fot. PAP/Marian Zubrzycki

Za nami dwa lata rządów „Koalicji 13 grudnia”. Donald Tusk próbuje fałszować rzeczywistość – coraz więcej Polaków domaga się zmiany premiera

Dwa lata po wyborach premier mierzy się z zarzutami o niespełnione obietnice, w tym flagowej o podwyższeniu kwoty wolnej do 60 tys. złotych. Na spotkaniu w Piotrkowie Trybunalskim do szefa rządu przyszli rolnicy, których wykończyć może nierówna konkurencja spoza Unii Europejskiej.

Dwa lata po wyborach, choć przegranych, to ostatecznie zwycięskich dla Platformy Obywatelskiej, premier pojechał do Piotrkowa Trybunalskiego.

Donald Tusk wyraził zadowolenie z poparcia, jakie dziś ma jego ugrupowanie. Przekonywał, że nie ma nic wspólnego ze słabnącymi wynikami koalicjantów.

– Nie kupuję argumentu, że to jest wina Tuska, że Hołowni spadło. Każdemu spada na własne życzenie – mówił Donald Tusk.

Według socjologa, prof. Arkadiusza Jabłońskiego, te słowa premiera nie oddają wcale prawdy o kondycji koalicji. Jak tłumaczył, Platforma utrzymuje poparcie, ale dzieje się to kosztem koalicjantów, którzy widząc nieskuteczność mniejszych ugrupowań, przenoszą swoje głosy na Koalicję Obywatelską.

– Wielu przenosi głosy właśnie na Platformę Obywatelską, twierdząc że tamci, skoro są całkowicie podporządkowani, to niepotrzebny szum, niepotrzebna strata głosu, lepiej oddać je silniejszemu – zwrócił uwagę prof. Arkadiusz Jabłoński.

Losu mniejszych partii nie chciała podzielić Partia Razem i opuściła koalicję. Adrian Zandberg jest przekonany, że tylko na tym zyska, bo – jak stwierdził – z jakichś powodów zdecydował się na taki krok.

– Usłyszeliśmy od Donalda Tuska i jego kolegów, że mają zamiar głodzić naukę, ochronę zdrowia i szkołę – zaakcentował Adrian Zandberg.

W Piotrkowie Trybunalskim szef rządu budował całkowicie odmienny obraz swoich rządów od tego, który kreśli opozycja. Chwalił się podwyżkami dla nauczycieli, przypisywał sobie zasługi w walce z inflacją i zatrzymanie napływu zboża z Ukrainy. Przekonywał, iż mocno skupia się na rozwoju – mówił o kolei i elektrowni atomowej. Z kolei w temacie kwoty wolnej zasłaniał się bezpieczeństwem.

– Jeśli czegoś nie robimy, to są jakieś poważne powody. Jeśli nie wszystko mogę sfinansować w tej chwili, tak jak kwota wolna od podatku, to mówię wam wprost. Ja nie wiedziałem, że będzie trzeba 200 miliardów wydać na zbrojenia – przekonywał Donald Tusk.

Szef rządu winił byłego ministra obrony za – jego zdaniem – podpisywanie nieprzemyślanych kontraktów zbrojeniowych. Tłumaczenia premiera, dwa lata po wyborach, nie przekonały prezydenta, który zarzucił Platformie, że obiecała wiele i tych obietnic nie realizuje.

„Ja ze swoich obietnic zamierzam się wywiązać. Składane deklaracje i programy powinny być tym, co zobowiązuje” – napisał prezydent Karol Nawrocki.

Skuteczność premiera postanowili zweryfikować rolnicy, którzy pojawili się na spotkaniu z szefem rządu.

– Panie premierze, mamy bardzo duże problemy ze zbytem naszych produktów i obawiamy się o przyszłość – podkreślali gospodarze.

Premier usłyszał, że problemy polskich rolników biorą się z polityki unijnej.

– Umowa z krajami Mercosur, liberalizacja handlu z Ukrainą, liberalizacja handlu ze Stanami – wymieniali rolnicy.

W odpowiedzi szef rządu mówił o limitach w imporcie. Próbował przekonywać rolników, że nie mogą bać się konkurencji.

– Ale ja nie wiem, na czym polegają wyższe koszty produkcji w Polsce. Zróbmy wspólnie tak, żeby oni się bali polskiej wołowiny, a nie my argentyńskiej – mówił Donald Tusk.

Rolnicy chcieli wytłumaczyć premierowi, że chcą konkurować, ale na uczciwych warunkach. Tymczasem unijna umowa z Ukrainą nie gwarantuje im tego.

– Propozycja, żeby Ukraina dostosowywała się do standardów produkcji, ma obowiązywać tak naprawdę dopiero w 2028 roku. Teraz to jest okres przejściowy, tak więc Ukraina może sobie tutaj swobodnie do Unii Europejskiej eksportować – podsumowała Anna Bryłka, europoseł Konfederacji.

Jeśli wybory parlamentarne odbyłyby się dzisiaj, koalicja rządząca nie utrzymałaby władzy.

TV Trwam News

drukuj