Wojsko ma chrapkę na boeinga

Ministerstwo Obrony Narodowej wystąpi do PLL LOT z wnioskiem o bezpłatne przekazanie wojsku kadłuba Boeinga 767, którym 1 listopada 2011 roku kapitan Tadeusz Wrona awaryjnie wylądował na Okęciu.

Po analizach stanu maszyny okazało się, że samolot nie wróci do lotów i zostanie sprzedany w częściach. Przetarg ma się odbyć 24 lipca. Jednak kadłubem jest zainteresowane wojsko, które chciałoby wykorzystywać go do celów szkoleniowych jednostki specjalnej GROM. Ministerstwo Obrony Narodowej chce jeszcze w tym tygodniu wystąpić do prezesa PLL LOT, żeby rozważył możliwość przekazania kadłuba tego samolotu nieodpłatnie. Jak poinformował rzecznik resortu Jacek Sońta, wniosek jest przygotowywany i czeka na podpis ministra lub wiceministra.
Nie wiadomo, jak do prośby MON odniesie się PLL LOT, który już sprecyzował warunki przetargu. Jednak wczoraj rzecznik spółki Leszek Chorzewski poinformował, że udziałem w postępowaniu zainteresowane są już cztery podmioty – trzy zagraniczne i jeden krajowy. Licytacja Boeinga 767-300 SP-LPC – bez silników – została zaplanowana w siedzibie PLL LOT w Warszawie. Cena wywoławcza to 2 mln dolarów. Samolot kupi ten uczestnik licytacji, który zaoferuje najwyższą cenę. Boeing 767-300, zwany „Papa Charlie”, do dnia awaryjnego lądowania (1 listopada 2011 roku, kiedy to kpt. Tadeusz Wrona wylądował nim bezpiecznie na warszawskim lotnisku Chopina bez wysuniętego podwozia z 220 pasażerami oraz 11 członkami załogi na pokładzie) był eksploatowany przez PLL LOT na podstawie umowy leasingowej. Właścicielem maszyny jest amerykańska spółka Air Castle. Początkowo zapowiadano powrót maszyny do lotów, ale okazało się, że jej remont byłby zbyt kosztowny. Ostatecznie więc PLL LOT przejął samolot na własność i ogłoszono przetarg na jego sprzedaż.

drukuj