fot. flickr.com

Wydanie decyzji ws. frankowiczów odroczone przez Sąd Najwyższy

Sąd Najwyższy odroczył wydanie decyzji w sprawie frankowiczów. Sędziowie chcą nowych opinii m.in. od Rzecznika Praw Dziecka.

W Polsce 420 tys. umów frankowych wciąż wiąże ok. 700 tys. kredytobiorców. Gdy kurs skoczył do góry, rozpoczął się dramat tysięcy osób.

– W przypadku przerobienia kredytu frankowego na złotówki, bank nie chciał o tym rozmawiać. Rata skoczyła 100 proc. do góry – mówi Przemysław Rowiński, który posiada kredyt we frankach.

Przez wiele lat banki nie chciały rozmawiać o ugodach. Pokrzywdzeni zaczęli walczyć o sprawiedliwość w sądach. Obecnie toczy się blisko 40 tysięcy spraw. Nadzieję frankowiczom dał ubiegłoroczny wyrok TSUE w sprawie Państwa Dziubaków.

Zarzuty frankowiczów o stosowanie niedozwolonych klauzul przez bankowców uznają polskie sądy – podkreśla Arkadiusz Szczęśniak, prezes [Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu].

– Te wygrane są już na poziomie 90 procent – wskazuje Arkadiusz Szcześniak.

W większości orzeka się nieważność umowy, ale sądy w wielu sprawach miały wątpliwości. Aby ujednolicić orzecznictwo, pytania prawne do Sądu Najwyższego zadał m.in. Rzecznik Finansowy. W piątek siedmiu sędziów Izby Cywilnej orzekło, że przy nieważności umowy przysługują roszczenia o zwrot: bankowi kwoty kredytu, a konsumentowi rat.

– Bezskuteczność staje się definitywna wtedy, gdy należycie poinformowany o abuzywności postanowienia i jego konsekwencjach konsument nie wyraził zgody na postanowienie – podkreśla Roman Trzaskowski, sędzia Sądu Najwyższego.

To od tego czasu biegnie 3-letni okres przedawnienia roszczeń banku, a nie od czasu wypłaty kredytu. We wtorek pełny skład Izby Cywilnej w końcu zajął się pytaniami I prezes Sądu Najwyższego, Małgorzaty Manowskiej.

– Czy te ich umowy wiążą, w jakim zakresie wiążą, czy można w jakikolwiek sposób niedozwolone postanowienia umowne zastępować innymi postanowieniami – mówi Aleksander Stępkowski, sędzia, rzecznik Sądu Najwyższego.

Posiedzenie całej Izby Cywilnej, na które czeka wielu frankowiczów, zaplanowane w marcu przeniesiono na kwiecień, potem na wtorek. Jeśli sąd wyda najkorzystniejsze dla fankowiczów orzeczenie, banki bardzo mocno to odczują.

– Przy tym najbardziej czarnym scenariuszu, który był wyliczany przez komisję finansową na 240 mld, to rzeczywiście sekator bankowy jest poważnie zagrożony, jest możliwa sytuacja, że część banków byłaby niewypłacalna – przyznaje Tadeusz Białek, wiceprezes Związku Banków Polskich.

Banki straszą frankowiczów, że po unieważnieniu umowy będą domagać się zapłaty, za bezumowne korzystanie z ich środków. Sąd Najwyższy musi odpowiedzieć na pytanie, od którego uchylił się w piątek.

– Tzw. pozwów o wynagrodzenie. Te pozwy, jak zaznaczyła I prezes Sądu Najwyższego, mogą składać zarówno kredytobiorcy, jak i banki. W naszej ocenie uchwała mogłaby uciąć tę sprawę – zwraca uwagę Arkadiusz Szcześniak.

Rozpoczęcie rozprawy w Sądzie Najwyższym o czasie uniemożliwił alarm bombowy. Posiedzenie całego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego rozpoczęło się z trzygodzinnym poślizgiem.

TV Trwam News

drukuj