fot. Tomasz Strąg

Ks. kard. G. Müller: Święcenia kapłańskie wyłącznie dla mężczyzn

Jeśli synod amazoński ma okazać się błogosławieństwem dla całego Kościoła i wzmocnić jego jedność w prawdzie, zamiast ją osłabić, musi ustać myślenie w zgodzie z linią partii i ideologii. Kiedy w walce każdy mówi coś innego i uzasadnia to stwierdzając: „Ja jestem od Pawła, a ja od Apollosa; ja jestem Kefasa; a ja Chrystusa”, wówczas usprawiedliwiona jest riposta Apostoła: „Czyż Chrystus jest podzielony? (1 Kor 1,12-13). „Zresztą nawet muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani” (1 Kor 11,19) – ale „biada światu z powodu zgorszeń!” (Mt 18,7) – napisał ks. kard. Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary, tłumacząc, dlaczego świecenia kapłańskie mogą przyjmować wyłącznie mężczyźni.  

Poniżej pełna treść dokumentu napisanego przez ks. kard. Gerharda Müllera.

***

Domaganie się od synodu amazońskiego, by sakrament święceń kapłańskich – w ich pierwszym stopniu, diakonacie – był także w sposób ważny udzielany kobietom, zawiera kilka błędów.

Pierwszy błąd polega na opinii, że Magisterium stoi ponad Objawieniem i że synod biskupów (mający jedynie charakter doradczy), synod ekumeniczny albo sam papież mogliby zmienić istotę tego sakramentu (Sobór Trydencki, Dekret o Komunii pod dwiema postaciami, DH 1728).

Drugi błąd tkwi w opinii, że Sakrament święceń kapłańskich tak naprawdę składa się z trzech sakramentów, a zatem, że odpowiednio należy zdecydować, czy list apostolski Ordinatio sacerdotalis (1994) ma jedynie zastosowanie do stopnia święceń biskupa czy prezbitera (= księdza), czy diakona.

Trzeci błąd polega na wprowadzaniu w błąd ludzi, którzy nie są specjalistami w dziedzinie teologii, poprzez przedstawianie tezy, że ostateczna decyzja papieża Jana Pawła II – a mianowicie: „że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” (OS 4)[1] – nie jest dogmatem.

Jednakże jest pewne bez żadnych wątpliwości, że ta ostateczna decyzja papieża Jana Pawła II to w istocie dogmat wiary Kościoła katolickiego i że oczywiście tak już było, nim ów papież w roku 1994 zdefiniował tę prawdę jako zawartą w Objawieniu. Niemożliwość, by kobieta prawomocnie otrzymała sakrament święceń kapłańskich w każdym z tych trzech stopni, jest prawdą zawartą w Objawieniu i jest to w związku z tym nieomylnie potwierdzone przez Magisterium Kościoła, i przedstawione jako prawda wiary.

Na prośbę komisji doktrynalnej Konferencji Biskupów Niemiec zebrałem niegdyś w czasach kardynała Wettera [który przewodniczył komisji doktrynalnej od roku 1981 do 2008] najważniejsze dokumenty z Pisma Świętego, Tradycji i Magisterium: „Osoba przyjmująca sakrament święceń kapłańskich. Źródła dotyczące nauki i praktyki Kościoła w udzielaniu sakramentu święceń kapłańskich wyłącznie mężczyznom” (Würzburg 1999). Także Międzynarodowa Komisja Teologiczna wyraziła się w dostateczny sposób w tej kwestii i istnieją również wybitne monografie tej kwestii poświęcone. Dyskusja dotyczy jedynie wartości na podstawie znajomości źródeł. Ten, który to neguje, może będzie traktowany z zadowoleniem przez niedoinformowane i często antyklerykalne media – które radują się konfliktem i podziałem w Kościele – ale nie może być traktowany poważnie na poziomie akademickim.

Kiedy chodzi o dogmat, należy rozróżnić pomiędzy stroną substancjalną i formalną. Prawda objawiona, która się w nim wyraża – i której kwestionowanie jest sankcjonowane poprzez anathema sit albo która jest ogłaszana ex cathedra przez samego papieża – nie zależy zatem od zewnętrznej formy definicji. Na przykład zasadnicze stwierdzenia Credo nie zostały formalnie zdefiniowane, ale zostały zdefiniowane w swojej istocie oraz w wyjątkowy sposób, i są przedstawiane przez Kościół jako stwierdzenia, w które należy wierzyć przez wzgląd na zbawienie.

Niektórzy obecnie sugerują, że doktryna – iż tylko ochrzczony mężczyzna (spełniający konieczne obiektywne i subiektywne warunki wstępne) może przyjąć prawomocnie sakrament święceń kapłańskich – powinna zamiast tego ulec relatywizacji, a mianowicie jako sporadyczne, prywatne poglądy Jana Pawła II, ponieważ niektórzy teologowie albo biskupi wyrażają subiektywną opinię, że doktryna ta nie jest dogmatem. Utrzymują ten pogląd, mimo że sam papież Franciszek zawsze podkreślał wiążący charakter Ordinatio sacerdotalis. Niektórzy, sami wprowadzając rozłam, błędnie interpretują w sposób ideologiczny dogmat o prymacie jurysdykcji i nieomylności papieża w sprawach wiary oraz zasad moralnych; i zamieniają te dogmaty w niespotykany dotąd absolutyzm kościelny, tak jakby – także poza kwestiami wiary i zasad moralnych – papież mógł domagać się „zbożnej uległości woli i rozumu (…) autentycznemu urzędowi nauczycielskiemu Biskupa Rzymu” (Lumen Gentium 25)[2]. Robią to tak, jakby istniało – oprócz Słowa Bożego – dodatkowe źródło Objawienia, czy to w papieżu, czy w ludzie Bożym, którego duszpasterze powinni słuchać. Takie nowe źródła – powiadają oni – pozwoliłyby nam wyjść poza Biblię i Tradycję, a nawet poznać lepiej niż dotychczasowe Magisterium, co Pan Jezus tak naprawdę miał na myśli i co by teraz powiedział, gdyby żył dzisiaj. Stanąwszy wobec kłamliwej interpretacji dogmatu o nieomylności Soboru Watykańskiego I, jaką przedstawił kanclerz cesarstwa Bismarck, biskupi niemieccy oświadczyli, że Magisterium papieża i biskupów „związane jest nauką Pisma Świętego oraz Tradycji, a także autorytarnymi decyzjami, jakie dotąd podjął Urząd Nauczycielski Kościoła” (DH 3116). Papież Pius IX udzielił tej deklaracji swojego pełnego wsparcia (DH 3117).

Szokująca jest skala tego typu dyletantyzmu, jaki obserwuje się obecnie w teologii, i przeraźliwej pogardy do człowieka zachodzącej w polityce kościelnej. Tego, kto ma niezależny umysł, deprecjonuje się i usuwa bez wzięcia pod uwagę jego osiągnięć dla Kościoła i teologii. Jednak jedność w prawdzie można jedynie uzyskać od Boga w modlitwie i można ją zrealizować jedynie w posłuszeństwie Magisterium wobec Boga i Jego Objawienia, ale nie można jej osiągnąć manipulacjami ani przemocą i oszustwem. Ad intra et extra ma zastosowanie zasada: „prawda nie inaczej się narzuca jak tylko siłą samej prawdy, która wnika w umysły jednocześnie łagodnie i silnie” (Sobór Watykański II, Deklaracja o wolności religijnej, DH 1)[3].

Nawet dziecka nie dałoby się przekonać, że te polityczne i medialne fantazje o wszechmocy mają wciąż cokolwiek wspólnego ze zdefiniowaną doktryną Soboru Watykańskiego I i II na temat papieża i Kościoła. Z pewnością nie można by tego zrobić w przypadku „dorosłych, którzy przez ćwiczenie mają władze umysłu zaprawione do rozróżniania dobra i zła” (Hbr 5,14). Wszyscy ci, którzy czy to zbyt wysoko, czy też zbyt nisko oceniają prymat Kościoła Rzymskiego i jego biskupa, powinni pilnie przeczytać tekst Kongregacji Nauki Wiary (1998 r.): „Prymat następcy Piotra w tajemnicy Kościoła”. Można go znaleźć jako dodatek w moim studium „Papież. Posłannictwo i misja” (Wydawnictwo WAM, 2017). Książka ta jest także dostępna po hiszpańsku, a wkrótce będzie opublikowana po angielsku i włosku, a więc nikt nie będzie się mógł usprawiedliwić, stwierdzając brak wiedzy na temat mojego przemyślanego stanowiska. W teologii liczą się argumenty teologiczne i filozoficzne. Prawda nie jest funkcją służącą politycznym i ideologicznym roszczeniom sobie prawa do władzy. Ten popularny podstęp naszych postępowców pojęto już dawno i stąd okazał się on nieskuteczny. Mianowicie stosują oni ataki osobiste, zamiast przedstawić swoje rzeczowe argumenty pod dyskusję, a w swojej kłopotliwej sytuacji pomagają sobie absurdalnymi insynuacjami, którym brak jakiejkolwiek intelektualnej uczciwości.

Według potępionych przez Magisterium tez modernizmu – pseudokatolickiej wersji kulturalnego protestantyzmu teologii uczuć według Schleiermachera – dogmat wiary katolickiej nie jest ostatecznym i nieodwołalnym wglądem Kościoła, że prawda zawiera się w Objawieniu i dlatego musi być akceptowana przez każdego katolika „z Bożą i katolicką wiarą”, ale jest on wyrazem dominującej opinii, jaka zyskała – przy pomocy strategii dziennikarskich – autorytet papieża, któremu przypadło wówczas panowanie. Słowo Boże w Piśmie Świętym i Tradycji oraz fakt, że Magisterium jest powiązane – w istocie – z wyjątkowym i niespotykanym Objawieniem w Jezusie Chrystusie, wcielonym Słowie wiary, zostaje tutaj zastąpione kościelno-polityczną lojalnością linii rzeczywistego papieża – jednak tylko pod warunkiem, że zgadza się on z ich własną opinią. Ci sami „fałszywi bracia” (Ga 2,4) – którzy teraz pragną przemienić kościelną wierność każdego katolika wobec papieża w bezwarunkowe poddanie się pod panowanie tego jednego człowieka i w bezsensowne sacrificium intellectus – należeli do bezwzględnych wrogów papieża Jana Pawła II i Benedykta XVI. Jakkolwiek wierność papieżowi, oparta na podstawach teologicznych wygląda zupełnie inaczej.

Jednakże „Manifest wiary” (który można znaleźć w mojej książce The Power of the Truth. The Challenges to Catholic Doctrine and Morals Today [„Moc prawdy. Wyzwania stojące przed katolicką nauką i zasadami moralnymi dzisiaj”] – Ignatius Press 2019), który opublikowałem w obliczu chaosu w głoszeniu nauczania, i który w zgodzie z Tradycją apostolską przedstawia kluczowe prawdy – Trójcę Świętą, Wcielenie, sakramentalność Kościoła, siedem sakramentów, jedność wiary i uczniów oraz nadzieję w życie wieczne – był pomniejszany jako „półprawdy o subiektywnym i arbitralnym charakterze”. Ktoś, kto zazwyczaj jest entuzjastycznym wielbicielem Lutra, uważał się wówczas za kogoś, kto może oskarżać mnie o to, że jestem Lutherus redivivus, to znaczy „upiorem Lutra” („drugim Lutrem”). Tenże Luter – na krótko przed swoją śmiercią i w języku, który nie zapraszał do dialogu – nie skrywał swoich uczuć i mówił o „papiestwie w Rzymie, które zostało ustanowione przez diabła” (1545 r.).

Ponadto ten sam ideologiczny obóz przedstawia się obecnie w swoich powszechnie znanych czasopismach, na swoich stronach internetowych i w książkach z tak zwanej literatury faktu, jako obrońca reform papieża, nie zauważając tego, że swoją polityzacją autorytetu papieskiego podważa teologiczne fundamenty urzędu świętego Piotra. Katolicy nie mają już wierzyć w Boga, ale w papieża, którego ideologowie głównego nurtu wewnątrz i na zewnątrz Kościoła przedstawiają jako „ich papieża”. Sami ci ideologowie potępiają – w szokującym napadzie religijnej manii – każdego jasno myślącego katolika, wiernego biskupa i księdza jako wroga „ich papieża”. Jednak „posłuszeństwo wiary (…), przez które człowiek z wolnej woli cały powierza się Bogu, okazując pełną uległość rozumu i woli wobec Boga objawiającego” (Dei Verbum 5) nie może nigdy mieć zastosowania do istoty ludzkiej – niezależnie czy będzie to papież, czy biskup. Ich autorytet jedynie wywodzi się z Bożego autorytetu i w swej istocie jest kompletnie oraz całkowicie od niego zależny, „żadnego natomiast nowego objawienia publicznego, które by należało do boskiego depozytu wiary, nie otrzymują” (Lumen gentium 25)[4]. Ma to zastosowanie także do relacji biskupów i papieża. Podczas swoich święceń biskupi ślubowali bezpośrednio Bogu, że będą wiernie zachować wiarę katolicką. W sumieniu są oni zobowiązani wyłącznie przed Bogiem i Jego objawioną Prawdą (przeciwko jakiejkolwiek formie bałwochwalczej czci wobec papieża). Jednak w kontekście biskupiej kolegialności i orientacji ku papieżowi jako odwiecznej zasadzie i fundamencie jedności Kościoła w objawionej prawdzie wiary (Lumen Gentium 18; 23) realizuje się bezpośredniość wobec Boga także we wspólnocie Kościoła i we wspólnotowej odpowiedzialności za cały depozyt wiary Kościoła (przeciwko protestanckiemu indywidualizmowi). Tylko w ten sposób św. Paweł mógł otwarcie sprzeciwić się św. Piotrowi (por Ga 2,11), ponieważ ten ostatni był w swoim nauczaniu w rzeczywistości wierny „prawdzie Ewangelii” (Ga 2,14), ale potem sam się zdezawuował swoją niejednoznaczną praktyką. Jednak św. Paweł uczynił to bez fundamentalnego kwestionowania autorytetu i misji św. Piotra. Tak zwany incydent w Antiochii zatem nie może być używany jako argument przeciwko istnieniu papiestwa jako z Bożego prawa.

Po pewnych negatywnych doświadczeniach papież Franciszek musi być świadom, że relacja między papieżem a biskupami (i w Świętym Kościele Rzymskim jego relacja z kardynałami) musi być określona przez katolickie rozumienie Kościoła i że nie można zrzec się jej na rzecz pogoni za sensacją dziennikarzy albo oportunizmu pochlebców. Niewysłowioną arogancją jest to, kiedy „watykaniści” publicznie i z gestami szukającymi aprobaty wręczają papieżowi swoje książki, w których „eksponują” – ale w rzeczywistości jedynie interpretują – opozycje i konspiracje wymierzone w papieża w Kurii i w Kościele, i gdy pozwalają, by ich wysławiano – podobnie jak „bohaterów Związku Sowieckiego” w przeszłości – za to szaleństwo, które podkopuje wiarę. Pamiętajmy tutaj o bankierach, którzy zrobili „z domu Ojca (…) targowisko”, a których za przykładem Jezusa należy wypędzić ze świątyni, rozrzucając ich pieniądze (zarobione przy pomocy ich wymysłów) i wywracając ich stoły (por. J 2,15 i nn). W każdym razie nie jest to forma literatury, która promuje harmonię wśród wiernych i która przyczynia się do wzrostu moralności.

Jeśli synod amazoński ma okazać się błogosławieństwem dla całego Kościoła i wzmocnić jego jedność w prawdzie, zamiast ją osłabić, musi ustać myślenie w zgodzie z linią partii i ideologii. Kiedy w walce każdy mówi coś innego i uzasadnia to stwierdzając: „Ja jestem od Pawła, a ja od Apollosa; ja jestem Kefasa; a ja Chrystusa”, wówczas usprawiedliwiona jest riposta Apostoła: „Czyż Chrystus jest podzielony? (…) Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?” (1 Kor 1,12-13). „Zresztą nawet muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani” (1 Kor 11,19) – ale „biada światu z powodu zgorszeń!” (Mt 18,7).

Wierzymy w jednego Boga, „który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy”; jest „jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus” (1 Tm 2,3-5). I wiemy, że apostołowie i ich następcy, biskupi, są wprowadzani na urząd, by być „nauczycielem pogan w wierze i prawdzie” (1 Tm 2,7).

My, katolicy, jesteśmy bez wyjątku lojalni papieżowi Franciszkowi i biskupom w komunii z nim. Jest istotą posłannictwa papieża, że zbiera on ciągle na nowo uczniów i że jednoczy ich w wyznaniu św. Piotra, który – gdy Jezus spytał się za kogo Go ludzie uważają – składa wyznanie wiary Kościoła we wszystkich epokach: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). A powiedział to bez zwracania uwagi na różnorodne opinie ludzi.

Kardynał Gerhard Ludwig Müller

Tłum. Jan J. Franczak

Pch24.pl

drukuj