fot. pixabay.com

USA: Filadelfia usuwa bezdomnych z ulic, ale nie wszyscy chcą korzystać ze schronisk

Władze Filadelfii przeprowadziły w sierpniu akcję usuwania z ulicznych obozowisk bezdomnych i narkomanów. Tylko część zgodziła się przenieść do schronisk.

Dwa obozowiska dla bezdomnych zlokalizowane były przy Alei Kensington. Na chodnikach przebywało tam wcześniej miesiącami ok. 25 osób. Sporo z nich uzależnionych jest od narkotyków.

Bezdomni mieszkali w namiotach. Służby miejskie, usuwając ich, zbierały materace, poduszki, składane krzesła, walizki, skrzynki po mleku, igły, strzykawki, itp. Przewiozły je do specjalnego magazynu. Urzędnicy miejscy mówili, że zaraz po przeprowadzeniu akcji 20 osób opuściło Kensington. Co najmniej cztery przyjęły ofertę tymczasowych pomieszczeń.

Przedstawiciele władz miejskich argumentują, że chcieliby pomóc tym ludziom, przenosząc ich do schronisk. Jak zapewniają dążą, by im stworzyć lepsze warunki z trzema posiłkami dziennie i możliwością wzięcia prysznica, jeśli tylko się zdecydują na leczenie odwykowe. Przyznają zarazem, że dla społeczności żyjącej w pobliżu jest to nieraz uciążliwe sąsiedztwo.

W opinii biura ds. usług dla bezdomnych (OHS) w okolicy Kensington żyje od 250 do 300 osób bezdomnych. Ich orędownicy twierdzą jednak, że latem jest ich w istocie ponad 600. Przypominają o kilkakrotnym likwidowaniu w ostatnich latach podobnych obozowisk. Osiadłym tam ludziom nie stworzono jednak nigdy odpowiednich długoterminowych opcji mieszkaniowych.

Według innych źródeł liczba bezdomnych w całej 1,5-milionowej Filadelfii sięga łącznie ok. 950. Jest ich tam najmniej na głowę mieszkańca spośród dużych amerykańskich metropolii. Miasto nie dysponuje jednak w schroniskach tyloma łóżkami. Okazuje się przy tym, że z oferty przejścia tam wcale nie wszyscy są skłonni skorzystać.

„39-letni Greg Ramseyer powiedział, że żył w namiocie od kwietnia. Walczy z uzależnieniem od 25 lat i był usuwany z różnych obozowisk. Tym razem odmówił przeprowadzki, mówiąc: <<To jest mój dom>>. (…) Kupimy kolejny (namiot), rozłożymy go na nowo i będziemy robić to, co robimy, dopóki nie znajdę sposobu na wyjście z uzależnienia” – cytuje mężczyznę dziennik „The Philadelphia Inquirer”.

Edel Howlin z organizacji Project HOME w Filadelfii wyjaśniła PAP niektóre powody dla których wielu bezdomnych wzbrania się przed korzystaniem ze schronisk. W jej opinii sprawa jest skomplikowana.

„Może to częściowo wynikać z tego, że nie są gotowi poddać się leczeniu odwykowemu. Mogą mieć zwierzęta, których schroniska nie wpuszczają. Znamy pary, które, ponieważ w schroniskach są rozdzielane, wolą raczej pozostać na ulicy” – wyliczyła Edel Howlin.

Indagowana przez PAP przyznała, że niektórzy bezdomni obawiają się przenieść do tymczasowych pomieszczeń także z obawy o czyhające tam niebezpieczeństwa.

Z rozmów PAP z filadelfijskimi organizacjami służącymi Polonii, kościołami, dziennikarzami i prywatnymi osobami przebija przekonanie, że obecnie bezdomni i narkomani w środowisku polsko-amerykańskim nie stanowią w mieście poważnego problemu. Jedna z mieszkanek Filadelfii zwróciła jednak uwagę, że przed kilkoma laty kilka osób zmarło z przedawkowania.

„Społeczność polonijna jest bardzo pomocna wobec bezdomnych i uzależnionych rodaków. Nie istnieje taki poważny problem, że ludzie z ulicy nie mają się gdzie podziać. Przez całe lata Polacy dają im drobne prace itp., co jest bardzo pozytywnym zjawiskiem” – podkreślił Michael Blichasz z Polish-American Social Services.

Jego zdaniem mają na to wpływ także trudności językowe niektórych przybyłych z Polski osób. Polonia nie chce ich pozostawić samych sobie.

„Polonia dba o Polonię. Jeśli widzi kogoś w potrzebie, usiłuje pomóc. Wykonuje świetną pracę. Robią to nie organizacje, lecz raczej jednostki, biznesmani” – ocenił Michael Blichasz.

PAP

drukuj