fot. Katarzyna Cegielska

[TYLKO U NAS] Prof. G. Kucharczyk: Człowieka zupełnego zmierzającego pewnie ku pełni człowieczeństwa przez wieki kształciły wyrosłe w cywilizacji Christianitas uniwersytety

Takiego właśnie człowieka zupełnego zmierzającego pewnie ku pełni człowieczeństwa przez wieki kształciły wyrosłe w cywilizacji Christianitas uniwersytety. Ten ideał musi być podtrzymywany również i dzisiaj – wskazał prof. Grzegorz Kucharczyk z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk podczas wykładu inaugurującego rok akademicki 2019/2020 na Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Prof. Grzegorz Kucharczyk wskazał, że w ostatnich latach często spotykamy się z próbą ograniczenia prawdziwej debaty na polskich uniwersytetach.

– Niestety coraz częściej na polskich uniwersytetach i w szkołach wyższych pojawiają się ludzie ulegających modom „wiotkich umysłów i swawolnych wściekłych brzuchów” i pragnących w takim duchu kształcić kolejne pokolenia studentów. Ileż wiotkich mózgów zadecydowało w ostatnich latach, miesiącach i tygodniach o zawężeniu debaty akademickiej pod naciskiem „swawolnych i wściekłych brzuchów”, ponieważ wykłady proponowane na uczelniach i ich tematyka szła w poprzek modom „wiotkich mózgów”, bo zapraszani prelegenci nie uważali np. aborcji za prawo człowieka czy perwersji za tzw. alternatywny styl życia – mówił profesor.

Prelegent odniósł się do podstawowej siły, która ukształtowała cywilizację zachodnią.

– Czyli cywilizacji opartej, jak mówił Benedykt XVI, na „szczęśliwych syntezach: wiary i rozumu, wolności i prawy, prawdy i dobra, dobra i piękna”. Takiego właśnie człowieka zupełnego zmierzającego pewnie ku pełni człowieczeństwa przez wieki kształciły wyrosłe w cywilizacji Christianitas uniwersytety. Ten ideał musi być podtrzymywany również i dzisiaj. Wiemy, że od 18 lat jest podtrzymywany w murach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej – akcentował prof. Grzegorz Kucharczyk.

Profesor Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk przedstawił niezwykłe połączenie dwóch matek: Mater Ecclesia i Alma Mater.

– Te dwie matki złączone są więzami historycznymi, ponieważ instytucja uniwersytetów rodzi się w cywilizacji katedr i uniwersytetów, która wzrosła, jak pisał jeden z historyków, jako produkt uboczny ewangelizacyjnej pracy Kościoła. W swej konstytucji apostolskiej „Ex Corde Ecclesiae” z 1990 roku św. Jan Paweł II napisał pięknie, że uniwersytety wyrosły z serca Kościoła – powiedział prelegent.

radiomaryja.pl

***

„Uniwersytet w służbie pełni człowieczeństwa” – publikujemy w całości wykład inauguracyjny kolejnego roku działalności WSKSiM w Toruniu wygłoszony przez prof. Grzegorza Kucharczyka z Instytutu Historii PAN

 

Grzegorz Kucharczyk

Instytut Historii PAN

 

UNIWERSYTET W SŁUŻBIE PEŁNI CZŁOWIECZEŃSTWA.

 

Magnificencjo, Ojcze Rektorze!

Magnificencjo, Ojcze Rektorze – Założycielu!

Wszyscy Dostojni Gościa Obojga Stanów!

Profesorowie i Studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu!

 

 

Chciałbym na początku wyrazić podziękowanie Władzom Uczelni za zaproponowanie mi wygłoszenia wykładu inaugurującego rok akademicki 2019/2020 w murach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Jest to dla mnie wielkie wyróżnienie i zaszczyt.

Należy spojrzeć na tytułowe zagadnienie wyjaśniając trzy kluczowe pojęcia, które się w nim znajdują: „pełnia człowieczeństwa”, „uniwersytet” i „służba”. Czym jest więc „pełnia człowieczeństwa”? Pójdźmy tropem podanym przez Wieszcza. Zygmunt Krasiński w jednym z listów pisanych w listopadzie 1848 roku, a więc w apogeum rewolucji Wiosny Ludów, pisał do A. Cieszkowskiego o tym, co oznacza być człowiekiem szlachetnym, czyli – jak pisał „człowiekiem zupełnym”. Otóż według wieszcza jest to „człowiek mający w pamięci przeszłość, podstawę swą, w teraźniejszości wolę swą, w przyszłości wiarę i nadzieję swą”. A więc – kontynuował Krasiński – „człowiek zupełny” to „człowiek nieuległy modzie wiotkich mózgów i swawolnych, wściekłych brzuchów, [modzie] pragnącej by przeszłość odcięta była z kategorii czasu, czyli  żeby wyrzekli się ludzie mający matki matek swych”[1].

A ileż dzisiaj na uniwersytetach, niestety coraz więcej również na polskich uniwersytetach i w szkołach wyższych, ludzi „ulegających modom wiotkich mózgów i swawolnych wściekłych brzuchów” i pragnących w takim duchu kształcić kolejne pokolenia studentów! Ileż „wiotkich mózgów” zadecydowało w ostatnich latach o ograniczeniu debaty naukowej w murach polskich uczelni, tylko po to, by nie narażać się „swawolnym, wściekłym brzuchom”. Ileż z tego powodu odwołano wykładów, których autorzy szli wbrew modom każącym widzieć w aborcji „prawo człowieka”, a w perwersyjnych zachowaniach „odmienny styl życia”. Ileż wszczęto postępowań dyscyplinarnych wobec profesorów, którzy – mówiąc językiem wieszcza – mają „podstawę swą” ugruntowaną nie na lotnych piaskach takiej czy innej ideologii, ale na tym co zawsze stanowiło o sile zachodniej cywilizacji, czyli opartej na „szczęśliwych syntezach” (jak mawiał Benedykt XVI) wiary i rozumu, wolności i prawdy, dobra i piękna.

Takiego właśnie „człowieka zupełnego”, zmierzającego pewnie ku pełni człowieczeństwa, przez wieki kształciły wyrosłe w cywilizacji christianitas uniwersytety. Ten ideał musi być podtrzymywany również dzisiaj i wiemy, że od 18 lat jest podtrzymywany w murach tej uczelni, WSKSiM, która w tym roku osiąga swoją „pełnoletność”.

Powróćmy jeszcze do podanej przez Z. Krasińskiego definicji pełni człowieczeństwa/człowieka zupełnego. Ten – jak mówi Poeta – zapuszcza głęboko korzenie w swoim kulturowym i duchowym dziedzictwie, „nie odcina przeszłości z kategorii czasu” i „nie wyrzeka się matki”. W rozumieniu autora „Nie-boskiej komedii” chodzi tutaj o to wszystko – te wszystkie osoby, instytucje, idee – które nas ukształtowały jako ludzi „mających podstawę”. Nie tylko – choć przede wszystkim –  o nasze ziemskie matki, ale i o te dwie instytucje, które od wieków opatrujemy słowem „matka”: Mater Ecclesia i Alma Mater. Te dwie matki złączone są więzami historycznymi, wszak instytucję uniwersytetów dała nam cywilizacja christianitas wzrosła jako „produkt uboczny ewangelizacyjnej pracy Kościoła”. Jak pięknie napisał w 1990 roku w konstytucji apostolskiej o uniwersytetach katolickich „Ex corde Ecclesie” św. Jan Paweł II: „uniwersytety wyrosły z serca Kościoła”.

