fot. Dawid Bagiński

Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata

Chrystus Wodzem, Chrystus Królem, Chrystus, Chrystus Władcą nam! – słowa tej pieśni rozbrzmiewają dziś w kościołach w Polsce, a także na świecie. Obchodzimy uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata, panującego w niebie i na ziemi. Jest to znak, że kończy się rok kościelny i niedługo zacznie się Adwent.

Uroczystość Chrystusa Króla wprowadził do kalendarza liturgicznego papież Pius XI encykliką Quas Primas z 11 grudnia 1925 r. Papieska encyklika ustanawiająca tę uroczystość wskazywała na Chrystusa jako Króla mającego władzę nad człowiekiem i całym światem.

Uroczystość Chrystusa Króla w swojej wymowie wskazuje na cel ostateczny życia człowieka, czyli na zjednoczenie z Bogiem i oddanie się pod panowanie Jego miłości w Królestwie Bożym.

Ta uroczystość przypomina nam, że to nie tylko jakiś moment ożywienia prawdy wiary dotyczącej królowania Chrystusa, ale jest to spojrzenie na nasze życie z perspektywy Boga, który nas kocha, powołuje nas do Królestwa jako wiernych poddanych. Również daje nam łaskę  i godność królewską poprzez to, że jesteśmy zjednoczeni z Chrystusem. Dlatego ten dzień nie powinien być tylko i wyłącznie przypomnieniem tej prawdy, ale osobistą intronizacją – przyjęciem Chrystusa jako mojego osobistego Pana i Zbawcę – podkreślił ks. Grzegorz Bartko z diecezji zamojsko–lubaczowskiej.

Chrystus Król w ikonografii już od starożytności  przedstawiany jest jako Pantokrator. Dawne ikony i mozaiki przedstawiają Wszechwładcę zasiadającego na tronie, trzymającego glob ziemski w dłoni albo mającego ziemię pod stopami. Podobną wizję znajdujemy w Apokalipsie, czyli Jezusa zasiadającego na tronie, któremu całe stworzenie oddaje cześć.

W Ewangelii znajdziemy również inny wymiar królowania Chrystusa. W ostatnich godzinach życia Jezus powiedział: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu” (J 18, 37).  Nawet napis na krzyżu zapisany na polecenie Piłata głosił: „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski”. Całe życie Chrystusa od kołyski, stajenki aż po śmierć naznaczone było tajemnicą godności królewskiej. Rozpoczynając od narodzin w Betlejem, gdzie przybyli do Niego mędrcy ze Wschodu, złożyli Mu dary, jako znak uznania Go królem. Na koniec ziemskiego życia miał na głowie koronę, ale nie złotą i wysadzaną brylantami, tylko cierniową, która była znakiem boleści i męki.

– Jezus Chrystus, nasz Pan i Zbawca, nie jest tylko i wyłącznie Królem tryumfującym, ale przede wszystkim Wojownikiem. Cała historia zapisana w Piśmie Świętym jest historią wielkiej miłości, ale także historią zdrady, odrzucenia, wyszydzenia i Bóg się na to godzi, ponieważ jest Bogiem pełnym miłości. Cierniowa korona pokazuje, jak Bóg bardzo cierpiał i jak Jego godność królewska została zdeptana przez człowieka. Najbardziej dramatyczne w tej uroczystości jest to, że tak wiele osób odrzuca Boga, a Pan Bóg godzi się na to, ponieważ dał nam wolność. On jest Królem dobrym, Królem, który chce, żebyśmy byli szczęśliwi (…). Koronowanie Jezusa Chrystusa koroną cierniową wydarzyło się w Jerozolimie prawie 2000 lat temu. Chrystus jest jednak ciągle wyszydzany, odrzucany, ale godzi się na to, bo  nas kocha. Ciągle daje nam szansę wyboru – zaznaczył ks. Grzegorz Bartko.

Korona cierniowa jest koroną smutku, która sprawia, że z głowy Jezusa wypływa krew, ale jest jednocześnie prawdziwą koroną, bo Jezus jest prawdziwym Królem. Królem, który jako pierwszy oddaje życie za tych, których kocha – dodał duchowny.

Początkowo Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata obchodzona była w niedzielę przed uroczystością Wszystkich Świętych. W nowym kalendarzu liturgicznym została przesunięta na ostatnią niedzielę roku kościelnego.

radiomaryja.pl

drukuj