fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] J. Sasin: Duża część Polaków, która głosowała na partie opozycyjne, głosowała de facto przeciwko własnym interesom

Jest pewien paradoks w tym głosowaniu, które się odbyło. W tych wyborach duża część Polaków, która głosowała na partie opozycyjne, głosowała de facto przeciwko własnym interesom, bo skorzystali bardzo mocno na rządach Prawa i Sprawiedliwości w tym wymiarze ekonomicznym, ale nie tylko – również w tym wymiarze pewnego życia publicznego. Polska dzisiaj jest zupełnie innym krajem. Jest krajem (…) o wiele bardziej zaawansowanym w rozwoju demokracji niż jeszcze cztery lata temu – mówił w poniedziałkowym „Polskim punkcie widzenia” na antenie TV Trwam wicepremier Jacek Sasin, przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Państwowa Komisja Wyborcza podała oficjalne wyniki wyborów do Sejmu i Senatu. W głosowaniu do Sejmu najlepszy wynik uzyskało Prawo i Sprawiedliwość – 43,59 proc, co przełożyło się na 235 mandatów. W opinii Jacka Sasina zwycięstwo PiS to efekt docenienia przez wyborców czterech lat rządów tej partii, wiarygodności oraz zrealizowania zapowiedzi wyborczych z 2015 roku.

– To jest bardzo wyraźny sukces, nie tylko najwyższy w historii współczesnej Polski wynik procentowy jednej partii, nie tylko to, że po raz drugi z rzędu PiS będzie rządziło samodzielnie w Polsce, ale jeśli popatrzymy na ilość głosujących, to ten progres jest niezwykły. Ostatnie wybory do Sejmu, 4 lata temu – niespełna 6 milionów wyborców, w tej chwili nieco ponad 8 milionów. To pokazuje, że potrafiliśmy przekonać do głosowania na nas ogromną rzeszę nowych wyborców – zaznaczył gość „Polskiego punktu widzenia”.

W wyborach parlamentarnych 2019 odnotowano rekordową frekwencję po 1989 roku. Wyniosła ona 61,74 proc. Myślę, że Polacy zrozumieli, że to są wybory o coś – podkreślił wicepremier.

– Że ta sytuacja, która trwała ponad 20 lat i która zdemobilizowała Polaków, bo te frekwencje były coraz niższe w kolejnych wyborach parlamentarnych, już się nie powtarza. Mówię o sytuacji takiej, gdzie niezależnie od tego, jaka partia wygrywała wybory, jacy politycy przejmowali władzę, to pomysł na rządzenie był zawsze taki sam: brał się z pomysłów jeszcze Leszka Balcerowicza przełomu lat 80-tych i 90-tych, polityka gospodarcza, która była nastawiona na budowanie atrakcyjności gospodarczej Polski tylko jako rezerwuaru taniej siły roboczej. (…) No i ten brak wiarygodności kolejnych ekip rządowych, niespełniane obietnice, oszustwa wyborcze – to wszystko zniechęciło Polaków do głosowania. Dzisiaj, po czterech latach rządów PiS, Polacy zobaczyli, że może być inaczej i że te wybory rzeczywiście mogą o czymś decydować – wyjaśnił polityk.

Wynik wyborczy PiS jest dużym sukcesem, wbrew pojawiającym się komentarzom, które sugerują, że ten rezultat jest dla tej partii rozczarowujący – akcentował przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów.

– Naszym założeniem było, żeby zdobyć samodzielną większość. Niczego innego nie oczekiwaliśmy, bo jesteśmy realistami, twardo stąpamy po ziemi. Natomiast jest pewien paradoks w tym głosowaniu, które się odbyło. W tych wyborach duża część Polaków, która głosowała na partie opozycyjne, głosowała de facto przeciwko własnym interesom, bo skorzystali bardzo mocno na rządach Prawa i Sprawiedliwości w tym wymiarze ekonomicznym, ale nie tylko. Również w tym wymiarze pewnego życia publicznego. Polska dzisiaj jest zupełnie innym krajem. Jest krajem (…) o wiele bardziej zaawansowanym w rozwoju demokracji niż jeszcze cztery lata temu – zaznaczył.

Koalicja Obywatelska poniosła porażkę wyborczą w skali kraju, ale potrafiła wygrywać z PiS w dużych miastach. Jacek Sasin powiedział, że nie dziwi go to z dwóch powodów.

– Po pierwsze, duże miasta – to jest pewien model, który funkcjonuje w całej Europie, ale tak naprawdę w całym świecie – są zawsze dużo bardziej liberalne niż cała część społeczeństwa. My, jako Prawo i Sprawiedliwość, nie jesteśmy partią liberalną. Odwołujemy się raczej do tradycyjnych wartości, do naszej tradycji, do tradycyjnego modelu rodziny, odrzucamy te nowinki ideologiczne, odrzucamy prądy libertyńskie, skrajnie liberalne. To oczywiście powoduje, że w dużych miastach nie jesteśmy pupilami wyborców, którzy raczej skłaniają się ku liberalno-lewicowym poglądom. Drugi wymiar to wymiar ekonomiczny. My postawiliśmy na wyrównywanie różnic rozwojowych i wyrównywanie różnic w zamożności obywateli. Z natury rzeczy to jest korzystne dla mieszkańców mniejszych miejscowości, Polski lokalnej. (…) Powstaje takie przekonanie, że dzisiaj ludzie z prowincji, z mniejszych miejscowości korzystają kosztem właśnie wielkich miast – wskazał wicepremier.

Nie ma żadnych wątpliwości, że zdecydowanie największym przegranym tych wyborów jest Koalicja Obywatelska – ocenił gość TV Trwam.

– Grzegorz Schetyna, politycy PO to są ci, którzy na pewno te wybory przegrali, bo w przypadku tych mniejszych partii pewnie każdy może mieć jakąś satysfakcję. Lewica wraca do Sejmu – niestety- po czterech latach nieobecności i to w znacznie gorszym wymiarze niż wcześniej, bo to już nie tylko SLD ze swoimi postkomunistycznymi korzeniami, ale to są radykałowie lewicowi, feministki, osoby, które rzeczywiście proponują Polakom brutalną walkę ideologiczną, światopoglądową. To niedobrze, że ta siła jest w Sejmie, ale rozumiem, że oni mogą czuć satysfakcję, iż udało im się osiągnąć sukces. Tak samo PSL, który zdobył wynik powyżej oczekiwań sondażowych, ale z drugiej strony jak się zsumuje poparcie dla PSL-u i Kukiza z poprzednich wyborów, to też dużej satysfakcji być nie może. Jest i Konfederacja, której po raz pierwszy udało się przekroczyć próg wyborczy – podsumował przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów.

radiomaryja.pl 

drukuj