Układ gdański ma się dobrze

Układ gdański ma się dobrze. Dlaczego Platforma boi się powołania sejmowej komisji śledczej?

 

Afera z Amber Gold wymaga wyjaśnienia przez sejmową komisję śledczą. Oczywiście nie może być to komisja na wzór komisji hazardowej, a na jej czele nie może stać osoba tak służalcza wobec Donalda Tuska, jaką był pan Mirosław Sekuła. Sejmowa komisja śledcza powinna powstać, bo wszystko wskazuje na to, że afera z Amber Gold to tylko część układu gdańskiego i nie może być wyjaśniona przez gdańskie instytucje w ramach normalnych procedur. Potrzebne są działania przewidziane w ustawie o sejmowej komisji śledczej. Tylko sejmowa komisja śledcza, na czele z przewodniczącym z największej partii opozycyjnej, daje gwarancję, że sprawa nie zostanie ukręcona.

 

Co przemawia za powołaniem komisji śledczej? Główni bohaterowie afery z Amber Gold Marcin P. i jego żona są z Gdańska. W tym mieście mieściły się centrale ich głównych spółek Amber Gold i linii lotniczych OLT. To gdańska prokuratura i sądy były dziwnie pobłażliwe wobec Marcina P. i jego interesów. Nie dajmy sobie wmówić, że teraz nagle po 3 latach bezczynności i pobłażliwości, te same instytucje zaczną energicznie i skutecznie prześwietlać wszystkie biznesy Marcina P. Ślepe na działania Amber Gold była także gdańska delegatura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Amber Gold cieszyła się sympatią prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, była hojnym sponsorem wielu instytucji i projektów, w tym filmu o Lechu Wałęsie. Przez hojny sponsoring mogła pozyskiwać, a wręcz wprost kupować przychylność wpływowych ludzi na Wybrzeżu. W Gdańsku jest zapewne wielu ludzi, którzy dziś co najmniej wstydzą się poparcia dla jak to ujął prezydent Adamowicz „innowacyjności” Amber Gold. Są też pewnie tacy, którzy nie tyle się wstydzą, co boją, że na światło dzienne wyjdą ich związki z Marcinem P. Amber Gold i OLT i są w stanie zrobić bardzo dużo, żeby to ukryć. Nie wszyscy z nich będą potrafili, jak Michał Tusk przyznać się, że byli „debilami”.

 

 

Ostatnie informacje medialne wskazują na to, że Marcin P. nie był tak złotym chłopcem, jak wydawało się na początku, ale mógł być klasycznym słupem dla możniejszych i bardziej wpływowych ludzi na Wybrzeżu. Być może okaże się, że przypisywany mu majątek nie należy do niego, jest tylko jego czasowym zarządcą, a prawdziwi właściciele pozostają za kulisami. To także rzuca nowe światło na przedziwną nieudolnością i pobłażliwość wobec Amber Gold gdańskich instytucji wymiaru sprawiedliwości i służb specjalnych. To co mogło na pierwszy rzut oka wyglądać na nieudolność, dziś bardziej wygląda na układ, który krył podejrzane interesy Marcina P. Nie wiemy jeszcze jaka jest pełna odpowiedź na pytanie czy i kto stał za interesami Marcina P., ale coraz więcej wskazuje na to, że za pobłażliwością dla Marcina P. i jego firmami mogą kryć się potężne interesy i bardzo możni ludzie z Wybrzeża, biznesmeni i powiązani z nimi ludzie ze świata przestępczego. \

 

Coraz więcej wskazuje, że na Wybrzeżu działa coś co można nazwać sitwą, a nawet nie boję się nazwać tego układem gdańskim. Układ – to wyśmiewane słowo, ale wszystko na to wskazuje, że precyzyjnie oddaje zakulisową prawdę o Amber Gold. Prace komisji śledczej mogą pokazać prawdziwych beneficjentów „złotego biznesu” i ich przyjaciół. Być może dlatego pomysł powołania sejmowej komisji śledczej spotyka się z takim oporem Platformy Obywatelskiej. Czyżby Platforma obawiała się, że zdemaskowanie układu gdańskiego jej zaszkodzi?

 

Wszak Gdańsk to matecznik Platformy, miejsce w którym Platforma niepodzielnie rządzi

od wielu lat, ma tam ogromne wpływy. Być może od premiera Donalda Tuska, usłyszymy, że ufa wszystkim ludziom gdańskiej Platformy jak swojemu synowi Michałowi, ale w sprawie Amber Gold premier nie jest wiarygodny. Jeśli premier i Platforma nie mają nic do ukrycia, nie mają żadnych powiązań z układem gdańskim, to powinni się zgodzić na powołanie komisji. Blokując wniosek o komisję dadzą powód do podejrzeń, że się boją prawdy o aferze Amber Gold.

 

Poseł Marcin Mastalerek
RIRM
drukuj