Europa bez wiary przegrywa

Z prof. Andreiem Margą, filozofem, rektorem Uniwersytetu Babes-Bolyai w
Cluj, największej uczelni wyższej Rumunii, rozmawia Piotr Falkowski

Rumunia to kraj podobnie jak Polska naznaczony piętnem komunizmu. W Toruniu
mówił Pan, dlaczego trzeba przezwyciężyć szkodliwą separację państwa i religii.

– Rumunia jest krajem podzielonym wyznaniowo. Zdecydowaną większość stanowią
prawosławni, których jest 83 proc., ale są również inne wyznania. U nas, w
Transylwanii, mamy bardzo dużo wyznań: katolicy obrządku łacińskiego i
greckiego, protestanci, luteranie, kalwiniści, i wiele drobniejszych, w tym
wiele nowych grup o charakterze protestanckim, tak jak baptyści. Ale tradycyjnie
to Cerkiew prawosławna jest największą siłą. Władze komunistyczne oczywiście
stawiały różne ograniczenia, szczególnie w relacjach z zagranicą i w aktywności
społecznej wiernych. Dla reżimu wszystkie wyznania były jedynie tolerowanym
aspektem aktywności społeczeństwa, tym niemniej można było mówić o względnej
wolności kultu i działania instytucji kościelnych. Z drugiej strony komuniści
faworyzowali prawosławie, gdyż przyjęło ono doktrynę popierania każdej władzy,
niezależnie od jej pochodzenia i programu, a zatem paradoksalnie także
ateistycznego reżimu komunistycznego. Pod sam koniec dyktatury doszło w łonie
prawosławia do dramatycznej dyskusji, czy to poparcie ma naprawdę być
bezwarunkowe, i odpowiedź była negatywna, Cerkiew wsparła demokratyzację.

Jak ta sytuacja wygląda obecnie?
– Sytuacja się powtarza. Rumunia pogrążona jest w głębokim kryzysie, władze
centralne i lokalne są niewydolne. Ludzie oczekują, że Kościół zabierze głos,
wskaże, co w działaniach władz jest błędne. Kościół nie ma brać na siebie
odpowiedzialności za rządzenie, ale ma obowiązek zwracać uwagę na związek
polityki i moralności. To zadanie typowo kościelne, brak tego rodzaju głosu to
wielki problem Cerkwi rumuńskiej i wszystkich innych wyznań także.

Kiedy dialog państwa i Kościoła służy budowaniu dobra wspólnego?
– Pierwszy krok to obecność religii w szkole, a zatem to, co zrobiono w Rumunii
i w innych krajach postkomunistycznych. Młode pokolenie musi poznać religię i
wiarę. Kolejna sprawa to uznanie Kościołów jako pełnoprawnych uczestników życia
społecznego. Ważne jest zagwarantowanie prawa do swobodnej oceny działań rządu z
moralnego punktu widzenia przez Kościół, a także, aby Kościół był gotowy to
czynić, a kiedy jest taka potrzeba, napominać rząd łamiący niezłomne zasady, do
których przypominania zobowiązuje nas nasza wiara.

Jakie są inne obowiązki państwa względem społeczności ludzi wierzących?
– Państwo musi być otwarte na wskazania płynące od tych społeczności, a Cerkiew
nie może być bierna, jak to się dzieje w pewnej mierze w Rumunii. Tym się różni
państwo prawdziwej wolności od państwa świeckiego, które jedynie gwarantuje
wolność sumienia i wyznania. Władza musi stworzyć warunki do dyskusji, stąd
ważna rola dofinansowania seminariów i wydziałów teologicznych, także
katolickich. W Rumunii tak się dzieje, choć w małym stopniu.

Jednak główny nurt współczesnej myśli i praktyki Zachodu idzie w zupełnie
odwrotnym kierunku…

– To prawda. Różnica jest w samej istocie pojmowania roli wiary i religii. Ja
zwracam uwagę na rolę czynnika duchowego. Uważam, że przyszłość Europy zależy od
religii. Postawa niektórych polityków mówiących: "Nie interesuje nas religia, to
prywatna sprawa ludzi", prowadzi donikąd. Jest jednak rozpowszechniona.
Wystarczy wspomnieć brak odwołania do Boga w traktacie konstytucyjnym Unii
Europejskiej, szereg opinii naukowców i czołowych myślicieli, którym się wydaje,
że wiara to staromodny przeżytek i że nauka może zastąpić wiarę. Tymczasem
Europa pogrąża się w kryzysie egzystencjalnym, kryzysie motywacji, braku
wiarygodności instytucji. Mamy czasy politycznej apatii, niechęci do
uczestnictwa w życiu publicznym. A i sama Europa przegrywa globalny wyścig,
staje się nieatrakcyjna. Nie jest już taką potęgą jak dwa wieki temu.

Poklask zdobywa myślenie odwrotne. Tacy ludzie jak Richard Dawkins, zwani
walczącymi ateistami, nie tylko nie doceniają religii, ale wręcz uważają ją za
zagrożenie dla wolności i humanizmu.

– Ale nie mają argumentów. Podnoszą zupełnie zużyte propagandowe mity.
Społeczeństwo w wielkiej części wierze zawdzięcza posiadanie moralności. A bez
moralności żadna społeczność nie przetrwa. I to wystarczy na odpowiedź
Dawkinsowi i innym.

Był Pan przez cztery lata ministrem edukacji swojego kraju. Proszę
powiedzieć, jaka jest rola szkoły i wychowania w procesie dojrzewania do
podjęcia czynnej roli społecznej przez ludzi wierzących?

– Szkoła musi otwierać umysł. Młodzi ludzie powinni rozeznać poznawczy autorytet
nauki, a jednocześnie docenić znaczenie filozofii i religii w kształtowaniu
naszego myślenia. To był mój program dla rumuńskiej szkoły. Nauka, filozofia i
religia tworzą szerokie ramy inspirujące nasz rozwój.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj