fot. TT/MT5_14

Lublin: Uroczystości w 72. rocznicę cudu lubelskiego

O ludzkim cierpieniu, jak i nadziei mówił biskup diecezji rożnawskiej (Słowacja) ks. bp Stanislav Stolárik podczas Mszy św. z okazji 72. rocznicy cudu lubelskiego, czyli wydarzeń z 3 lipca 1949 r., kiedy wierni zobaczyli łzy na obrazie Matki Boskiej w lubelskiej katedrze.

Ks. bp Stanislav Stolárik przewodniczył w sobotę w Lublinie uroczystej Mszy św. na placu przed katedrą. W czasie homilii przypomniał, że 72 lat temu Polska, jak i inne narody Europy dotknięte kataklizmem II wojny światowej powoli podnosiły się po ogromnym cierpieniu, rozlewie krwi i utracie najbliższych.

„Jednak rozpoczął się kolejny dramat: potęgujący się komunizm, ucisk religijny i wszystko co jest z nim związane” – zaznaczył słowacki ksiądz biskup.

Zwrócił uwagę, że łzy Matki Boskiej było widać w wielu miejscach na świecie.

„Zdarzyło się to również tutaj, gdy 3 lipca 1949 roku płakała ze względu na swoje dzieci, na ich cierpienie i z powodu szerzącej się ideologii walczącej przeciwko Bogu, wolności i człowiekowi” – podkreślił ksiądz biskup.

Dodał, że interweniowała wówczas władza, zaczęły się represje i aresztowania. Jego zdaniem, łzy Maryi Panny są znakiem bólu, ale także nadziei i otuchy.

„Nic więc dziwnego, że wiele osób doświadczających różnych cierpień odnalazło przed tym obrazem potrzebną siłę, gdy komuniści przejęli władzę w kraju, zaczęli prześladować i karać swoich przeciwników, zwłaszcza z grona wierzących” – wskazał ksiądz biskup.

Wspomniał także ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, którego nazwał „zwycięzcą pod mieczem” pomimo, że nie zginął „pod ręką oprawcy trzymającego śmiercionośny miecz”.

„Jednakże w przenośni można powiedzieć, że pod mieczem komunistycznego totalitaryzmu – w bardzo trudnym okresie dziejów Polski – pozostał wierny, pomimo i pośród największych trudności. Kardynał wiedział, że się zbliża koniec jego życia, a kiedy się dowiedział o zamachu, że Ojciec Święty Jan Paweł II jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, zebrał resztę sił by żyć, bowiem nie chciał odejść dopóki nie miał pewności” – mówił w homilii ks. bp Stanislav Stolárik.

3 lipca 1949 r. wierni ujrzeli łzy spływające po wizerunku Matki Boskiej, kopii jasnogórskiego obrazu, w lubelskiej katedrze. Uważali, że Matka Boska płacze nad umęczoną w okresie stalinowskim Polską. Do Lublina ruszyły pielgrzymki z całego kraju, aby zobaczyć Matkę Boską płaczącą krwawymi łzami. Tysiące ludzi gromadziło się na placu przed katedrą. Dniem i nocą modlili się, przyjmowali sakramenty, śpiewali.

Religijne zgromadzenia wywołały represje ówczesnych władz. Kościół został oskarżony o sfabrykowanie cudu i manipulowanie ludźmi. Władze organizowały rezolucje i wiece „antycudowe” potępiające „ciemnotę i zabobony”. Dojazd do Lublina został zablokowany, kilkuset uczestników zgromadzeń aresztowano, zapadały wyroki skazujące ludzi na więzienie.

Oficjalnie Kościół nie potwierdził nadprzyrodzonego charakteru zjawiska. Jednak papież Jan Paweł II uznał autentyczność kultu maryjnego w Lublinie i bullą z 1988 r. zezwolił na ukoronowanie obrazu Matki Boskiej w katedrze lubelskiej koronami papieskimi. Przed obrazem Matki Bożej Płaczącej stale gromadzą się ludzie modląc się i prosząc o łaski. Od 2014 roku – 3 lipca w archikatedrze lubelskiej obchodzone jest święto Najświętszej Maryi Panny Płaczącej.

PAP

drukuj