Wstydliwa legalność aborcji

Szpital Kliniczny Dzieciątka Jezus w Warszawie grozi obrońcom życia sądem, jeśli nie zaprzestaną rozpowszechniania informacji, że w tej placówce „zabija się chore dzieci”.

W datowanym 2 lipca br., a skierowanym do Fundacji PRO – Prawo do Życia wezwaniu do usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych oraz zaniechania dalszych naruszeń dyrektor szpitala prof. Janusz Wyzgał żąda sprostowania informacji, że w jego placówce dochodzi do zabijania chorych dzieci. Jego zdaniem, takie stwierdzenia, umieszczane w internecie i na rozklejanych m.in. na terenie szpitala plakatach, godzą w jego reputację i „w swej formie i treści w sposób rażący stanowią przekroczenie granic wypowiedzi”.
„W ostatnim czasie można zaobserwować nasilające się zjawisko polegające na publicznym podawaniu przez Fundację PRO – Prawo do Życia nieprawdziwych i nierzetelnych informacji, w sposób, który jednoznacznie można zakwalifikować jako obraźliwy i nakierowany na wywołanie negatywnego stosunku emocjonalnego wobec osób wskazanych przez Fundację z imienia i nazwiska (podawane przez Fundację informacje wskazują, że w Szpitalu „zabija się chore dzieci”). Dodatkowo używa się w tym kontekście pełnej nazwy Szpitala, którym mam zaszczyt kierować” – czytamy w uzasadnieniu wezwania, do którego dotarł „Nasz Dziennik”. Jako istotny zarzut dyrektor podnosi, że informacje przekazywane od dłuższego czasu przez wolontariuszy z ruchu obrońców życia „mogą sugerować, iż w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus w Warszawie dokonuje się czynności niezgodnych z prawem (…)”. Jak podkreśla, w placówce wszelkie czynności medyczne muszą być przeprowadzane zgodnie z prawem, co podlega systematycznej kontroli.
Wyzgał domaga się sprostowania i przeprosin na łamach „Gazety Wyborczej” i usunięcia dotychczas rozpowszechnianych plakatów i bannerów. Ponadto wzywa do zapłaty 5 tys. zł tytułem zadośćuczynienia na rzecz PCK.
Jeśli Fundacja PRO – Prawo do Życia nie podejmie takich działań w ciągu dwóch tygodni, musi się liczyć z pozwem. Jednak oś sporu bynajmniej nie dotyczy legalności czynności medycznych. Znamienne, że w piśmie dyrektora Wyzgała ani razu nie pada słowo „aborcja”. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że jest to procedura, w wyniku której uśmiercane są dzieci w prenatalnej fazie życia. Jedną z przesłanek aborcyjnych jest w naszym kraju prawdopodobieństwo wystąpienia poważnej choroby dziecka. Z tym właśnie procederem, choć wciąż niespenalizowanym w Polsce, walczy Fundacja PRO – Prawo do Życia od początku swojego istnienia.
Jaka była reakcja obrońców życia na wezwanie prof. Wyzgała? Już 13 lipca Fundacja PRO wysłała odpowiedź. Wyraża w niej prośbę o możliwość spotkania i rozmowy na kluczowy temat.
„W odpowiedzi na Pana pismo (…) pragniemy zaznaczyć, iż niezmiernie zdziwił nas fakt, że w Pana mniemaniu termin „zabija się chore dzieci” jest „nieprawdziwy i nierzetelny”. W liście skierowanym do Fundacji PRO – Prawo do Życia [jako] Dyrektor Szpitala Klinicznego przyznał Pan, że w tym szpitalu dokonuje się aborcji ze względu na „duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”. W wywiadzie dla portalu www.pch24.pl prof. Wielgoś, Kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa WUM w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus, dodał, że zespół Downa jest takim „ciężkim schorzeniem”” – pisze Aleksandra Michalczyk z zarządu Fundacji.

Wartość każdego życia
Zakładanie, że dzieci z zespołem Downa spełniają przesłanki ustawy aborcyjnej, neguje wartość ich życia. – Zespół Downa, po pierwsze, nie jest chorobą, lecz wadą genetyczną, która ma swoje konsekwencje zdrowotne, niekiedy poważne, ale przy prawidłowej rehabilitacji pozwala człowiekowi w miarę normalnie funkcjonować. Oczywiście rehabilitacja domaga się wysiłku ze strony otoczenia, zwłaszcza rodziców, potrzebne jest także wsparcie ze strony państwa. Natomiast nie jest to wada, która zagraża życiu dziecka. Wobec tego rację mają ci lekarze, którzy mówią, że nie jest to powód, aby zgodnie z polskim prawem dokonać zabójstwa takiego dziecka. Innymi słowy, jeżeli zostaje wykryty zespół Downa, w moim przekonaniu nie jest to powód do tego, żeby na mocy ustawy aborcyjnej dokonać zabójstwa dziecka – podkreśla ks. dr hab. Piotr Kieniewicz MIC z Katedry Teologii Życia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. – Po drugie, niezależnie od tego, jak by do tego podejść, sam fakt rozpoznania wady, choroby albo niedorozwoju dziecka w trakcie jego życia płodowego nie jest powodem, aby to dziecko zabić. Medycyna miała stać na straży ludzkiego życia i zdrowia, tymczasem zapis naszej ustawy i postawa pana profesora, tudzież innych lekarzy reprezentujących podobne poglądy, to jest przejaw medycyny, która chce zabić pacjenta tylko dlatego, że uważa, iż nie warto go leczyć i się nim opiekować. To nie jest medycyna, dla której ja mam szacunek – zauważa ekspert.
Jak relacjonuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Mariusz Dzierżawski, członek Rady Fundacji PRO – Prawo do Życia, prof. Janusz Wyzgał w liście do Fundacji z 26 marca 2012 r. przyznał, że w jego szpitalu dokonuje się aborcji z przesłanek eugenicznych, których nie kryminalizują przepisy prawne. – Jestem skonfundowany. Naprawdę trudno jest mi pojąć, o co tak naprawdę profesorowi chodzi. Bo choć sam przyznał, że w jego szpitalu dokonuje się aborcji, to już użyte przez nas stwierdzenie: „zabija się chore dzieci”, jest dla niego nieprawdziwe. Czym w takim razie, według dyrektora szpitala, jest aborcja, jeśli nie zabiciem dziecka poczętego? – pyta nasz rozmówca.
Dzierżawski ocenia, że chybione są zarzuty prof. Wyzgała odnośnie do podważania przez Fundację legalności wykonywanych w kierowanym przez niego szpitalu usług. – Fundacja PRO nigdy nie kwestionowała faktu, iż w Szpitalu im. Dzieciątka Jezus dzieci zabijane są zgodnie z przepisami, jak również nie podnosiła jakiegokolwiek innego zarzutu względem legalności działań tego szpitala – zaznacza Dzierżawski. Jak wyjaśnia, Fundacja protestowała jedynie przeciwko abortowaniu niepełnosprawnych dzieci, czego wykonywania w tej placówce dyrektor nie ukrywał.
Dyrektor Wyzgał do tej pory nie odpowiedział na prośbę o spotkanie. Dlatego Fundacja skierowała do niego list i czeka na odpowiedź.
Podejmowane przez „Nasz Dziennik” wielokrotne próby uzyskania komentarza szpitala w tej sprawie nic nie dały. Jak poinformowała nas sekretarka dyrektora, jej szef przebywa na urlopie, a żaden z jego zastępców nie będzie zabierał w tej kwestii głosu, gdyż „jest to sprawa dotycząca stricte pana profesora Wyzgała” i „będzie musiała poczekać, aż wróci on z urlopu”. Uzyskaliśmy zapewnienie, że „za chwilę” skontaktuje się z nami radca prawny placówki, jednak od dwóch dni nie znalazł dla nas czasu.
Przypomnijmy, że po tym, jak w listopadzie 2011 roku ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala Bielańskiego Romuald Dębski przyznał, że na jego oddziale dokonuje się aborcji niepełnosprawnych dzieci, na początku marca br. Fundacja PRO – Prawo do Życia, po pojawieniu się podobnych informacji, wystosowała do dyrekcji Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus list z zapytaniem, czy także w tej placówce dokonuje się aborcji ze względu na podejrzenie choroby u nienarodzonego dziecka. Po miesiącu przyszła odpowiedź twierdząca. Wówczas obrońcy życia poinformowali o tym fakcie opinię publiczną i rozpoczęli protest przed gmachem szpitala. Podczas cotygodniowych pikiet tłumaczą pacjentom i pracownikom szpitala, na czym polega istota aborcji. Jak zauważają, obok plakatów przedstawiających ciała dzieci poddanych tej legalnej procedurze nikt nie przechodzi obojętnie.

Marta Ziarnik

drukuj