fot. pixabay.com

Droga krzyżowa Jezusa. Ks. bp Ignacy Dec: Do której grupy należymy? Grona płaczących niewiast czy może oprawców?

Jeżeli przyjmiemy, że droga krzyżowa Pana Jezusa trwa nadal w Jego uczniach, to trzeba by zapytać, jacy ludzie są dziś reprezentantami tamtych grup ludzi, którzy podążali z Jezusem niosącym krzyż na Golgotę (…). Każdy z nas niech postawi sobie pytanie, do której grupy  należy; czy jestem kimś z grona niewiast, może Weroniką, Marią Magdaleną, jedną z płaczących niewiast; może Szymonem z Cyreny, czy Janem Ewangelistą, a może czasem wcielam się także w rolę gapiów, kibiców, czy może nawet oprawców? – mówił ks. bp Ignacy Dec, biskup senior diecezji świdnickiej, podczas kazania pasyjnego wygłoszonego w Świdnicy.

***

Piąte kazanie pasyjne wygłoszone w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Świdnicy podczas nabożeństwa Gorzkich Żali.

Wstęp

W naszym rozważaniu męki Pańskiej, podjętym w kazaniach pasyjnych,  przeszliśmy już z Jezusem trasę od Wieczernika poprzez Ogród Oliwny, pałac najwyższego Kapłana, gdzie Wysoka Rada Sanhedryn przesłuchiwała Jezusa – do sądu Jezusa przed Piłatem. Namiestnik rzymski nie stwierdził wprawdzie u Jezusa winy kwalifikującej Go na śmierć krzyżową, ale naciskany i szantażowany  przez krzyczący tłum, wydał ostatecznie wyrok śmierci na Jezusa przez ukrzyżowanie. W naszej medytacji pasyjnej pozostały nam jeszcze dwa odcinki: droga Jezusa z krzyżem na Golgotę oraz konanie i śmierć Jezusa na krzyżu. Dziś pójdziemy  z Jezusem drogą krzyżową, a za tydzień, w Niedzielę Palmową, staniemy pod krzyżem na Kalwarii. Wsłuchamy się w słowa Pana Jezusa wypowiedziane do nas z krzyża. Dzisiejszą  medytację  podzielimy na trzy odcinki, które będą mieć następujące tytuły: uczestnicy drogi  krzyżowej, ewangeliczne stacje drogi krzyżowej oraz stacje drogi krzyżowej ukształtowane przez  tradycję chrześcijańską.

Uczestnicy drogi krzyżowej Jezusa

Droga Jezusa z krzyżem na miejsce stracenia prowadziła od dziedzińca Piłata na szczyt niewysokiej Góry  Golgoty, Kalwarii. Znajdowała się ona wówczas poza murami Jerozolimy. Trasa z dziedzińca Piłata na Kalwarię wynosiła ok. jednego kilometra.

Kto towarzyszył Jezusowi w tej  drodze krzyżowej?  W gronie osób towarzyszących były trzy grupy ludzi. Najbliżej Jezusa szli żołnierze z rzymskiego legionu, z narzędziami kary i zbrodni, których zadaniem było dokonanie egzekucji przez ukrzyżowanie. Byli to wyszkoleni kaci, oprawcy, których pasją było zadawanie cierpień i zabijanie drugich. W pobliżu nich kroczyli najbardziej wojujący i agresywni z tłumu, którzy przedtem  krzyczeli na dziedzińcu  Kajfasza i Piłata, domagając się śmierci Jezusa. Dla nich wieszanie i zabijanie na krzyżu było  widowiskiem, które miało im przynieść wiele satysfakcji.

Druga grupa podążająca na Kalwarię ze Skazańcem to gromada przygodnych, ciekawskich gapiów,  kibiców,  pragnących zobaczyć, jak będzie przebiegać egzekucja. Wśród nich – być może – byli także pielgrzymi przybyli do Jerozolimy na święto Paschy. Z pewnością chcieli zobaczyć egzekucję, by było potem było o czym opowiadać.

