fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] Dr J. Hajdasz o wojnie hybrydowej na granicy: Media mają obowiązek wspierać państwo w przypadku takiego kryzysu. Tymczasem zachowują się jakby nie rozumiały, że ta sytuacja wywołana jest działaniami innych państw

Media mainstreamowe, czyli media, które mają największy wpływ na odbiorców, jakby zupełnie nie rozumiały, że działania państwa należy wspierać, że to jest sytuacja nadzwyczaj kryzysowa wywołana działaniami innych państw. Media mają obowiązek wspierać państwo w przypadku takiego kryzysu – mówiła w sobotnich „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Sposób przedstawiania sytuacji na granicy polsko-białoruskiej w mediach zdaje się być celowym działaniem mającym na celu podsycanie konfliktu. Antypolska narracja działająca na korzyść reżimu Alaksandra Łukaszenki jest powielana nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Dyktator wypowiadał się na antenie CNN, krytykując działania Polski, zaś TVN retransmitowało rozmowę. W mediach dochodzi też do manipulacji na gruncie emocjonalnym.

Dr Jolanta Hajdasz powiedziała, że na granicy mamy do czynienia z najwyższym alertem bezpieczeństwa.

– Mamy do czynienia z rodzajem bardzo specyficznej wojny. Przyzwyczailiśmy się do tego, że wojna to jest coś takiego, że ktoś do kogoś strzela, coś chce zniszczyć, mamy do czynienia z fizyczną agresją, która jest zauważalna. Przyzwyczaiły nas do tego przez lata różnego rodzaju filmy wojenne. Dla nas wojna, nawet walka partyzancka to jest człowiek przeciwko człowiekowi. Dziś to się odbywa inaczej i musimy zrozumieć, że wojna hybrydowa ma inny charakter i pokonywanie państw może się odbyć w taki sposób, że obywatele nawet nie zauważają, że coś się stało, tylko przestają być tak naprawdę podmiotami w miejscu, gdzie mieszkali do tej pory. Z taką sytuacją mamy dzisiaj do czynienia na naszej wschodniej granicy – zwróciła uwagę dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Zaznaczyła, że sposób przedstawiania sytuacji przez środki masowego przekazu świadczy o ogromnym kryzysie mediów w Polsce.

– Media tzw. głównego nurtu, media mainstreamowe, czyli media, które mają największy wpływ na odbiorców, ponieważ mają największą ilość słuchaczy, widzów, czytelników czy internautów, którzy są odbiorcami ich treści w sieci, jakby zupełnie nie rozumiały, że działania państwa należy wspierać, że to jest sytuacja nadzwyczaj kryzysowa wywołana działaniami innych państw – czy Białorusi, czy państw, które z nią współpracują – wskazała rozmówczyni Radia Maryja.

Z tego powodu całkowicie zrozumiałe jest podejmowanie przez Polskę nadzwyczajnych środków, takich jak wprowadzenie stanu wyjątkowego.

– Niefrasobliwość, którą dzisiaj prezentują niektóre media, w ślad za politykami opozycji, może wręcz przerażać, ponieważ dzisiaj wielki wpływ na to, co dzieje się na świecie ma to, co prezentowane jest w mediach. W ten sposób kształtuje się opinię publiczną i nie jest przypadkiem, że w czasie tego kryzysu wywiadu dla CNN udziela prezydent Alaksandr Łukaszenka, a później powielają to media bez żadnego komentarza. Jeśli TVN24 potrafiła przerwać konferencję ministra sprawiedliwości, żeby skomentować słowa przez niego powiedziane po to tylko, żeby pokazać, że on ich zdaniem mówi nieprawdę, to dlaczego nie robili tego w odniesieniu do wywiadu, jakiego Alaksandr Łukaszenka udzielił CNN? –mówiła dr Jolanta Hajdasz.

Tymczasem fakty są takie, że migranci dowożeni są na granicę przez służby białoruskie, a Alaksandr Łukaszenka nie wyraził zgody na wjazd na teren Białorusi dla polskich organizacji charytatywnych, które miały zapewnić domniemanym uchodźcom m.in. ciepłe ubrania.

– Są informację, że dzieci, które zostały odratowane przez litewskie służby, były nafaszerowane środkami odurzającymi, żeby w ogóle znalazły się na granicy, żeby nie płakały. Życie uratowano tym dzieciom. To jest ostra gra wykorzystująca nasze prawodawstwo, nasze przepisy, które są oparte na humanitarnym podejściu do każdego człowieka – wskazała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Media sprzyjające opozycji stosują w obliczu tego kryzysu narrację, która neguje wszystkie działania rządu. Co więcej, watro pamiętać, że migranci, którzy w legalny sposób dotarli na Białoruś mają prawo i możliwość ubiegania się o wjazd do Polski według normalnych zasad, bez usiłowania forsowania granicy.

– Są cywilizowane metody działania. Nie uciekli z krajów objętych konwencjonalnymi działaniami wojennymi – zwróciła uwagę rozmówczyni Radia Maryja.

Podkreśliła, że Białoruś wykorzystują ludzi nieświadomych sytuacji, m.in. przez barierę językową uniemożliwiającą przekazanie im dodatkowych informacji.

– Oni musieli zapłacić wielkie pieniądze, aby znaleźć się na tej granicy, ktoś ich oszukał, ktoś ich w dalszym ciągu wprowadza w błąd, a stoi za tym autorytet państwa, jakim jest Białoruś, czy może nawet innego kraju, jak Rosja, czy tego, który udostępnia samoloty, żeby tych ludzi przewieźć – mówiła dr Jolanta Hajdasz.

Nie jest to więc zwykły kryzys migracyjny, ale wstęp do dalszych działań przeciwko Polsce, a także Unii Europejskiej.

– Media mają obowiązek wspierać państwo w przypadku takiego kryzysu – podkreśliła dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Kontrowersje wzbudził także fakt pokazania zdjęć z telefonów zatrzymanych migrantów podczas konferencji szefa MSWiA. Fotografie przedstawiały treści o charakterze pedofilskim i zoofilskim. Za ich powielenie (w ocenzurowanej formie) przez TV Trwam został złożony donos.

– Nie jestem za publikowaniem zdjęć pedofilskich czy zoofilskich w żadnym wypadku, nie musimy pokazywać pornografii, żeby mówić, że ją zwalczamy, ale tutaj mamy do czynienia w Polsce z absolutnie nadzwyczajną sytuacją. W mojej ocenie to, co zrobił minister Mariusz Kamiński na konferencji prasowej było uzasadnione, bo gdyby tego nie zrobił, byłby gołosłowny. On miał szansę tylko raz, żeby przekonać opinię publiczną do tego, jak groźni ludzie znaleźli się na granicy i usiłują tę granicę nielegalnie przekroczyć. Musiał użyć wszystkich argumentów, także wizualnych, bo gdyby tego nie zrobił, kolejnego dnia nikt by już się tym nie interesował – zaznaczyła dr Jolanta Hajdasz.

Całość rozmowy jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj