fot. flickr.com

Włochy: liczba turystów w Wenecji stale rośnie

W Wenecji stale rośnie liczba turystów; w ciągu roku odnotowano wzrost o ponad 3 proc. – wynika z najnowszych danych. Tymczasem w mieście nasilają się protesty przeciwko niekontrolowanemu napływowi turystów i apele o jego powstrzymanie.

„Wenecja chce żyć, dosyć hoteli” – to jedno z haseł niedawnego protestu stowarzyszenia mieszkańców miasta, domagającego się uregulowania napływu turystów i ograniczenia rozwoju przeznaczonej dla nich bazy noclegowej.

Wenecjanie, którzy regularnie organizują manifestacje, domagając się od władz zainteresowania ich pogarszającymi się – jak mówią – warunkami życia, argumentują, że w wielu częściach historycznego centrum trudno kupić bochenek chleba i podstawowe artykuły żywnościowe. To dlatego, że wszędzie działają sklepy z pamiątkami i lokale nastawione na obsługę milionów turystów.

W czasie dłuższego spaceru wśród weneckich kanałów, mostów, uliczek i zaułków można przekonać się, jak trudno znaleźć zwykły sklep spożywczy. Krajobraz zdominowały hotele, pensjonaty, lokale z pełnymi kiczu pamiątkami, bary, restauracje. Znikają powoli pracownie, w których można było kupić ręcznie wykonane maski karnawałowe i inne prace rzemieślników. Arcydzieła ich rąk są wypierane przez tani importowany plastik.

„Mam prawie kilometr do budki z gazetami; chodzę prawie codziennie. W hotelu, który jest obok mojego domu, mogę przeczytać amerykański dziennik, ale zdobycie moich ulubionych włoskich gazet wymaga wyprawy” – powiedział PAP zapytany o drogę do najbliższego kiosku mieszkaniec kamienicy koło Canal Grande.

Wenecjanie podkreślają, że z roku na rok warunki życia w mieście pogarszają się; tłumaczą też, że obserwują niemal wyłącznie rozwój usług turystycznych. Zgodnie z oficjalnymi danymi liczba hoteli przekroczyła 400.

Według najnowszych, pochodzących z 2016 roku, danych zawartych w weneckim roczniku turystyki, sporządzonym przez władze miejskie, w hotelach i pensjonatach zatrzymało się wtedy około 4,5 miliona osób, co oznacza wzrost o ponad 3,3 procent w stosunku do poprzedniego roku.

Statystyka ta nie uwzględnia jednak wielokrotnie wyższej liczby tzw. jednodniowych turystów, przyjeżdżających na kilka godzin i niezatrzymujących się na nocleg. To ich napływ należy w pierwszej kolejności ograniczyć – przyznają władze.

Nie wiadomo dokładnie, ilu turystów przybywa rocznie do miasta. Szacuje się, że jest może ich być nawet około 25 milionów.

W minionych latach rozważano nawet tak radykalne rozwiązania jak sprawdzanie jako swoistej „przepustki” do miasta potwierdzenia rezerwacji przynajmniej jednej doby w hotelu.

Dyskutowana jest też od ponad 20 lat idea wyznaczenia dziennego limitu turystów odwiedzających miasto. Takie postulaty, zauważa się, byłyby trudne do zrealizowania, ponieważ tego typu ograniczenie byłoby sprzeczne z demokratycznymi zasadami umożliwiających każdemu odwiedzenie Wenecji.

Aby poprawić warunki życia mieszkańców, którzy często uważają się za lekceważoną mniejszość, wprowadzone zostały w ramach eksperymentu osobne wejścia dla nich na przystankach niektórych liniach tramwajów wodnych. Chodzi o to, by nie musieli tłoczyć się razem z turystami i mogli spokojnie dotrzeć do pracy czy szkoły.

„Koszmarem” wenecjanie nazywają widok wielkich statków wycieczkowych, wpływających w rejon historycznego centrum, także niedaleko Pałacu Dożów. Gigantyczne jednostki górujące nad pejzażem od lat wywołują protesty. Dopiero niedawno podjęto decyzję o tym, że w najbliższych latach rozpocznie się proces zamykania weneckich akwenów dla wycieczkowców. Tempo realizacji tego porozumienia nie zadowala jednak mieszkańców działających w komitecie pod nazwą „NIE dla wielkich statków”.

Wśród zagranicznych turystów przybywających na lagunę najwięcej jest Amerykanów. Kolejne miejsca zajmują przybysze z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Chin.

Napływ fali zwiedzających nie dotyczy tylko tych, którzy przyjeżdżają pociągami czy samochodami i przypływają statkami. Weneckie lotnisko zanotowało w ciągu roku rekordowy wzrost liczby pasażerów o prawie 11 procent.

Tłumy notuje się na weneckich uliczkach i na placach, ale także w muzeach, rejestrujących stały wzrost gości.

W ostatnim czasie władze miasta ogłosiły, że podejmą starania, by uregulować sytuację i położyć kres chaosowi. Prowadzone jest eksperymentalne liczenie turystów przybywających codziennie nad Canal Grande. Rozważana jest nadal możliwość ograniczenia napływu zwiedzających, zwłaszcza tych, którzy przyjeżdżają na kilka godzin.

Na początku czerwca zarząd miejski wydał rozporządzenie, na mocy którego zahamowany został rozwój bazy noclegowej i powstawanie kolejnych hoteli i pensjonatów.

Pękające w szwach miasto traci jednocześnie stałych mieszkańców, co potwierdzają zainstalowane z inicjatywy jednego z lokalnych stowarzyszeń w kilku strategicznych punktach tablice elektroniczne podające dane na temat liczby ludności.

Oblicza się, że rocznie Wenecję opuszcza około tysiąca mieszkańców.

Obecnie w mieście mieszka trzy razy mniej osób niż 60 lat temu. W 1951 roku liczba ludności wynosiła 174 tysiące; dwadzieścia lat później spadła do 108 tysięcy. Obecnie w Wenecji mieszka poniżej 56 tysięcy ludzi.

Nie tylko mieszkańcy zarzucają władzom miasta brak troski o nie. Słowa krytyki skierowało także UNESCO, na którego liście dziedzictwa Wenecja jest od 30 lat.

Organizacja NZ ds. Oświaty, Nauki i Kultury dała w 2016 roku „ultimatum” magistratowi, domagając się rozwiązania największych problemów. Krytyka ze strony UNESCO dotyczyła braku kontroli nad masową turystyką, zgody na wpływanie wielkich statków pasażerskich w rejon placu Świętego Marka i stałego spadku liczby mieszkańców.

UNESCO zagroziło nawet, że miasto może stracić miejsce na prestiżowej liście dziedzictwa. W reakcji na to ostrzeżenie burmistrz Luigi Brugnaro zapewnił o zaangażowaniu władz na rzecz rozwiązania kryzysu i przedstawił plan ratunkowy pod nazwą „Pakt dla Wenecji”.

Plan ten uwzględnia liczne inwestycje w ochronę zabytków i pilotażowy program monitoringu napływu turystów.

PAP/RIRM

drukuj