Zbawicielowi towarzyszyła także trzecia grupa ludzi. Były to osoby z grona najbliższych Jego przyjaciół: Jego Matka – Maryja, grono współczujących niewiast. Była wśród nich Maria Magdalena oraz św. Jan Ewangelista, jedyny z grona dwunastu Apostołów. Być może, że inni Apostołowie, przynajmniej niektórzy, obserwowali z daleka, może z  jakiegoś ukrycia,  ten szczególny orszak  ze Skazańcem.

Jeżeli przyjmiemy, że droga krzyżowa Pana Jezusa trwa nadal w Jego uczniach, to trzeba by zapytać, jacy ludzie są dziś reprezentantami tamtych grup ludzi, którzy podążali z Jezusem niosącym krzyż na Golgotę. Nie będziemy jednak tych ludzi wyszukiwać i  przydzielać ich do tamtych grup z ulic Jerozolimy, ale każdy z nas niech postawi sobie pytanie, do której grupy  należy; czy jestem kimś z grona niewiast, może Weroniką, Marią Magdaleną, jedną z płaczących niewiast; może Szymonem z Cyreny, czy Janem Ewangelistą, a może  czasem wcielam się także w rolę gapiów, kibiców, czy może nawet oprawców?

Jezus idzie dziś drogą krzyżową w ludziach prześladowanych, krzywdzonych,  wyśmiewanych, idzie jakoś w każdym człowieku, na którego patrzę, z którym żyję, o którym słyszę. Św. Jan Paweł II uczył nas, że Chrystus zjednoczył się z każdym człowiekiem, że w niektórych ludziach w pewnych okresach życia odbiera chwałę, a kiedy indziej cierpi, niesie krzyż, jest biczowany, wyśmiewany, wyszydzany. Do kogo jesteśmy podobni, gdy doświadczamy cierpienia drugich, gdy patrzymy na drogę krzyżową naszych towarzyszy życia?

Przejdźmy do drugiej części naszej refleksji i rozważmy najpierw stacje drogi krzyżowej, które są wymienione w Ewangeliach.

Ewangeliczne stacje drogi krzyżowej

W czterech Ewangeliach droga krzyżowa Jezusa jest przedstawiona stosunkowo  krótko.  Z zapisu Ewangelii w nabożeństwie Drogi Krzyżowej znalazły się jedynie cztery stacje: stacja V. – z  Szymonem Cyrenejczykiem; stacja VIII – z płaczącymi niewiastami; stacja X – obnażenie z szat i stacja XI – ukrzyżowanie.  Spójrzmy na Jezusa w tych sytuacjach  Jego drogi z krzyżem na Golgotę.

Stacja piąta – Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

W Ewangelii św. Marka czytamy:  „Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który idąc z pola, (tamtędy) przechodził, przymusili, żeby niósł Jego krzyż” (Mk 15,20b-21).

Zaszła obawa, że Jezus opadając z sił, nie doniesie drzewa krzyża na miejsce stracenia, dlatego przynaglono przypadkowego przechodnia – Szymona z Cyreny, by zaradził potrzebie. Nie wzięto – być może – do pomocy kogoś z towarzyszących osób, gdyż uważano, że byłoby to ubliżające. Dlatego zaangażowano człowieka przypadkowego.

W moim życiu ta stacja drogi krzyżowej może mieć dwie odmiany. To ja spotykam niekiedy  pomagających mi Szymonów, czasem przez kogoś wskazanych czy poproszonych, a może nawet i przymuszonych. Jest jednak  i tak, że to ja  także jestem Szymonem dla kogoś, komu pomagam w jakiejś potrzebie, czasem  przez kogoś nakłoniony czy zachęcony.   Za pomoc, której doznaję od różnych Szymonów, winieniem być wdzięczny i nie powinienem mówić, że ta pomoc mi się należy, że mam do niej prawo, ale powinienem zawsze za nią dziękować. Natomiast, gdy widzę  kogoś w potrzebie, nie wolno mi nigdy mówić: „to mnie nie obchodzi, są inni do tego”. Nie powinienem wstydzić się funkcji Szymona.  Przecież św. Paweł powiedział: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe” (Ga 6,2). Św. Jan Paweł II   w Gdańsku, 12 czerwca 1987 roku tłumaczył nam, że na tym właśnie polega zasada solidarności, by nie działać nigdy przeciwno drugim. ale zawsze z drugimi i dla drugich.

Stacja ósma – Pan Jezus upomina płaczące niewiasty

O niewiastach opłakujących Chrystusa niosącego krzyż jest tylko mowa w Ewangelii św. Łukasza. Czytamy tam: „A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: <Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!>” (Łk 23,27-28).

A więc wiemy, że Jezus nie czeka na współczucie, na płacz nad Nim. Każe płakać nad sobą i swoimi najbliższymi, nad tymi którzy grzeszą. Opłakujmy zatem przede wszystkim nasze grzechy, a nie tylko cierpiącego  Jezusa.  Chrystus podjął mękę i śmierć krzyżową z powodu naszych grzechów, by nas z nich oczyścić.

Stacja dziesiąta i jedenasta –  Obnażenie Jezusa z szat i ukrzyżowanie

W Ewangelii św. Jana czytamy: „Żołnierze zaś, gdy  ukrzyżowali  Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części dla każdego żołnierza jedna część; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. Mówili więc między sobą: <Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć>  Tak miały się wypełnić słowa Pisma: <Podzielili między siebie szaty moje, a o moją suknię rzucili losy>. To właśnie uczynili żołnierze” (J 19,23-24).

Jezus przed przybiciem do krzyża został odarty z szat. To odzieranie trwa do dziś. Trwa wtedy, gdy innych pozbawiamy szat, albo sami się ich pozbywamy w celach lubieżnych. Jest też odzieranie z szat duchowych, gdy kogoś pozbawiamy dobrej opinii,  sławy,  dobrego imienia, gdy ujawniamy słabości drugich i powodujemy u nich ból. Wtedy jesteśmy przy stacji dziesiątej Drogi Krzyżowej i Jezus cierpi w tych, którym dokuczamy.

Tę stację Drogi Krzyżowej ponawiamy też wtedy, gdy dzielimy się łupem zagarniętym od kogoś, gdy procesujemy się, żeby coś ugrać dla siebie. Żołnierze podzielili między siebie szaty Jezusa. Nie robili tego, by mieć relikwie, pamiątkę, ale w celach zupełnie przyziemnych.

Po obnażeniu i podziale szat nastąpiło ukrzyżowanie. Nie podano żadnych środków znieczulających.  Poszły w ruch gwoździe i młotki. Czynność krzyżowania oznaczała  definitywne pozbycie się Jezusa. Sądzono bowiem, że śmierć kończy wszystko, zamyka ostatecznie historię człowieka. Tak z pewnością myśleli ci, którzy chcieli zabić  Papieża, św. Jana Pawła II w maju 1981 roku.

Przy tym fragmencie męki Chrystusa warto uwydatnić jeszcze dwie myśli. Jedna jest zawarta w pieśni pasyjnej w słowach: „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”.  Nie jest to dogmat, ale jest to przekonanie wiernych chrześcijan, że naszymi grzechami jak gwoźdźmi przybijamy Chrystusa do krzyża. A zatem, gdy sobie uświadomisz, że popełniasz grzech, to także pamiętaj, że to jest gwóźdź, którym przybijasz Jezusa do krzyża. „To nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”.

I druga myśl z tej stacji: ilekroć słyszysz czy widzisz jak Jezus jest usuwany z ludzkich serc, jak jest usuwany z życia publicznego, z książek, z mediów, oznacza to, że jest krzyżowany, że chce się Go zabić, wyeliminować z życia, żeby Go więcej nie było, bo podobno jest szkodnikiem i przeszkadza człowiekowi: „Jezu, do sromotnego drzewa przytępionymi gwoźdźmi przykuwany, Jezu mój kochany!”.

Po spojrzeniu na te cztery stacje drogi z krzyżem, zapisane w ewangeliach, popatrzmy jeszcze na Jezusa przy stacjach wprowadzonych  przez tradycję Kościoła.

Stacje drogi krzyżowej ukształtowane przez tradycję Kościoła

Spośród stacji drogi krzyżowej ukształtowanych przez tradycję Kościoła odnajdujemy pięć: stacje trzech upadków Pana Jezusa pod krzyżem (Są to stacje: III, VII i IX), stacja IV – spotkanie z Matką oraz stacja VI – spotkanie z Weroniką.

Upadki Pana Jezusa na drodze krzyżowej

„Jezu, srogim krzyża ciężarem, na kalwaryjskiej drodze zmordowany, Jezu mój kochany!”.

Wedle tradycji Jezus potykał się i upadał trzykrotnie pod ciężarem krzyża w drodze na Kalwarię. Oznacza to, że jego cierpienie i ból były autentyczne, że Jego ludzkie siły były ograniczone. Ze wszystkich trzech upadków Jezus się podniósł i kontynuował ciężką drogę na miejsce stracenia.

Jakie przesłanie dla  nas mają te upadki? Upadki te  urzeczywistniają się w naszym życiu, na naszych drogach krzyżowych. Kiedy to się zdarzało? – wtedy, gdy może mówiłeś: jestem u kresu wytrzymałości, u kresu sił, ja już więcej nie zniosę, nie wytrzymam, jestem totalnie załamany, albo też wtedy, gdy obiecywałeś sobie, że coś, co nazwałeś grzechem, już więcej się  w twoim życiu nie powtórzy, albo, gdy uroczyście oznajmiłeś: koniec z tym nałogiem! Ale oto nałóg cię pokonał, przyrzeczenie okazało się pustym słowem. I co wtedy?. Nie wolno leżeć pod brzemieniem grzechów, wad, nałogów, pod ciężarem trudnych obowiązków. Trzeba się poderwać i iść dalej. Trzeba ponowić zobowiązanie i na nowo podjąć wysiłek.  W tym powstawaniu niektórym ludziom pomaga religijna piosenka: „Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam, i ciągle słyszę te słowa: <kochać, to znaczy powstawać>”.

Spotkanie z Matką

W Ewangelii św. Jana zostały zapisane słowa, jakie Jezus wypowiedział z krzyża do swojej Matki i do umiłowanego ucznia na Kalwarii. Wynika z tego, że Maryja kroczyła w milczeniu na swoim Synem drogą krzyżową. Tradycja chrześcijańska mówi o bezpośrednim, milczącym  spotkaniu Maryi z Jezusem niosącym krzyż. Owo spotkanie wspominamy przy czwartej stacji Drogi Krzyżowej.

Nie mogło Jej tu nie być.  Mogła Jezusa fizycznie zostawić, gdy Ten  nauczał, gdy na oczach tłumów czynił cuda, gdy przemawiał w świątyni, gdy był na ostatniej Wieczerzy i gdy modlił się w Ogrodzie Oliwnym.  Przybyła na Drogę Krzyżową i potem stanęła pod krzyżem.

Śpiewaliśmy przed chwilą słowa: „Ach, widzę Syna mojego przy słupie obnażonego, rózgami z sieczonego… Obym ja, Matka strapiona, mogła na swoje ramiona złożyć krzyż Twój, Synu mój, złożyć krzyż Twój, Synu mój!”.

Maryja idzie z nami drogą naszego życia. Jest z nami zwłaszcza wtedy, gdy nas przygniata krzyż. Popatrzmy dobrze na ściany Jasnogórskiej kaplicy i innych sanktuariów maryjnych.  Ile tam znaków wdzięczności za obecność Maryi na drogach ludzkiego cierpienia, za wyproszone przez Maryję łaski. Dlaczego więc zapominasz, że masz Maryję przy sobie, że idzie z tobą przez ciemne doliny twego życia?; „Proszę, o Panno jedyna, niechaj krzyż Twojego Syna, zawsze w sercu swym noszę”.