Jest jednak jeszcze głębsze powinowactwo między tymi matkami, obydwie bowiem są naszymi „żywicielkami”. Warto w tym kontekście przypomnieć słowa św. Jana Pawła II z 1997 roku, wypowiedziane w Krakowie z okazji obchodów 600-lecia Wydziału Teologicznego UJ: „Uniwersytet ma w sobie podobieństwo do matki, jakieś macierzyństwo. Podobny jest do niej przez troskę macierzyńską. Ta troska jest natury duchowej: rodzenie dusz do wiedzy, do mądrości, kształtowanie umysłów i serc. Jest to wkład nieporównywalny z niczym”[2].

Taka Alma Mater godna swojego miana, tylko taka Alma Mater, jest w stanie ukształtować miłość do matki, którą każdy z nas – oprócz swojej rodzonej matki – ma, czyli Matkę Ojczyznę. Chyba jeszcze słyszymy te pełne bólu, ale przede wszystkim pełne gorącej miłości słowa, wykrzyczane w 1991 roku przez św. Jana Pawła II: „To jest moja matka ta ziemia. To jest moja matka ta Ojczyzna!”[3]. I ten sam papież jest naszym nauczycielem w pełnym miłości traktowaniu – jak przystało na „ludzi zupełnych” – naszej Ojczyzny, a więc jako ludzi „mający w pamięci przeszłość swą”. By zaś nie zasłużyć sobie na miano ludzi o „wiotkich mózgach” należy tą miłość połączyć z prawdą. Tak jak św. Jan Paweł II, który mówił w 1983 roku (Jasna Góra) o sobie: „Jestem jego [narodu polskiego – G.K.] synem, noszę w sobie całe dziedzictwo jego kultury, jego historii, dziedzictwo zwycięstw […] ale także dziedzictwo klęsk. Noszę w sobie świadomość jego zaniedbań, grzechów i win, ale także świadomość dziejowych krzywd, jakich doznawał zwłaszcza w ciągu ostatnich dwu stuleci. Jestem synem tego Narodu – i dlatego odczuwam głęboko wszystkie jego szlachetne dążenia, pragnienie życia w prawdzie, wolności, sprawiedliwości, solidarności społecznej – pragnienie życia swym własnym życiem. Przecież po tysiącu lat dziejowych doświadczeń ten Naród ma swoje własne życie, swą kulturę, swe społeczne tradycje, swoją duchową tożsamość”[4].

Jak dobrze, że w niedługim czasie (wszyscy mamy na to nadzieję) powstanie niedaleko stąd Muzeum, które milionom ludzi – nie tylko naszym współrodakom – pokaże takie spojrzenie na ojczyste dzieje „człowieka zupełnego” jakim był św. Jan Paweł II. „Człowiek zupełny” nie tylko bowiem nie odcina się, ale i współ-odczuwa (współodczuwa w prawdzie, nie zamykając oczu na trudne i bolesne sprawy) ze swoją Matką – Kościołem, Matką – Ojczyzną i Matką – Żywicielką Uniwersytetem, zwłaszcza wtedy, gdy ta ostatnia pada ofiarą inwazji „wiotkich mózgów” oraz „swawolnych brzuchów”. Nie takiej czy innej modzie, nie wspieraniu „innowacyjnej gospodarki”, ale ukształtowaniu takiego „człowieka zupełnego” powinien służyć uniwersytet czy szkoła wyższa. Jak napisał w swoim „Eseju o idei uniwersytetu” wyniesiony niedawno do chwały ołtarzy św. Kardynał John Henry Newman, uniwersytet ma rozpowszechniać „uniwersalną wiedzę o całym człowieku, dostępną dla wszystkich ludzi”. Dzisiaj trzeba dziękować Bogu oraz mądrym, dalekowzrocznym ludziom, że Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej przez 18 lat postępowała na tej drodze. I niech dalej nią kroczy.

