Był i jest ważny dla Narodu

Z JE ks. kard. Stanisławem Nagym z Krakowa rozmawia Małgorzata Pabis

Patrząc na solidarne zachowanie Polaków po katastrofie samolotu prezydenckiego, ludzie z innych krajów wyrażali zdumienie i podziw. Jaki wpływ na to, że w takich chwilach tak, a nie inaczej zachowujemy się jako Naród, ma długoletnia pedagogika Ojca Świętego Jana Pawła II i duchowa formacja związana choćby z pielgrzymkami do Ojczyzny?
– Odpowiadając na to pytanie, postawiłbym taką tezę: istnieje związek pomiędzy papieskimi pielgrzymkami do Polski a katastrofą prezydenckiego samolotu pod Katyniem. Te wydarzenia, choć niosły ze sobą różne uczucia, różne klimaty, przyniosły przebudzenie Narodu. W pytaniu, które mi zadano, widać przekonanie, że trauma, która zdarzyła się Narodowi kilka tygodni temu, i reakcja na nią są niewiarygodnie głębokie, ale jednocześnie czuć w tym wszystkim wewnętrzną spójność. I tak jak Naród prawidłowo zareagował na pierwszą pielgrzymkę Papieża Polaka do Ojczyzny, tak i teraz wykazał się dużą dojrzałością. Patrząc na te dwa wydarzenia, widzimy, że jakościowo były takie same. W 1979 roku Naród był głęboko uszczęśliwiony, cały Naród. Teraz był w głębokiej żałobie, znowu cały naród albo prawie cały. Aż sam się sobie dziwił. Aż się dziwili ci, którzy nie pałali sympatią, a nawet atakowali to środowisko, które teraz tak ogromnie cierpiało. „Co się z nami stało?” – pytali i sami się dziwili. A teraz – nawiasem mówiąc – próbują wszystko odkręcić. Zastanawiają się, co zrobić, aby delikatnie wrócić do starych zwyczajów. Jestem przekonany, że nie jest to myślenie całego Narodu. Naród jest zbolały tamtą boleścią, która pojawiła się 10 kwietnia. Ten ból w nim pozostał i niełatwo będzie zniszczyć to, co wówczas się zrodziło. I w tym jest pewna nadzieja na przyszłość.
Choć trzeba pamiętać i o tym, że Naród potrafi zapominać, ale pytam: czy taką traumę, takie masowe przeżycie tego ogromnego nieszczęścia, tragedii narodowej, można zapomnieć? Tym bardziej że do dziś przyczyny tej tragedii nie zostały wyjaśnione, więc sprawa nabrzmiewa i będzie nabrzmiewać, dopóki nie otrzymamy jakiegoś sensownego wytłumaczenia.

W komentarzach z tamtych kwietniowych dni powracano do Jana Pawła II…
– I to często. Rzeczywiście, po tej tragedii ludzie wracali myślami do Ojca Świętego, przypominali sobie nastrój, jaki panował podczas Jego pielgrzymek, podczas Jego odchodzenia do Domu Ojca. W tych wydarzeniach Naród czuł, że jest Narodem. Tak jak niegdyś tłumy wędrowały za Papieżem z własnej woli, tak teraz przychodziły pod Pałac Prezydencki czy pod Wawel. Kiedy odchodził Jan Paweł II, Polacy cierpieli, bo odchodził drogi im człowiek. Kiedy zginął prezydent RP Lech Kaczyński i polska elita polityczna, wszyscy przeżywaliśmy podobnie. Wszyscy doznawaliśmy uczucia bólu, osamotnienia. I w tym wszystkim odnajdowaliśmy się jako Naród.

