fot. PAP/EPA

We Francji manifestował sektor publiczny

We wtorek francuskimi ulicami przeszły tysiące manifestujących pracowników. Protest był mniej liczny niż spekulowano, przez co demonstracja może nie wpłynąć na planowane reformy kodeksu pracy i sektora publicznego.

O swoje prawa upomnieli się pracownicy francuskiej budżetówki. Manifestacja sektora publicznego była ogłoszona jako wspólna inicjatywa dziewięciu organizacji. Najbardziej zauważalna była CGT, czyli powszechna konfederacja pracy. Demonstrujący sprzeciwiali się reformie pracy, którą przyjął francuski parlament. Wśród przeciwników znaleźli się także lekarze.

– Jesteśmy najmniej opłacalnymi lekarzami w sektorach publicznych. Teraz nie widać dla nas przyszłości, co wskazuje też, ze kraj nie dba o koordynację zdrowotną uczniów, dlatego dziś idziemy na ulicę – mówi Jocelyne Grousset, lekarz szkolny.

Pracownicy wyszli na ulicę, bo – jak sami uważają – są „źle opłacani, pogardzani i niepewni jutra”. Zaznaczają, że składki ciągle rosną, a ich płace maleją. Zauważalny jest także problem związany z zatrudnieniem.

– Siła nabywcza pracowników służby publicznej stoi w miejscu – dodaje Jocelyne Grousset.

Reforma kodeksu pracy, której tak licznie sprzeciwiają się Francuzi została zapowiedziana przez prezydenta Emmanuela Macrona jeszcze przed wyborami. Zostanie ona wdrożona za pomocą dekretów, co ma przyśpieszyć zmiany obietnicy wyborczej prezydenta. Policja oszacowała, że w stolicy Francji manifestowało 25 tys. osób. Z kolei związki zawodowe podały, że było ich około 40 tysięcy.

TV Trwam News/RIRM

drukuj