Przejdźmy teraz do drugiego słowa kluczowego z tytułu tego wykładu, czyli do „uniwersytetu”. Co jest jego istotą? Była już o tym mowa przed chwilą, ale zgłębiając czym jest zasadnicze powołanie uniwersytetu (szkoły wyższej) pójdźmy raz jeszcze tropem refleksji św. Jana Pawła II, który w 1997 roku w Krakowie przypominał, że „powołaniem każdego uniwersytetu jest służba prawdzie: jej odkrywanie i przekazywanie innym” i dodawał: „człowiek nie tworzy prawdy, ale ona sama się przed nim odsłania, gdy jej szuka wytrwale. Poznanie prawdy rodzi jedyną w swym rodzaju duchową radość – gaudium veritatis”[5]. Jak pisze współczesna francuska myślicielka, Chantal Delsol: „Dążenie do prawdy dla niej samej, stanowi cywilizacyjny wyczyn”[6].

Przytaczałem już słowa Benedykta XVI o „szczęśliwych syntezach”, które przez wieki warunkowały kondycję naszej zachodniej cywilizacji. O związkach wiary i rozumu mówił 20 lat temu, tu w tym mieście podczas spotkania ze światem polskiej nauki św. Jan Paweł II, zauważając jednocześnie, że kryzys wiary pociąga za sobą kryzys rozumu: „Trzeba sobie ciągle na nowo przypominać, iż rozum jest darem Boga, św. Tomasz powiedział: największym darem Boga jest rozum, znakiem Bożego podobieństwa, jakie każdy człowiek w sobie nosi”[7].

Tak, uniwersytet jest w pełni sobą, gdy dokonuje i strzeże tych szczęśliwych syntez: wiary i rozumu, dobra i piękna, prawdy i wolności. Ta ostatnia, jak pokazują wydarzenia ostatnich miesięcy (a można powiedzieć – ostatnich lat) jest na polskich uczelniach szczególnie pilnie potrzebna. Jak nauczał w encyklice „Fides et ratio” św. Jan Paweł II: „Gdy człowiekowi odbierze się prawdę, wszelkie próby wyzwolenia go stają się nierealne, ponieważ prawda i wolność, albo istnieją razem, albo też razem marnie giną” (FR, 90).

A rok po napisaniu tych słów, podczas spotkania ze światem polskiej nauki w Toruniu Ojciec Święty podkreślał wagę pamięci o tym, że „autentyczna wolność badań naukowych nie może abstrahować od kryterium prawdy i dobra. Troska o sumienie moralne i o poczucie odpowiedzialności za człowieka ze strony ludzi nauki, urastają dziś do rangi podstawowych imperatywów”[8].

Krótko mówiąc: im więcej prawdy na uniwersytecie/ szkole wyższej, tym więcej wolności; im mniej prawdy, tym więcej zniewolenia. Dobrze wszyscy znamy konkretne przykłady ucisku sprawowanego przez dyktaturę „wiotkich mózgów i swawolnych brzuchów”.

Jest jeszcze  unum necessarium, bez którego uniwersytet nie osiągnie swojej pełni. Nie można wytrwale bronić christianitas nie wierząc w Chrystusa. Bez Niego nie można wszakże nic zrozumieć – ani pojedynczego człowieka, ani narodu, ani jego kultury, ani tego wytworu tej kultury, jakim jest uniwersytet.

Jak przypominał św. Jan Paweł II podczas wygłoszonego w 1988 roku przemówienia do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Strasburgu, to chrześcijańska wiara w Boga – Stworzyciela (Boga – Logosa, jak przypominał w swoim słynnym wykładzie w Ratyzbonie Benedykt XVI w 2006 roku) pozwoliła „odczarować” świat i otworzyć go na racjonalne badanie, wszak rozum – jak wiemy – jest największym darem Boga[9].

Warto w tym kontekście przytoczyć dwa głosy pochodzące ze współczesnej, tak mocno zlaicyzowanej Francji; głosy, które współbrzmią ze słowami dwóch cytowanych papieży.

W 2009 roku podczas wykładu na Sorbonie Laurent Lafforgue (ur. 1966) – laureat w 2002 roku Medalu Fieldsa – mówił: „Stawiam hipotezę, że tym co zrodziło Uniwersytet, tę przedziwną instytucję, która powstała w średniowiecznej łacińskiej Europie i której żaden odpowiednik nie został wynaleziony w żadnej innej cywilizacji, było utożsamienie prawdy i drogi w osobie Chrystusa. Jest to instytucja powołana do przekazywania wiedzy, ale również do nigdy nienużących badań, a więc do nieuchronnego przekraczania wszystkich swoich osiągnięć”[10].

Cytowana już Chantal Delsol idąc tropem Lafforgue’a wskazuje natomiast, że „w Europie utworzono uniwersytety, aby odpowiedzieć na owo napięcie między wiedzą (którą zawsze można przekroczyć) a prawdą (której zawsze należy szukać). Właśnie to napięcie nazywamy badaniem. Dla porównania, muzułmańskie medresy, w których recytuje się Koran jak katechizm i które nie mają nic wspólnego z uniwersytetami powołanymi do szukania prawdy. Porównanie staje się zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że islam jest religią księgi – recytacji zaś chrześcijaństwo jest religią logosu – interpretacji”[11].

Dobrze wiemy, że ta wiara w Chrystusa – jeśli nie ma być martwą – musi owocować uczynkami. Od tej reguły nie jest wolny również świat uniwersytecki. Jak usłyszeliśmy od Ojca Świętego w 1997 roku w murach naszej najstarszej Alma Mater: „w codziennym trudzie pracownika nauki konieczna jest także szczególna wrażliwość etyczna. Nie wystarcza bowiem troska o logiczną, formalną poprawność procesu myślenia. Czynności umysłu muszą być koniecznie włączone w duchowy klimat niezbędnych cnót moralnych […] Dzięki wrażliwości moralnej zachowana zostaje bardzo istotna dla nauki więź pomiędzy prawdą a dobrem”[12].  A więc chodzi o pielęgnowanie w murach wyższych uczelni kolejnej szczęśliwej syntezy, która jest warunkiem sine qua non pełni człowieczeństwa profesora i studenta każdego uniwersytetu. Bez niej uniwersytet wykształci lub dopuści do pracy w swoich murach ludzi, których dźwięczny język niemiecki określa mianem „Fachidioten”.

Rozwój takich innowacyjnych przecież kierunków badań jak transhumanizm (j. tworzenie hybryd ludzko – zwierzęcych) pokazuje do czego prowadzi brak w pracy naukowej tego, co Z. Herbert określał w „Potędze smaku”  „włóknami duszy i chrząstkami sumienia”.

Drodzy studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, którzy rozpoczynacie dzisiaj studia, czyli wchodzicie na ścieżkę badań naukowych – pamiętajcie, że biegłość w obsłudze studia telewizyjnego, montażowni, kamer i laboratoriów komputerów, czy w ćwiczeniach na fantomach, to wszystko jest zaledwie dodatkiem do tego, co stanowi o człowieku, który musi mieć ugruntowaną „podstawę swą”; ugruntowaną dzięki mocnym włóknom duszy i twardym chrząstkom sumienia.

Czas przyjrzeć się wreszcie trzeciemu słowu kluczowemu: „służbie”. Czym ona jest w kontekście pełni człowieczeństwa, którą mamy osiągać w murach akademii? Trzy elementy są tutaj kluczowe. Po pierwsze nauczanie tego wszystkiego, co składa się na pełnię człowieczeństwa (o czym już była mowa). Po drugie – niezwykle ważne, a często niestety zaniedbywane – utrwalanie i pogłębianie tego, czego się uczyło. Po trzecie – obrona tego, co nauczone i utrwalone.