A dziś wielu mówi, że nic nam nie zostało z dziedzictwa Jana Pawła II, że po chwilowym zachwycie Jego osobą zostało jedynie wspomnienie, że był Papieżem Polakiem, który w Wadowicach jako młodzieniec jadał kremówki. Skąd bierze się próba marginalizowania Jego osoby, a szczególnie nauczania?
– To jest próba bardzo nieszczęśliwa i bardzo krzywdząca. To jest próba podejmowana przez ludzi małej duszy, ludzi, którzy dają dowód tego, że nic kompletnie nie wiedzą o Janie Pawle II. A Polacy nie mogą o Nim nie wiedzieć. Papież Polak to ktoś wielki. To ktoś, kto jako Papież po raz pierwszy przejechał cały świat, „przeorał” go Ewangelią, poszedł z nią tam, gdzie nikt nie dochodził. To jest Papież przepięknych dokumentów, z encyklikami na czele i z tą ostatnią o umieraniu, którą napisał, odchodząc do Pana Boga. To jest Papież przepięknych, przebogatych pielgrzymek do Polski. Przecież to wszystko są skarby przemodlone, przemyślane.
Jakże więc można dziś, mówiąc o Nim, wspominać tylko wadowickie kremówki. To jest drobny fragment Jego życia, który świadczy o Jego poczuciu humoru i umiejętności zażartowania, kiedy trzeba. Ale to jest tylko fragment. Jan Paweł II był człowiekiem cierpienia – od dzieciństwa przeżywał sieroctwo, długo i ciężko chorował, przeżył zamach na swoje życie. Reasumując, ludzie, którzy spłycają dzieło Jana Pawła II do kremówek, są chorobliwie powierzchowni i nie powinni wypowiadać się na temat Papieża, największego z rodu Polaków.

Co dziś powinniśmy zrobić, by to wielkie papieskie dziedzictwo ocalić, by przekazać je naszym dzieciom tak, by nim żyły?
– To pytanie jest bardzo cenne i należy je ciągle zadawać. Trzeba dziś pytać, by nie poprzestać na powierzchownym poznaniu Papieża Polaka. Jest wiele rzeczy do zrobienia. Robi to obecnie Episkopat Polski, co miesiąc wspominając jedną podróż Ojca Świętego do Ojczyzny. Bo to właśnie musimy naszym dzieciom i naszemu społeczeństwu dać – nauczanie papieskie, które kierował specjalnie dla Polaków. Przecież w Polsce Ojciec Święty mówił o naszych sprawach, troskach i bolączkach. To nauczanie jest wciąż aktualne.
Chcę jeszcze przypomnieć, że Jan Paweł II pisał wielkie i wspaniałe encykliki i listy apostolskie, które ciągle jeszcze są za mało przeanalizowane. W tym miejscu robię wyrzut polskiej teologii i teologom, którzy za mało zajmują się dorobkiem doktrynalnym Ojca Świętego. Dlaczego nie powstają na ten temat prace magisterskie i doktorskie? Wydawnictwo M z Krakowa wydało wszystkie teksty Ojca Świętego. Jest to przebogata kopalnia wiedzy. Stawiam dziś pytanie: kto z tego korzysta? A ponadto wydawnictwo Biały Kruk opisało rok po roku pontyfikat Papieża Jana Pawła II.
W tym miejscu muszę oddać hołd Radiu Maryja. To jest środowisko, które codziennie mnóstwo robi w tej dziedzinie. Przecież nie ma ani jednego dnia, aby jakaś homilia Jana Pawła II nie została przeczytana, przemyślana i omówiona. To samo trzeba powiedzieć o „Naszym Dzienniku”. Jeszcze raz podkreślę, to jest codzienna, dobra, systematyczna praca. Chciałbym ponadto zaproponować, aby kaznodzieje w różnych diecezjach, gdzie Papież był, zamiast kazań odtwarzali czasem nagrania Jego przemówień, które są ciągle aktualne.
Myślę, że można wykorzystać jeszcze wiele innych okazji, by przypominać nauczanie Jana Pawła II. Trzeba tylko je wykorzystywać, by dziedzictwo, które nam zostawił, nie poszło w zapomnienie.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj