Santo subito Pasterz i Ojciec świata

Z JEm. ks. kard. prof. Stanisławem Nagym rozmawia Mariusz Kamieniecki

Należał Ksiądz Kardynał do grona przyjaciół Papieża Wojtyły…
– Prawdę mówiąc, nigdy się nie uważałem za przyjaciela Jana Pawła II. Miałem świadomość, że do Niego nie dorastam, że jestem za mały. Wielkość Papieża pod każdym względem nie upoważniała mnie do tego, żebym mógł się uważać za Jego przyjaciela. Byłem natomiast Jego wielbicielem, entuzjastą, dobrym znajomym, niekiedy i drobnym pomocnikiem. Nie mam też odwagi podejrzewać, że Ojciec Święty uważał mnie za swego przyjaciela, aczkolwiek są dowody na to, że darzył mnie, jeżeli nie przyjaźnią, to przynajmniej sympatią. Dobitnym tego dowodem jest moja godność kardynalska.

Co ta bliskość Papieża wniosła w życie Eminencji?
– Od początku miałem świadomość, że mam do czynienia z człowiekiem absolutnie nieprzeciętnym intelektualnie, wolitywnie i duchowo. Z czasem ta świadomość narastała we mnie coraz bardziej. Cały czas czułem, że nie dorównuję Mu pod żadnym względem i nie wiem, czy kiedykolwiek dorównam.

Testament Ojca Świętego rozpoczyna się cytatem z Ewangelii św. Mateusza „Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan wasz przybędzie”. To pokazuje, że zawsze był przygotowany na spotkanie z Bogiem…
– Jestem o tym najgłębiej przekonany. Mało tego, mam nawet na to dowody. Nie jestem jednak upoważniony, aby o tym mówić. Świadomość tej gotowości towarzyszyła Mu i rzutowała na całe Jego życie. Sprawiała, że coraz bardziej zagłębiał się w Pana Boga i na spotkanie z Nim był coraz lepiej przygotowany. Było to widoczne zwłaszcza w dwóch momentach: podczas Mszy Świętej, którą odprawiał w sposób zupełnie wyjątkowy, kiedy jakby znikał z horyzontu swoją osobą i zanurzał się bez reszty w tajemnicy Eucharystii. Drugi moment to dziękczynienie po Komunii św., kiedy zamieniał się w jeden wielki blok modlitwy, skupienia i koncentracji na Bogu.

Czy w kontaktach z Ojcem Świętym jest jakiś rys, który Ksiądz Kardynał szczególnie zapamiętał?
– Bliskość z Janem Pawłem II obfitowała w wiele pamiętnych chwil. Pierwszą było spotkanie po zamachu na Jego życie. Kiedy odwiedziłem go w Watykanie, ujrzałem cień człowieka. Był bardzo wychudzony, a Jego widok musiał wzbudzić płacz wzruszenia. Stanąłem przed Ojcem Świętym, a On – czego nigdy nie zapomnę – rzucił się w moje objęcia. Moment ten dokumentuje fotografia, którą zrobił poczciwy Arturo Marii. Drugie pamiętne spotkanie odbyło się w Castel Gandolfo z Matką Teresą z Kalkuty. Do dziś mam przed oczyma obraz tej skulonej, niewielkiej kobiety modlącej się w papieskiej kaplicy. Spotkaliśmy się także po Mszy Świętej. Przywołuję też ostatni dzień lutego 2005 r., kiedy zostałem zaproszony przez ks. bp. Stanisława Dziwisza na kolację i kolędy do Ojca Świętego. Były to ostatnie kolędy śpiewane przez Jana Pawła II na tej ziemi. Do dzisiaj słyszę Jego łamiący się głos i kolędę „Oj Maluśki, Maluśki”, którą tak bardzo lubił śpiewać.

Co w nauczaniu papieskim szczególnie Księdza Kardynała poruszyło?
– Najbardziej bliskie były mi encykliki, które stanowiły szczególny element nauczania Jana Pawła II. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie pierwsza, niespodziewana, ale jakże bogata, a zarazem nasycona polskością encyklika „Redemptor hominis” (Odkupiciel człowieka), a potem druga „Dives in misericordia” (O Bożym Miłosierdziu). Jednak dokumentem, który z kilku powodów zrobił na mnie ogromne wrażenie, była encyklika o działalności ekumenicznej – „Ut unum sint”.

Kim Ojciec Święty pozostaje dla Księdza Kardynała?
– Chociaż zajmowałem się Jego działalnością przez wiele lat, broniłem się przed nazywaniem Go Janem Pawłem II Wielkim, dziś jednak nie mam wątpliwości, że był to Papież, który dokonał wielkich rzeczy, a chyba największą z nich jest dar misyjny – wyrażany w pielgrzymkach po całym świecie. Bez wątpienia Jan Paweł II był największym misjonarzem w dziejach świata. Przekraczał granice, z całym poświęceniem niosąc na krańce świata Dobrą Nowinę o Chrystusie. Przez to, że stał się Pasterzem i Ojcem świata, zaprzeczył dotychczasowej tezie, że papież jest więźniem Watykanu. Kolejnym elementem, który składa się na Jego wielkość, to dar nawiązywania kontaktu z młodzieżą. To tylko niektóre czynniki, które moim zdaniem dają podstawę, by Jana Pawła II nazywać Wielkim. Jako taki może być dla mnie nie tylko wzorem, ale także patronem. Modlę się za Jego przyczyną, wierząc, że błogosławi nam z Domu Ojca.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj