Ks. bp I. Dec: W miłosierdziu Bożym przez śmierć do zmartwychwstania

Publikujemy homilię ks. bp. Ignacego Deca wygłoszoną 10 listopada w Sanktuarium  Bożego Miłosierdzia w Krakowie podczas rekolekcji zorganizowanych przez Radę KEP ds. Apostolstwa Świeckich

Wstęp

Przeżywamy drugą niedzielę listopada Zbliżamy się powoli do końca roku liturgicznego. Liturgia tego czasu karmi nas tematami eschatologicznymi. Dziś słowo Boże zaprasza nas do pogłębienia naszej wiary w zmartwychwstanie. Jak wiemy, jest to jedna z najważniejszych prawd wiary. Tak często powtarzamy ją w coniedzielnym „Credo”.

Zanim naszą refleksję skupimy na zmartwychwstaniu, popatrzmy na zjawisko śmierci, gdyż zmartwychwstanie będzie odpowiedzią Boga na naszą ziemską śmierć.

 

  1. Ludzie o śmierci i życiu pozagrobowym

Zjawisko śmierci jest powszechne w przyrodzie. Giną rośliny, zwierzęta. Umierają ludzie. Jednakże, tylko człowiek wie, że umiera. Tylko człowiek tak często zastanawiał się i nadal  zastanawia nad tajemnicą śmierci i przyszłego życia. Tylko ludzie są zdolni za życia przygotowywać się do śmierci i to zarówno teoretycznie jak i praktycznie. Powstały dziedziny naukowe zajmujące się śmiercią. Kiedyś, w starożytności definiowano całą filozofię jako przygotowanie się do śmierci, jako „meditatio  et praeparatio ad mortem”.

Trzeba powiedzieć,  że problem śmierci był zawsze jednym z najtrudniejszych problemów, jakie zaprzątały głowy ludzi.   Perski mędrzec Omar Chajjam, wielki matematyk i poszukiwacz prawdy, pisał kiedyś: „I wiele węzłów rozplątałem w tej wędrówce, lecz oparł mi się węzeł śmierci i losu człowieka”.

Poglądy myślicieli na temat śmierci można by podzielić na dwie grupy: pesymistyczne i optymistyczne. Sporo myślicieli patrzyło na śmierć pesymistycznie. Ludzie wiedzieli, że śmierć przerywa pasmo życia, że do pewnego stopnia sprzeciwia się człowiekowi, który z natury pragnie żyć, trwać zawsze. Dlatego uważali śmierć za wielkie nieszczęście, tragedię człowieka. Teognis z Magory pisał: „Dla mieszkańca ziemi najlepszą rzeczą jest wcale się nie narodzić i nie oglądać jasnego słońca, skoro ma nadejść śmierć”.

Pesymizm związany ze śmiercią odnajdujemy w religiach Wschodu,  np. w buddyzmie, braminizmie. Postawa pesymistyczna odżyła  w czasach nowożytnych. Wystarczy wymienić takie nazwiska, jak: Voltaire, M. Heidegger, J.-P Sartre. Ten ostatni ukuł głośne  powiedzenie: „Absurdem jest że narodziliśmy się  i absurdem, że umieramy”.

W dziejach myśli ludzkiej nie brakuje też poglądów optymistycznych na ludzką śmierć. Były one zbliżone do chrześcijańskich.  Cała filozofia platońska, neoplatońska i stoicka, filozofia Epikura, Seneki   patrzyła na śmierć jako na radosne przejście do życia wiecznego, jako na przejście ze świata cierpień i różnorakich ograniczeń do świata szczęśliwego. Poglądy te mają swoich zwolenników i dzisiaj. (por. Rozważania o życiu ludzkim, Warszawa 1977, s..116-157).

 

  1. Boże orędzie o śmierci i zmartwychwstaniu

Na kartach Objawienia pojawia się bardzo często prawda o śmierci i życiu wiecznym. Śmierć jest zawsze ukazywana jako przejście z życia ziemskiego do życia wiecznego.

W dzisiejszym pierwszym czytaniu słuchaliśmy relacji o męczeńskiej śmierci braci Machabeuszów. Każdy z nich był męczony i zabijany  za swe religijne przekonania. Odchodzący  męczennicy  wyznawali wiarę w życie wieczne, w zmartwychwstanie. Jeden z nich dobitnie wołał: „Ty, zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego  prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego” (2 Mch 7,9).  Drugi w podobnym stylu wyznawał wiarę w zmartwychwstanie: „Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, a którzy w Bogu pokładamy nadzieję, że znowu przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia” ( 2 Mch 7,14 ).Tak umierali ludzie wiary, ludzie przekonani o istnieniu życia wiecznego. Było ich w historii chrześcijaństwa bardzo dużo, najwięcej w dwudziestym wieku. Obliczono już, że w dwudziestym stuleciu zginęło więcej męczenników w Kościele katolickim, aniżeli w poprzednich dziewiętnastu łącznie.

