fot. episkopat.pl

EWANGELIA

XVII Niedziela Zwykła

Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali.

Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha.

Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić.

Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać».

Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?»

Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy.

Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów.

A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

J 6, 1-15

***

W samym środku wakacji, w pełni sezonu urlopowego, wypoczywając po trudach całorocznej ciężkiej pracy i korzystając jednocześnie z jej owoców – wszak wypoczynek bywa czasem kosztowny – staramy się raczej nie myśleć o kłopotach, które za nami, ani o tym, co czeka nas po powrocie do codzienności pełnej różnych zmagań. Cieszymy się raczej biegnącą chwilą, dzielimy się radością z innymi, a czekające na rozstrzygnięcia kwestie wszelkich braków pozostawiamy na inny czas.

 A z drugiej strony…

W samym środku wakacji, w pełni sezonu zbioru plonów, wielu oddaje się ciężkiej pracy, patrząc z zatroskaniem, czy jej owoce wystarczą do tego, by przeżyć, by zapewnić godny byt swojej rodzinie, a może nawet zaoszczędzić coś więcej i udać się wspólnie z rodziną na zasłużony odpoczynek. Trudno w tym przypadku odkładać na później troskę o obfitość plonów, bo przecież od tego zależy nasze życie. Tym bardziej, że przecież pogoda ze wszech miar mało sprzyjająca – w jednych regionach kraju susza przyspieszyła żniwa, których plony są z jej powodu raczej symboliczne, zaś w innych częściach naszego kraju wiele upraw zostało zniszczonych przez obfite opady deszczu. Jak tu więc nie martwić się braki?

Choć znajdujemy się w tak bardzo różnych położeniach, bo przecież powyższe przykłady nie wyczerpują całego spektrum możliwości, otrzymujemy do rozważenia to samo słowo Boże – słowo o tym, jak Jezus rozmnaża chleb i karmi zgromadzone wokół Niego tłumy ludzi, zaradzając niedostatkowi, jakiego w tamtym momencie wszyscy doświadczyli. Poprzez dokonany znak rozmnożenia chleba Jezus udowodnił przede wszystkim swoim uczniom, którzy wątpili w to, iż można nakarmić tak licznie zgromadzony tłum, że kilka chlebów i ryb, jakie mieli, z mocą wiary i modlitwy, można podzielić między wszystkich tych ludzi. Wystarczyło, że każdy dał coś od siebie, choćby odrobinę wiary. Wystarczyło, że każdy oddał Jezusowi swój brak…

To Pan zaspokaja potrzeby ludzi, ale – jak podkreśla papież Franciszek – pragnie uczynić każdego z nas konkretnie uczestnikami swojego współczucia, dlatego każdy zaproszony jest do tego, by podzielić się tym, co ma, nawet jeśli nie ma tego dużo. A Bóg, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich (por. Ef 4, 6), z naszych braków i niedostatków – jeżeli potrafimy i chcemy się nimi dzielić – uczyni „nadmiar”, który z naddatkiem zaspokoi nasze potrzeby. Otrzymamy więcej, niż moglibyśmy się spodziewać.

Doświadczamy tego działania podczas każdej Eucharystii. Mówią o tym choćby słowa dzisiejszej modlitwy nad darami:

Wszechmogący Boże, przyjmij dary, które Ci składamy z Twoich dobrodziejstw, aby mocą Twojej łaski ta Ofiara uświęciła nasze życie doczesne i doprowadziła nas do wiekuistych radości.

Wraz z chlebem i winem na ołtarzu Pańskim składamy owoce naszych codziennych wysiłków. Czasami jest to radość płynąca z odniesionych sukcesów, a czasem smutek czy upokorzenie z powodu porażek, których gorzkiego smaku doświadczyliśmy. I to wszystko – nasze radości i troski, nasze obfitości i braki – Bóg, przemienia w Pokarm zaspokajający wszelki głód – zarówno głód cielesny, jak i wszelki głód duchowy, bo działająca w nas łaska Boża przenika nasze życie do głębi, zaspokajając w nas nie tylko brak fizycznego pokarmu, ale przede wszystkim wypełniając nasze duchowe braki: brak miłości, brak pokoju, brak nadziei… A cel jest jeden i ten sam dla nas wszystkich – życie wieczne, będące owym „naddatkiem”.

Nasze braki i niedostatki nigdy nie są problemem. A na pewno nie są problemem dla Pana Boga. Jezus nigdy nie umniejsza godności nikogo, bez względu na to, jak mało posiadałaby ta osoba lub jak mało, zdawałoby się, może być użyteczna – mówił papież Franciszek. Dzięki temu, że nasze życie nie jest wyłącznie pasmem hucznie fetowanych sukcesów, może objawiać się w nas moc działania Bożej łaski, która wynosi nas, ludzi słabych i grzesznych, ponad wszelkie stworzenie (por. Ps 8, 6-9).

Bez względu więc na to, czy oddajemy się wakacyjnemu wypoczynkowi, czy też pracując z mozołem, troszczymy się o doczesne owoce naszej codziennej ciężkiej pracy, nie ma powodów, by zamartwiać się jakimkolwiek niedostatkiem czy porażką. Bóg, który otwierając swą rękę, karmi do syta wszystko, co żyje, już się o to zatroszczył i we właściwym czasie zaradzi naszym potrzebom (por. Ps. 145, 15-16).

Autor: o. Arkadiusz Buszka CSsR

Źródło: slowo.redemptor.pl


drukuj