ich dowódca zaatakował nieprzyjaciela od tyłu i ogniem z kulomiotów prażył we łby bolszewików”.


W walkach wokół Lwowa


Podczas odwrotu wojsk polskich koło Berdyczowa część samolotów uległa uszkodzeniu. Lotnicy musieli pieszo wycofywać się na zachód. Eskadra została skierowana w okolice Lwowa. Majora Cedrica Fauntleroya mianowano dowódcą 3. Dywizjonu Lotniczego. 7. Eskadra Kościuszkowska znalazła się pod komendą kpt. Coopera.

W sierpniu 1920 roku, gdy kozacy Budionnego doszli pod Lwów, amerykańscy lotnicy skutecznie nękali ich nalotami, ponosząc przy tym straty. Po sierpniowych starciach zdolne do użycia w walce pozostały jedynie 3 maszyny. Ostatni swój lot samoloty 7. Eskadry wykonały 23 września 1920 roku.


Uznany za zaginionego


W czasie lotu nad Równem został zestrzelony samolot kapitana Coopera. Dowództwo uznało go za zaginionego. Tymczasem udało mu się wylądować na terenie zajętym przez bolszewików. Od egzekucji uchroniło go to, że przedstawił się jako robotnik siłą zmuszony do służby wojskowej. Ponadto ślady po oparzeniach, jakie wyniósł z walk na froncie francusko-niemieckim, świadczyły w oczach bolszewików o robotniczym pochodzeniu Coopera. Próbowali namówić go do współpracy przy szkoleniu bolszewickich pilotów. Odmówił, a po tym, jak podjął nieudaną próbę ucieczki, przewieziony został do więzienia w Moskwie. Jako obywatel amerykański nie podlegał wymianie jeńców pomiędzy Polską i Rosją Sowiecką. Jednak w więzieniu poznał dwóch polskich oficerów, z którymi uciekł i szczęśliwie przedarł się przez Rygę do Polski.


Krzyże Virtuti Militari i pomnik dla poległych


W czasie wojny polsko-bolszewickiej w 7. Eskadrze Bojowej im. Tadeusza Kościuszki służyło 21 Amerykanów. Zginęło 3 lotników zza oceanu (por. Edmund P. Graves, kpt. Arthur H. Kelly, por. G. Mac Callum). Zostali pochowani na cmentarzu Obrońców Lwowa. Marszałek Józef Piłsudski odznaczył 9 pilotów Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari, a 4 otrzymało Krzyże Walecznych.

Polska pamiętała o amerykańskich bohaterach. W maju 1925 roku na cmentarzu Obrońców Lwowa odsłonięto pomnik wzniesiony staraniem Związku Narodowego Polskiego z Chicago. Monument, ładny pod względem artystycznym, przedstawiał naturalną postać młodego mężczyzny w kombinezonie lotniczym ze skrzydłami na ramionach.

Cmentarz został celowo zniszczony po II wojnie światowej przez Sowietów. Podobny los spotkał pomnik amerykańskich lotników. W latach 90. rozpoczęły się prace nad rekonstrukcją cmentarza, jednak władze ukraińskie nie zgodziły się na rekonstrukcję pomnika amerykańskich lotników.


Andrzej Kulesza
drukuj