fot. TV Trwam

[TYLKO U NAS] R. Bąk: Łowiectwo jest aktywną formą ochrony przyrody. To element wsparcia w rozwoju rolnictwa, w zachowaniu równowagi między światem człowieka a światem przyrody

Łowiectwo jest aktywną formą ochrony przyrody. To element wsparcia w rozwoju rolnictwa, w zachowaniu równowagi między światem człowieka a światem przyrody. Pseudoekolodzy chcieliby, żeby ziemia była przyrodniczo niezależna od człowieka. Trzeba byłoby zacząć mieszkać w szałasach z trzciny i nie jeździć samochodami – mówił Robert Bąk, łowczy okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego Zarządu Okręgowego w Tarnobrzegu, w rozmowie z redakcją portalową Radia Maryja.

W związku z rozprzestrzeniającą się pandemią koronawirusa obowiązuje powszechny zakaz wstępu do lasów. Wyjątek stanowią myśliwi, którzy wykonują pracę związaną z szacowaniem szkód łowieckich, zabezpieczaniem pól rolników przed szkodami czy zapobieganiem rozprzestrzenianiu się Afrykańskiego Pomoru Świń. Wyłączenie myśliwych z wprowadzonych restrykcji wywołało krytykę tzw. środowisk broniących praw zwierząt.

– Nadinterpretacja tych przepisów wystąpiła ze środowisk pseudoekologicznych. Ludzie ze światopoglądem nie zabijania w kontekście przyrody zrobią wszystko, żeby wykorzystać każdą okazję do tego, by przyblokować myśliwych, przyblokować gospodarkę łowiecką. (…) Rolnictwo jest ważnym obszarem. Niewykonywanie polowań w tym newralgicznym okresie, bo mamy wiosnę, kiedy rolnicy sieją zboże, nie chronienie pól i brak walki z ASF powoduje dalsze straty gospodarcze dla kraju, który i tak już jest w trudnej sytuacji gospodarczej – zauważył Robert Bąk.

– Pseudoekolodzy patrzą jednostronnie – nie zabijać. Dla nich to jest jeden cel związany z faktem niezadawania śmierci tej zwierzynie. Nie analizują skutków gospodarczych czy społecznych, które powoduje przegęszczenie tej populacji – podkreślił.

Zdaniem rozmówcy, istotne jest podejście do ekologii w sposób racjonalny, wieloaspektowy, uwzględniając potrzebę zagospodarowywania środowiska populacjami zwierząt dziko żyjących.

– Odkąd człowiek zdominował świat przyrody, nie ma możliwości, aby podzielić obszary na to, co jest dla zwierząt, a co jest dla ludzi. Zwierzyna wchodzi w świat zurbanizowany – obserwujemy dziki i lisy w miastach. Te gatunki dostosowują się i niejednokrotnie zostaje zachwiana pewna równowaga zgodności bytu człowieka i zwierząt. Jeśli człowiek nie zapanuje nad tym, to mamy takie sytuacje jak dzisiaj – przegęszczenie populacji dzika, co w konsekwencji daje rozprzestrzenienie się choroby, która dotyka trzód chlewnych, a to przekłada się na problemy ludzkie – zaznaczył myśliwy.

Łowiectwo jest zatem formą wsparcia rolnictwa oraz ochrony przyrody, ale także człowieka.

–  My nie zabijamy tylko po to, żeby zjeść tę zwierzynę – chociaż kuchnia myśliwska to jest element naszej kultury i dziedzictwa – ale to jest też element wsparcia państwa, społeczeństwa w rozwoju rolnictwa, w zachowaniu równowagi między światem człowieka a światem przyrody. Łowiectwo jest aktywną formą ochrony przyrody. Jeśli my widzimy, że w danym środowisku jest zbyt duża populacja lisów, redukujemy lisy nie tylko po to, żeby nie ginęły kury z kurników, ale też po to, by mógł odbudować się taki gatunek jak zając, bażant czy sarna – zwrócił uwagę łowczy okręgowy PZŁ.

– Jedna populacja tak wpływa na kolejny gatunek, że jest w stanie go unicestwić do zera. Rolą myśliwych jest to, żeby wszystko było na odpowiednim poziomie, we właściwych proporcjach i ilościach, które są dostosowane do terenów, gdzie zwierzyna może bytować oraz do tego, jak poszczególne gatunki na siebie oddziałują. Zmieniło się podejście gospodarki łowieckiej do poszczególnych gatunków i dzięki temu dzisiaj mamy wszystkie gatunki, które kiedyś były w naszym kraju obecne i które potem wyginęły, a teraz mamy je pod dostatkiem. Dzisiaj nie jest problemem zobaczyć bobra, sarnę czy jelenia, dlatego że jest właściwa gospodarka łowiecka – dodał.

Zdaniem łowczego Roberta Bąka, przyroda nie jest już w stanie sama regulować kwestii związanych z redukcją konkretnych populacji ze względu na rozwiniętą cywilizację i przemysł.

– Nasza rola polega nie tylko na polowaniu, ale na obserwacji, ile danych gatunków występuje w danym środowisku i regulowania tej populacji do takich potrzeb, żeby w tym środowisku, biotopie było wszystko, co powinno być na swoim miejscu. Bzdurą jest myślenie, przy obecnym zaangażowaniu przemysłu, chemii, cywilizacji, urbanizacji, że przyroda sama ureguluje sobie te kwestie. Pseudoekolodzy chcieliby, żeby ziemia była przyrodniczo niezależna od człowieka. Trzeba byłoby zamknąć wszystkie piece, kotłownie, zacząć mieszkać w szałasach z trzciny i nie jeździć samochodami, tylko chodzić pieszo – stwierdził myśliwy.

radiomaryja.pl

 

drukuj