Spotkanie z Weroniką

W stacji szóstej Drogi Krzyżowej rozważamy spotkanie Jezusa z Weroniką i jej niewieścią przysługę. Jej obecność na kalwaryjskiej drodze i złożona przysługa była dla Jezusa wsparciem i rekompensatą za nieobecność  przy Nim, w godzinie Jego cierpienia, tylu przez niego uzdrowionych i obdarowanych, tylu uczniów i przyjaciół.

Stacja ta pokazuje, że na kobiety można zawsze liczyć. Dzisiaj widzimy Weroniki w szpitalach przy łóżkach starców, dorosłych i dzieci. Widzimy je na salach operacyjnych. Widzimy przy łóżkach matek, babci, ojców dziadków, także przy łóżkach dzieci kalek, niepełnosprawnych. Chciejmy pamiętać, że tam one są i pełnią samarytańską posługę. Ponawiają i przedłużają gest otarcia skrwawionego oblicza Jezusa.

Zakończenie

Gdy kończymy rozważać drogę Chrystusa z krzyżem, dodajmy na koniec, że z tej drogi winniśmy czerpać siłę do naszej życiowej drogi krzyżowej. Pamiętajmy, że nasz krzyż, który został nam przydzielony nie jest ponad nasze siły. Bóg nie dopuszcza na nas takiego krzyża, którego nie potrafilibyśmy udźwignąć. Dlatego za św. Pawłem trzeba powtarzać: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).

Ten, który za nas wycierpiał rany, o którym powiedziano, że w Jego ranach jest nasze zdrowie, Ten Odkupiciel z krzyżem, nieustannie jest do naszej dyspozycji, nieustannie nas wspomaga w dźwiganiu naszych krzyży. A że tak jest, niech nas w tym utwierdzi takie oto  opowiadanie, obecne w literaturze religijnej,  którym zamkniemy dzisiejszą refleksję pasyjną: „We śnie szedłem brzegiem morza – z Chrystusem, oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia. Po każdym z minionych dni zostawały na piasku dwa ślady: mój i Chrystusa. Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad odciśnięty  w najcięższych dniach mego życia. I rzekłem: <Panie, postanowiłem iść z Tobą, przyrzekłeś zawsze być ze mną; czemu zatem zostawiłeś mnie samego wtedy, gdy było mi tak ciężko?>.  Pan odrzekł: <Wiesz synu, że cię kocham i nigdy cię nie opuściłem. W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad, ja niosłem ciebie na moich ramionach>”.

„Niech Ci, mój Jezu, cześć będzie w wieczności za Twe obelgi, męki, zelżywości, któreś ochotnie, Syn Boga jedyny, cierpiał bez winy!”. A Ty, o Matko Bolesna: „Święta Panno, uproś dla mnie, bym ran Syna Twego znamię miał na sercu wyryte. Proszę o Panno jedyna, niechaj krzyż Twojego Syna, zawsze w sercu swym noszę, zawsze w sercu swym noszę”.  Amen.

Ks. bp. prof. dr. hab. Ignacy Dec, Biskup Senior Diecezji Świdnickiej

drukuj
Tagi: ,

Drogi Czytelniku naszego portalu,
każdego dnia – specjalnie dla Ciebie – publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła i naszej Ojczyzny. Odważnie stajemy w obronie naszej wiary i nauki Kościoła. Jednak bez Twojej pomocy kontynuacja naszej misji będzie coraz trudniejsza. Dlatego prosimy Cię o pomoc.
Od pewnego czasu istnieje możliwość przekazywania online darów serca na Radio Maryja i Tv Trwam – za pomocą kart kredytowych, debetowych i innych elektronicznych form płatniczych. Prosimy o Twoje wsparcie
Redakcja portalu radiomaryja.pl