Pozwólcie Państwo, że skoncentruję się tutaj na tym ostatnim elemencie, który stanowi to, czym jest „służba” dla pełni człowieczeństwa na uniwersytecie. Św. Jan Paweł II w 1997 roku stwierdzał, ale zarazem ostrzegał, że „wielki spór o człowieka u nas, w Polsce, wcale się nie zakończył wraz z upadkiem ideologii marksistowskiej. Spór o człowieka trwa w dalszym ciągu, a pod pewnym względem nawet się nasilił. Formy degradacji osoby ludzkiej oraz wartości życia ludzkiego stały się bardziej subtelne, a tym samym bardziej niebezpieczne. Potrzeba dziś wielkiej czujności w tej dziedzinie. Otwiera się tutaj szerokie pole działania właśnie dla uniwersytetów, dla ludzi nauki”[13].

Dwa lata później wśród tych subtelnych, pełzających zagrożeń, które zajęły miejsce skompromitowanej ideologii marksistowskiej Jan Paweł II wskazywał na „sceptycyzm, agnostycyzm, relatywizm i nihilizm”. Prądy umysłowe, które „usiłują nam dzisiaj mówić – stwierdzał 20 lat temu Papież – iż skończył się bezpowrotnie czas pewności poznania prawdy oraz że jesteśmy nieodwołalnie skazani na totalny brak sensu, na prowizoryczność poznania, ciągłą zmienność i względność”[14].

Jak bardzo od tego czasu postąpiła rewolucja nihilizmu i relatywizmu! Tym więcej potrzeba czujności; czujności i męstwa. Bo męstwo – jak podkreślał C. S. Lewis – jest przecież probierzem wszystkich cnót. Nie przekonamy się jak silna jest nasza wiara, niezłomna nadzieja, gorąca miłość, ugruntowana roztropność, jeśli nie przejdziemy jakieś próby. Bez męstwa „nie można długo wytrwać w żadnej z pozostałych cnót”[15]. Podobnie nie przekonamy się, czy jesteśmy odporni na „mody wiotkich mózgów i swawolnych brzuchów” jeśli nie przejdziemy takiej próby.

Męstwa jednak nie należy mylić z odwagą, a tym bardziej brawurą. Męstwo to przede wszystkim trwanie w przeciwnościach, dawanie świadectwa. Nie od święta, nie przy okazji okrągłych rocznic, ale stale. Męstwo to stały trud, w tym przypadku stała formacja w „szczęśliwych syntezach” wiary i rozumu, wolności i prawdy, prawdy i dobra, dobra i piękna. Tylko taka „obrona czynna” jest w stanie służyć pełni człowieczeństwa na uniwersytecie. Jak wyjaśnia bowiem Akwinata na cnotę męstwa składają się dwa akty: znoszenia i natarcia[16].

Także tutaj, w doskonaleniu się w męstwie potrzebny jest ten największy dar Boga dla człowieka, czyli rozum. Jak uczy bowiem Doktor Anielski, męstwo to „podtrzymywanie woli ludzkiej w kierowaniu się rozumem, pomimo obawy przed złem fizycznym”[17]. Dobrze wiemy, że na uniwersytetach kierowanie się rozumem potrzebne jest przede wszystkim, by unikać zła o wiele gorszego od fizycznego: zła duchowego i intelektualnego. Nie ten jest groźny, kto zabija ciało, ale ten, który grozi zatratą duszy.

„Człowiek zupełny” jak pisał Z. Krasiński ma być również człowiekiem nadziei, ma mieć „w przyszłości wiarę i nadzieję swą”. Jak przypomina kardynał Robert Sarah w swojej wspaniałej książce „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli” chrześcijańskiej nadziei nie należy mylić z „bezmyślnym optymizmem”. Jest ona bowiem „nieustannym zmaganiem”, „zaciętą walką”[18]. Takich ludzi nadziei w salach wykładowych pilnie potrzebują nasze uniwersytety.

Czterdzieści lat temu podczas historycznej homilii na Placu Zwycięstwa św. Jan Paweł II mówił, że nie można zrozumieć człowieka bez tej podstawowej wspólnoty, która go otacza i kształtuje, jaką jest naród, miarą zaś wielkości narodu jest jego kultura, w tym – można dodać idąc tropem papieskiej refleksji – uniwersytety. Kto chce przyszłości i wielkości narodu zakłada uniwersytety, ale takie które żyją pełnią swojego i człowieczego życia, które dobrze rozumują, bo niczego nie można zrozumieć bez Chrystusa.

I odwrotnie – ci, którzy chcieli szkodzić naszemu narodowi, założyć nad nim jakiś niewidzialny szklany sufit, albo zamykali uniwersytety, albo nie pozwalali na ich otwieranie. Znamy to z epoki zaborów. Dwaj najzacieklejsi wrogowie polskości – Prusacy i Rosjanie – tej reguły przestrzegali. Władze pruskie aż do końca swojego panowania w Wielkopolsce systematycznie odmawiali spełnienia ponawianych petycji polskiego społeczeństwa o wyrażanie zgody na otwarcie w Poznaniu uniwersytetu. Władze w Berlinie nie godziły się nawet na otwarcie w stolicy Wielkopolski niemieckiego uniwersytetu. W zaborze rosyjskim po każdej klęsce narodowego zrywu, pierwszą ofiarą rusyfikacyjnych represji padał polski Uniwersytet w Warszawie. Nie przypadkowo też, gdy 80 lat temu w najczarniejszej godzinie naszych dziejów, gdy Polskę „przykrył niby potop” (Pius XII), zmiótł on z naszej ziemi wszystkie uniwersytety. To był jedyny moment w naszej historii od powstania w 1364 roku Akademii Krakowskiej i jej odnowienia przez św. Jadwigę i Jagiełłę, że nie było na ziemiach polskich ani jednego czynnego polskiego uniwersytetu.

Adolf Hitler zżymał się w „Mein Kampf” na błąd „zbytniej uległości wobec Polaków” twórców pierwszej niemieckiej okupacji na naszych ziemiach w XX wieku, tj. w czasie I wojny światową. Jednym z tych „błędów” było zezwolenie w 1915 roku na otwarcie w Warszawie polskiego uniwersytetu i Politechniki. W oczach „wodza narodu niemieckiego” był to niewybaczalny błąd, którego „nowe Niemcy” pod jego kierownictwem z pewnością nie popełnią. I jak wiemy nie popełniły.

Niemiecka „praca kulturalna na Wschodzie” po 1 września 1939 roku obejmowała przede wszystkim eksterminację polskich elit. Zamknięto uniwersytety w Poznaniu, Warszawie, Krakowie i Lublinie. Ich profesorowie, tak jak ci z Poznania, ginęli rozstrzeliwani w masowych egzekucjach (Fort VII), albo – jak ci z UJ – byli wysyłani do obozów koncentracyjnych w głąb Rzeszy Niemieckiej. 6 listopada będziemy wspominać 80. Rocznicę Sonderaktion Krakau. Ten dramatyczny wątek trzeba teraz wspominać, bo polskie uniwersytety postrzegane były przez twórców bezbożnych i nieludzkich ideologii jako szaniec polskości ale i limes cywilizacji „szczęśliwych syntez”, cywilizacji christianitas. Jej zasięg wyznaczały gotyckie katedry (systematycznie niszczone przez okupantów), rycerski etos (rzecz jak najbardziej obca zbrodniarzom z Wehrmachtu, SS i Gestapo, nie mówiąc o NKWD) i uniwersytety. Te na zawsze zaś miały zniknąć z polskiej ziemi.

Na koniec chciałbym raz jeszcze powrócić do tytułu tego wykładu, aby wyrazić radość; radość z tego powodu, że władze Uczelni zdecydowały się na umieszczenie w nim słowa „uniwersytet”. Odczytuję to jako intencję podążania w tym właśnie kierunku, poprzez kolejne stadia rozwojowe, tak aby 25-lecie uczelni świętował już Uniwersytet Kultury Społecznej i Medialnej.

Uniwersytet, który jak pisał św. kardynał J. H. Newman we wspomnianym traktacie, „jest miejscem, na które składają się tysiące szkół; miejsce, w którym umysł może bezpiecznie klasyfikować i rozważać, będąc pewnym, że znajdzie równego sobie w jakiejś innej, przeciwnej mu czynności, a jego sędzią będzie trybunał prawdy. U. to miejsce, gdzie promuje się stawianie pytań a odkrycia są weryfikowane i doskonalone, gdzie pochop staje się nieszkodliwy, a błąd jest obnażony dzięki starciu umysłu z umysłem, wiedzy z wiedzą. To miejsce, gdzie profesor staje się elokwentny – jest misjonarzem i kaznodzieją, ujawniając swoją wiedzę w najbardziej kompletnej i pociągającej formie, zapalając własną miłość do wiedzy w piersiach swoich słuchaczy […] To siedziba mądrości, światło świata i Alma Mater nadchodzącego pokolenia”.

Życzę całej społeczności Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej –  jej władzom, profesorom i studentom – podążania tą drogą i żeby ich udziałem na tej drodze była gaudium veritatis i wszystkie szczęśliwe syntezy, które przez wieki tworzyły naszą cywilizację.

 

Dziękuję bardzo.

[1] List Z. Krasińskiego do A. Cieszkowskiego z 14 listopada 1848, w: Z. Krasiński, Listy do Augusta Cieszkowskiego, Edwarda Jaroszyńskiego, Bronisława Trentowskiego, T. 1, opr. Z. Sudolski, Warszawa 1988, s. 397.

[2] Przemówienie św. Jana Pawła II z okazji 600-lecia Wydziału Teologicznego UJ, Kraków 8 czerwca 1997, w: Jan Paweł II w Polsce 31 maja 1997 – 10 czerwca 1997. Przemówienia i homilie, Kraków 1997, s. 184.

[3] Homilia Jana Pawła II w Kielcach, 4 czerwca 1991, w: Dekalog. Przemówienia i homilie Ojca Świętego Jana Pawła II. IV pielgrzymka do Ojczyzny, Pelplin 1991, s. 117 – 118.

 

[4] Słowo św. Jana Pawła II przed Apelem Jasnogórskim, Jasna Góra, 19 czerwca 1983, w: Pokój Tobie, Polsko! Druga pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny, 16 – 23 VI 1983, opr. A. Szafrańska, Warszawa 1983, s. 170.

 

[5] Jan Paweł II w Polsce, dz. cyt., s. 185.

[6] C. Delsol, Kamienie węgielne. Na czym nam zależy?, tł. M. Kowalska, Kraków 2018, s. 248.

[7] Przemówienie św. Jana Pawła II podczas spotkania z Rektorami polskich wyższych uczelni, Toruń 7 czerwca 1999, w: VII pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny, Olsztyn 1999, s. 66.

[8] Tamże.

[9] Cyt. za: S. Sowiński, R. Zenderowski, Europa drogą Kościoła. Jan Paweł II o Europie i europejskości, Wrocław 2003, s. 218.

[10] Cyt. za: C. Delsol, Kamienie węgielne, s. 233.

[11] Tamże, s. 234.

[12] Jan Paweł II w Polsce, dz. cyt., s. 186, 187.

[13] Jan Paweł II w Polsce, dz. cyt., s. 187.

[14] VII pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny, dz. cyt., s. 65.

[15] C. S. Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, tł. P. Szymczak, Poznań 2002, s. 85.

[16] Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, t. 21 (Męstwo), tł. ks. S. Bełch, Londyn 1962, s. 66.

[17] Tamże, s. 18.

[18] R. Sarah. Wieczór się zbliża i dzień już się chyli, tł. A. Kuryś, Warszawa 2019, s. 421.

drukuj