Chrystus, zapytany przez ludzi o życie w przyszłym świecie, odpowiada, że wygląda ono zupełnie inaczej, aniżeli tu na ziemi: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania” (Łk 20, 34-36).

Chrystus dopełnił wykład o śmierci na krzyżu: „Ojcze w ręce Twoje powierzam ducha mojego” (Łk 23,46). Odtąd ci, którzy umierają, którzy w Niego wierzą,  nie muszą się bać, nie idą bowiem do nikąd, nie idą na unicestwienie, ale wstępują do domu Ojca: „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją” (Łk 20,38).  W takiej wierze umierał Jan XXIII, św. Maksymilian , ks. Jerzy Popiełuszko i wielu męczenników i wyznawców  w dziejach Kościoła.

 

  1. Nasza dalsza droga ku śmierci i zmartwychwstaniu

Życie nasze płynie w jednym kierunku, w  stronę wieczności, zmartwychwstania. Nie można go ani zatrzymać, ani powtórzyć.  Kolejka przed nami ciągle się skraca. Z każdym rokiem naszego życia zamyka się przed nami wiele bram, prowadzących w przyszłość. Kurczą się nasze możliwości życiowe, zwłaszcza po przekroczeniu pewnej granicy wieku. Świadomość utraconych szans, że mogliśmy zostać kimś innym, osiągnąć więcej, inaczej ułożyć sobie życie, może być bardzo dokuczliwa. I w końcu nastąpi to najważniejsze spotkanie. Nie wiemy gdzie i kiedy, ale jest ono najpewniejsze ze wszystkiego tego, co jest przed nami, co ma się w przyszłości jeszcze wydarzyć. Chrystus tak często nam przypomina, że winniśmy przeżywać życie w postawie czuwania, oczekiwania na Jego powrót.

A więc kiedyś, kiedy może jeszcze będziesz miał tyle spraw nie załatwionych, niedokonanych, On przyjdzie i powie: dosyć, już wystarczy, już chodź, zdaj sprawę z włodarstwa twego. Pozostanie po tobie kilka par rozdeptanych butów, trochę znoszonej odzieży, jakieś rachunki, zapiski, których nikomu nie będzie się chciało czytać. Ktoś na to wszystko popatrzy i powie: no, to niewiele tego zostało. Dalej będą wschody i zachody słońca, ale bez ciebie. Będą mrozy i kanikuły, deszcze i śnieżyce, ale bez ciebie. Będą mgliste i słoneczne dni – bez nas. My będziemy już po drugiej stronie. Ujrzymy Boga takim, jakim jest.

Zatem drodzy bracia i siostry, myślmy poważnie o naszej śmierci, bo ona na pewno nas dosięgnie.  Bóg odwołuje z tego świata  niektórych ludzi w środku ich życia, gdy przed nimi stało jeszcze tyleż zadań i różnych życiowych planów.  Bóg ma swoją logikę działania. Boże młyny mielą inaczej niż nasze.  Bóg w Starym Testamencie przez proroka powiedział: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55,8). Powinniśmy się modlić o dobrą śmierć, o dobre przejście z życia do życia. Św. Jan XXIII powiedział krótko przed swoją śmiercią swojemu lekarzowi: „Moje walizki są już spakowane”. Wspomnijmy w tym sanktuarium także św. Jana Pawła II, który wielokrotnie mówił o czekającej go śmierci. Z tego, co mówił, wynikało, że się do niej długie lata przygotowywał. Swoim sposobem przeżywania choroby , swoim przygotowaniem do śmierci i swoim umieraniem  zostawił nam nienapisaną, ale jakże czytelną dla nas encyklikę. Papież mocno wierzył, że za zasłoną śmierci jest życie, jest zmartwychwstanie.

Aby dobrze umrzeć, pielęgnujmy w naszym życiu nabożeństwo do Bożego miłosierdzia. Wszyscy jesteśmy grzesznikami i wszyscy potrzebujemy Bożego miłosierdzia.  Dlatego często, każdego dnia – powtarzajmy słowa zostawione nam przez sekretarkę Bożego miłosierdzia – św. Faustynę; „’Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i całego świata”; „Jezu, ufam Tobie!”.   Przyjmując Boże miłosierdzie, bądźmy, apostołami Bożego miłosierdzia w modlitwie w mowie i uczynkach, pomni na słowa Pana: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5,7).

Zakończenie

Kończymy nasze rozważanie. Przechodzi ono w dalszy ciąg Eucharystii. Za chwilę wyznanie wiary, w którym znowu powiemy: „i oczekuję wskrzeszenia umarłych”. A potem ofiara Chrystusa i ofiara nasza, która jest żywą rękojmią czekającego nas zmartwychwstania: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54). Amen.

drukuj