fot. twitter.com

W Bochni pochowano Mikołaja Mazura – żołnierza antykomunistycznego podziemia

Na cmentarzu w Bochni pochowano w czwartek Mikołaja Mazura – partyzanta powojennego podziemia niepodległościowego, żołnierza Narodowej Organizacji Wojskowej. Był człowiekiem czynu, nie chciał być biernym obserwatorem, swoje życie złożył na ołtarzu ojczyzny – podkreślali uczestnicy uroczystości.

Szczątki Mikołaja Mazura zostały odnalezione w maju 2018 r. podczas prac ekshumacyjnych prowadzonych przez IPN na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

W pogrzebie uczestniczyła córka Mikołaja Mazura – Maria z mężem i wnuczka Marta z rodziną.

„Wolność to trud i zadanie, wolność to wyzwanie, aby krew bohaterów, krew tych, którzy nie zawahali się złożyć swojego młodego życia, aspiracji i dążeń na ołtarzu ojczyzny, nie pozostała daremna” – mówił w homilii ks. dr Marek Mierzyński z parafii św. Mikołaja w Bochni.

Podkreślił, że trzeba uświadomić sobie prawdę o zbrodniczych systemach totalitarnych, nazywać zło złem.

„To było ludobójstwo, budowanie nowego systemu tzw. sprawiedliwości społecznej na cierpieniu, na krwi, na ofiarach” – dodał.

Ks. dr Marek Mierzyński podkreślił, że krew przelana za Ojczyznę jest „wezwaniem do tego, aby dar wolności był ugruntowany poprzez pomnażanie dobra” i każdy z nas powinien „postawić sobie pytanie, czy jestem rzetelnym człowiekiem, wdzięcznym za ofiarę naszych przodków”.

„Czy przelana krew wydała owoc dla naszej Rzeczpospolitej? Wydała owoc na miarę tej miłości, jaką ci młodzi chłopcy składali na ołtarzu Ojczyzny” – powiedział ks. dr Mierzyński, dodając że dziś dziękujemy śp. Mikołajowi Mazurowi za ofiarę jego życia.

Dyrektor krakowskiego IPN Filip Musiał odczytał list prezesa IPN Jarosława Szarka.

„Dziś państwo polskie wypełnia swoją powinność wobec żołnierza, który oddał życie za niepodległą Rzeczpospolitą. (…) Prawie 50 lat musieli Polacy znosić sowieckie zniewolenie. Prawie pół wieku musieliśmy walczyć o odzyskanie suwerenności. Blisko 70 lat rodzina Mikołaja Mazura czekała, by godnie pochować dzielnego człowieka i wielkiego patriotę. Dziś wreszcie nastąpił ten dzień” – napisał prezes.

Szef pionu poszukiwań i identyfikacji w krakowskim oddziale IPN dr Dawid Golik mówił, że Mikołaj Mazur przez szereg lat stykał się ze śmiercią, walcząc w szeregach narodowej konspiracji, uciekał przed Gestapo, niemiecką żandarmerią, walczył z UB, MO i NKWD. Walczył do końca – podkreślał dr Dawid Golik.

„Możemy zapytać, dlaczego walczył, po co sięgał po broń i tak długo pozostał wierny żołnierskiej przysiędze? Na pewno kochał Polskę i czuł obowiązek walki o jej niepodległość. Na pewno obawiał się też represji, więzienia i tego, że komuniści go zamordują, jeżeli wpadnie w ich ręce. Ale na pewno nie chciał pozostawać bezczynny, nie chciał być zwykłym widzem tego, co działo się w powojennej Polsce” – mówił dr Dawid Golik.

Reprezentant bocheńskiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy AK Teofil Wojciechowski podkreślił, że Mikołaj Mazur był człowiekiem czynu i szedł „wyprostowany wśród tych, co na kolanach”, jak pisał Zbigniew Herbert.

„Żegnamy bohatera, który swoje życie rzucił na stos” – mówił Teofil Wojciechowski. Dodał, że trzeba jeszcze wielu badań, by wszyscy ci, którzy zasługują na cześć zostali pochowani w swoich mogiłach i opłakani.

Mikołaj Mazur urodził się 24 maja 1918 r. w Sobolowie w pow. bocheńskim. Od 1941 r. działał w Narodowej Organizacji Wojskowej, przyjmując pseudonim „Pasek”. W 1944 r. pełnił funkcję szefa gospodarczego oddziału partyzanckiego NOW-AK Obozowej Drużyny Bojowej „Jastrzębski”. Akcje drużyny polegały na karaniu oraz likwidacji konfidentów i kolaborantów oraz zdobywaniu broni. Podejmowała ona także działania dywersyjne na linii kolejowej Bochnia-Brzesko.

Najbardziej spektakularną akcją ODB „Jastrzębski” była dokonana w nocy z 27 lub 28 listopada 1944 r. próba porwania dowódcy 10. Dywizji Grenadierów Pancernych gen. Waltera Herolda, którego chcieli wymienić na jednego z zatrzymanych konspiratorów. Partyzanci ostrzelali samochód niemieckiego dowódcy, a gen. Herold zmarł później z powodu odniesionych ran. W odwecie Niemcy rozstrzelali w Żerosławicach 40 osób, w tym 33 więźniów przywiezionych z krakowskiego więzienia przy ul. Montelupich.

Mikołaj Mazur dosłużył się w NOW-AK stopnia starszego sierżanta. Po wkroczeniu do Polski Armii Czerwonej ukrywał się. Latem 1945 r. powrócił na ziemię bocheńską i przystąpił do oddziału NOW-NZW Augustyna Rafalskiego „Pogroma”.

Uczestniczył m.in. w likwidacjach żołnierzy sowieckich i osób podejrzewanych o współpracę z komunistami, a także rozbrajaniu funkcjonariuszy UB oraz MO oraz w rekwizycjach w państwowych spółdzielniach. Dwukrotnie – jesienią 1945 r. i w 1947 r. ujawniał się, a potem wracał do działalności konspiracyjnej i ukrywał się.

Mazur został aresztowany 10 stycznia 1951 r. w wyniku gry operacyjnej bezpieki, która zainscenizowała spotkanie z rzekomym przedstawicielem organizacji konspiracyjnej. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego Mazur został skazany na karę śmierci, którą wykonano 24 grudnia 1951 r. w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie.

PAP

drukuj