fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Prof. M. Ryba: Rosjanie testują reakcję zarówno Ukrainy, jak i Zachodu. Jeśli odmawia się pomocy Ukrainie, to daje się Rosjanom jasny sygnał, że mogą posunąć się dalej

Putin gra niewyobrażalnie ostro na wielu odcinkach. Wydaje mi się, że na tym etapie Rosjanie wariantowo testują reakcję zarówno Ukrainy, jak i Zachodu. Stawiają sobie wiele celów w zależności od tego, co uda się osiągnąć. Sam chaos na Ukrainie z ich punktu widzenia jest celem wartościowym. Jeśli odmawia się pomocy Ukrainie, to daje się Rosjanom jasny sygnał, że mogą posunąć się dalej. Dlatego oni próbują. Jeśli teraz się nie uda, to będą próbować za kilka lat, bo tam jest strategiczny, jasno określony cel – ocenił prof. Mieczysław Ryba, politolog, w środowym wydaniu „Polskiego punktu widzenia” na antenie TV Trwam.

Rosja koncentruje wojska przy granicy z Ukrainą. Według ukraińskiego MSZ liczba rosyjskich wojsk zbliża się do 150 tysięcy. Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, oznajmił po specjalnej odprawie prezydenta Andrzeja Dudy, że sytuacja na Ukrainie jest poważna i wymaga współdziałania sojuszników w ramach NATO. [czytaj więcej]

– Są różne spekulacje i oceny sytuacji. Jedni twierdzą, że jest to demonstracja siły i próba zdiagnozowania, do jakiego stopnia Ukraina jest w stanie odpowiedzieć. Pamiętajmy, że ma ona rozliczne problemy i konflikt wewnętrzny, który się potęguje, bo jest kryzys gospodarczy związany z lockdownem. Kryzys z kolei powoduje osłabienie władzy centralnej w Kijowie na różne sposoby. Pytanie, na ile to państwo ma w sobie siły, finansów, żeby odpowiedzieć. Jeśli odpowiedź byłaby marna lub jeśli znowu udałoby się na zasadzie wojny hybrydowej wygenerować jakiś konflikt na wschodzie czy na północy – jak przy okazji Donbasu – to Rosja może się w jakiś sposób posunąć – zauważył prof. Mieczysław Ryba.

Gość TV Trwam zwracał uwagę, iż pojawiają się obawy, czy Rosja nie przekroczy kolejnej granicy, czyli nie zdecyduje się na regularną wojnę. Ukraina wzywa Zachód do nałożenia nowych sankcji na Rosję.

– To jest zawsze ogromne ryzyko. Rosja prowadzi wielowektorową politykę w różnych częściach Eurazji, również w relacji z Chinami. Jest także mocno zainteresowana tym, co dzieje się na Północy (Arktyka) czy na Południu (kraje muzułmańskie). Spotęgowane sankcje mogłyby Rosję dużo kosztować. Wydaje mi się, że na tym etapie wariantowo testują reakcję zarówno Ukrainy, jak i Zachodu. W Zachodzie coś się zmieniło, tzn. zmieniła się władza w Ameryce. Mamy do czynienia z Joe Bidenem, którego ocenia się jako prezydenta o słabym zdrowiu, czyli niemogącego dobrze reagować. On dawał niejednoznaczne sygnały w stosunku do Rosji o ewentualnej potrzebie resetu czy dogadania się. Rosjanie mogą sugerować czy żądać uregulowania sytuacji w Donbasie na swoją korzyść, uznania aneksji Krymu czy dalszych terytoriów. Wydaje mi się, że stawiają sobie wiele celów w zależności od tego, co uda się osiągnąć. Sam chaos na Ukrainie z ich punktu widzenia jest celem wartościowym – ocenił politolog.

Medialne doniesienia podają, że Biały Dom rozważa możliwość sprzedaży i wysłania na Ukrainę dodatkowej broni. Chodzi o amunicję, bomby oraz przeciwpancerne systemy kierowania.

– To, że na Ukrainie nie ma uzbrojenia zachodniego, nie ma w tym względzie pomocy, wynika najprawdopodobniej z tego, żeby nie drażnić Rosji, by nie odpowiedziała. Ale pamiętajmy, że Rosjanie są już w Donbasie i na Krymie, więc to oni są agresorami. Jawi się fundamentalny problem, czy Ukraina ma prawo do obrony. Jeśli ma prawo do obrony, to ma prawo do zakupu broni. Nie mówimy o broni jądrowej, tylko konwencjonalnej. Jeśli odmawia się pomocy, to daje się Rosjanom jasny sygnał, że mogą posunąć się dalej. Dlatego oni próbują. Jeśli teraz się nie uda, to będą próbować za kilka lat, bo tam jest strategiczny, jasno określony cel. Dawne republiki sowieckie o ruskim rodowodzie – Białoruś, Ukraina – mają wrócić, jeśli nie wprost pod panowanie rosyjskie, to mają się dostać absolutnie pod ich strefę wpływów. Oni definiują Ukrainę jako kraj absolutnie pobratymczy, wręcz część Rosji – tłumaczył wykładowca akademicki.

Zdaniem prof. Mieczysława Ryby wiele państw Europy Zachodniej nie angażuje się w konflikt, bo korzyści dla swoich krajów czerpie właśnie z Rosji.

– Amerykanie chcieliby Rosję powstrzymać, widząc, że to może grozić im interesom w Eurazji. Niemcy sami nie wiedzą, co robić. Z jednej strony interesy Nord Stream II, z drugiej strony tylko Polska jest buforem, a dalej jest pewien rodzaj destabilizacji, zagrożenia. Zatem nie wiedzą, czy grać na Amerykę, czy na Chiny. A Francuzi czy Włosi najchętniej dogadaliby się z Rosjanami, zawarli jakiś układ, np. dostali dostęp do korzystania ze złóż mineralnych w Arktyce. (…) Putin gra niewyobrażalnie ostro na wielu odcinkach, co wizerunkowo osłabia Rosję, gdyż powoduje, że trudno go popierać – zaznaczył gość TV Trwam.

radiomaryja.pl

drukuj