[Jestem w Kościele] Diakonat kobiet. Czas na koniec dyskusji
Poznaliśmy ustalenia watykańskiej komisji badającej możliwość święceń diakonatu dla kobiet. Wniosek jest jasny – to wykluczone, choć komisja zaznaczyła, że na ten moment nie jest możliwe wydanie ostatecznego orzeczenia. Skoro jednak po tylu latach badań nie znaleziono przekonujących argumentów na rzecz diakonatu kobiet, wydaje się, że należałoby teraz oczekiwać decyzji Papieża, która raz na zawsze zakończy tę jałową dyskusję.
Niektórzy mogą powiedzieć, że nie ma takiej potrzeby, bo taką ewentualność wykluczył św. Jan Paweł II w liście „Ordinatio sacerdotalis” z 1994 r., w którym napisał: „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22,32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne”. Choć formalnie rzecz biorąc Papież nie użył tu definicji ex cathedra, to jak wyjaśnił kard. Joseph Ratzinger, św. Jan Paweł II potwierdził tu nieomylne nauczanie, które było od samego początku niezmienne zachowywane i stosowane w Tradycji Kościoła.
Skoro zatem wszystko wydaje się tak oczywiste, to skąd te wątpliwości? Wydaje się, że problem tkwi w szczególnym i zarazem problematycznym statusie diakonatu. Z jednej strony jest on uznawany za jeden z trzech stopni sakramentu święceń, z drugiej zaś Kościół naucza, że diakon jest ustanawiany nie dla kapłaństwa, lecz dla posługi. Zamieszanie wprowadził jeszcze Papież Paweł VI ustanawiając diakonat stały, który jest dostępny dla żonatych mężczyzn, ale w przeciwieństwie do „standardowej wersji” nie otwiera drogi do święceń prezbiteratu.
Żeby tego było mało, na mocy decyzji Franciszka kobiety mogą już pełnić posługę akolity. Co prawda nie jest to sakrament, ale w powszechnym odbiorze wiernych różnice mogą się zacierać. Skoro bowiem kobiety posługują przy ołtarzu, wystawiają Najświętszy Sakrament czy udzielają Komunii, to dlaczego nie miałyby np. czytać Ewangelii, głosić kazań czy asystować przy zawieraniu małżeństwa, co może czynić diakon? A jeśli już jakimś trafem dopuszczono by kobiety do sakramentalnego diakonatu, wówczas święcenia kapłańskie byłyby tylko formalnością, gdyż sakrament święceń jest tylko jeden w trzech stopniach. Dlatego nie ma co się łudzić, żeński diakonat nie jest celem samym w sobie, ale przystankiem na drodze do kapłaństwa kobiet.
Brak zielonego światła dla diakonatu kobiet nie spodobał się rewolucjonistom, choć już widać, że zmiękczają oni sprawę, powołując się na fragment o niemożności wydania ostatecznego orzeczenia. Trzeba przyznać, że mają ku temu powody, bo sama relacja z prac komisji opublikowana przez Watykan, choć nie wnosi nic nowego, to jest dość nieostra i synodalna w złym tego słowa znaczeniu. Niestety w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z tak wieloma przypadkami podważania kwestii, które zostały dawno rozstrzygnięte, że bez jasnego stanowiska Magisterium w tej sprawie chaos doktrynalny będzie się tylko pogłębiał.
Stąd tak ważne będzie to, co zrobi Papież Leon. Jeśli nie zabierze głosu, presja rewolucjonistów będzie tylko rosnąć. Mówi się o możliwym kompromisie, jakiejś niesakramentalnej namiastce diakonatu dla kobiet, ale to nie rozwiąże problemu. Bo dobro Kościoła wymaga jednego – postawienia jasnej granicy między agendą rewolucji a tym, w co wszyscy, wszędzie i zawsze wierzyli.
Wojciech Grzywacz



