Wojna domowa w Jemenie
Arabia Saudyjska i jej sojusznicy z Zatoki Perskiej rozpoczęli operację wojskową, w tym naloty na cele szyickich rebeliantów z ruchu Huti. Bojownicy tego ugrupowania prowadzą obecnie ofensywę na miasto Aden. Chcą oni obalenia obecnego prezydenta Jemenu.
W Jemenie trwa walka o władzę między prezydentem Hadim a kontrolującym stolicę państwa Sanę szyickim ugrupowaniem Huti. Wojna domowa wisi na włosku.
– My, ludzie z Południowego Jemenu, będziemy walczyć aż do końca naszego życia, aby odeprzeć wroga. Będziemy z nimi walczyć wszystkim, co mamy. Zwycięstwo rewolucji, zwycięstwo! – deklarują bojówkarze.
Obecna dezorganizacja aparatu państwowego w liczącym 25 milionów mieszkańców Jemenie jest spuścizną po wieloletnich dyktatorskich rządach. Zmiana na stanowisku prezydenta nie wpłynęła w sposób znaczący na całościową stabilizację w państwie – mówi dr Bartosz Bojarczyk.
– Jest to konflikt, którego tłem jest sytuacja społeczno-ekonomiczna i na tej płaszczyźnie proces unifikacji Jemenu nie wyszedł – z tego względu, że państwo nie zjednoczyło się, a podziały społeczno-ekonomiczne nadal trawią społeczeństwo jemeńskie i całe państwo. Z drugiej strony, konflikt nabiera coraz bardziej wyrazu religijnego – mówi dr Bartosz Bojarczyk, politolog z lubelskiego UMCS.
Władze Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kuwejtu, Bahrajnu i Kataru zdecydowały się stawić czoła Huti. Ambasador Arabii Saudyjskiej w Stanach Zjednoczonych poinformował, że koalicja państw połączyła siły, by chronić Jemen.
– Królestwo Arabii Saudyjskiej rozpoczęło operację wojskową w Jemenie. Celem jest obrona uzasadnionych rządów prezydenta Hadi przed bojówkami Huti. Użycie siły jest zawsze ostatecznością. Z wielką niechęcią podjęliśmy ten krok. W koalicji uczestniczy ponad 10 krajów. Będziemy robić wszystko, by Jemen nie wpadł w ręce Huti” – podkreśla Adel Al-Jubeir, ambasador Arabii Saudyjskiej w USA.
Swoje wsparcie dla dowodzonej przez Arabię Saudyjską operacji wojskowej zatwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Zastrzegł jednak, że siły USA nie biorą bezpośredniego udziału w operacji. Jak wskazuje dr Bartosz Bojarczyk, Jemen stał się poligonem doświadczalnym dla państw regionalnych, pozaregionalnych, a nawet unijnych.
– Państwami zaangażowanymi w konflikt są przede wszystkim: Arabia Saudyjska, Iran – z państw regionalnych, gdzie Arabia Saudyjska popiera sunnitów, a nawet radykalnych fundamentalistów – mam na myśli Al-Kaidę, ale także inne odłamy wahabickie, które tam się znajdują. Angażują się też państwa spoza regionów: głównie USA, które wykorzystuje cały potencjał militarny, by walczyć z Al-Kaidą Półwyspu Arabskiego – wymienia dr Bartosz Bojarczyk.
W 2011 roku Jemen zajmował bardzo wysokie 13. miejsce w zestawieniu państw upadłych.
– Władza centralna nie istnieje, a w ciągu ostatnich lat egzekwowała swoje prawa jedynie na określonej części terytorium, nawet nie na 50 procentach. Wszystkie cechy państwa upadającego są spełnione – dr Bartosz Bojarczyk.
Kraj boryka się też z dżihadystami, którzy często atakują siły bezpieczeństwa oraz szyitów. W zeszłym tygodniu w trzech samobójczych zamachach bombowych na dwa meczety w Sanie zginęły co najmniej 154 osoby, a kilkaset zostało rannych. Przyznało się do nich Państwo Islamskie w Jemenie, które zagroziło kolejnymi atakami na Huti.
TV Trwam News/RIRM
