PAP/Andrzej Rybczyński

[TYLKO U NAS] Dr J. Hajdasz: Jarosław Marek Rymkiewicz miał odwagę poruszać w swojej twórczości najbardziej palące problemy naszej współczesności. Dziękujmy za dziedzictwo, które nam zostawia

Jego jednoznaczna patriotyczna postawa i procesy, jakie w związku z jego wypowiedziami wytoczyła mu „Gazeta Wyborcza” oraz jego sprzeciw wobec skazujących go na grzywny sądów, wzbudzały i budzą szacunek. Miał odwagę poruszać najbardziej palące problemy naszej współczesności – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w felietonie z cyklu „Myśląc Ojczyzna” na antenie Radia Maryja.

3 lutego 2022 roku zmarł Jarosław Marek Rymkiewicz – przez wielu uważany za jednego z największych polskich współczesnych poetów. Po jego śmierci mogliśmy przeczytać, że poprzez swoją twórczość ukształtował myślenie wielu Polaków. Dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przypomniała jego wielkie zasługi w walce o wolność słowa w naszym kraju.

– Jego jednoznaczna patriotyczna postawa i procesy, jakie w związku z jego wypowiedziami wytoczyła mu „Gazeta Wyborcza” oraz jego sprzeciw wobec skazujących go na grzywny sądów, wzbudzały i budzą szacunek.  Proces, który za wypowiedziane słowa wytoczyła mu „Gazeta Wyborcza” w 2011 r., był dla wielu szokiem. Przecież kilka lat wcześniej sama nagrodziła go nagrodą za tom wierszy pt. „Zachód słońca w Milanówku”. Jednak poeta dla tego środowiska był wielkim tylko wtedy, gdy pisał o przyrodzie, domowych zwierzętach i urokach przydomowego ogródka – zwróciła uwagę dr Jolanta Hajdasz.

Przyczyną procesu przeciwko poecie była wypowiedź z 2010 roku, kiedy bronił krzyża ustawionego na Krakowskim Przedmieściu.

– Pisał, że Polacy, stając przy krzyżu, mówią, że chcą pozostać Polakami. Poeta pisał wtedy, że „to właśnie budzi teraz taką wściekłość, taki gniew, taką nienawiść – na przykład w redaktorach +Gazety Wyborczej+, którzy pragną, żeby Polacy wreszcie przestali być Polakami”. Dodał, że jej redaktorzy „są duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”. Według niego rodzice czy dziadkowie wielu z nich byli członkami organizacji, która była skażona duchem „luksemburgizmu”, a więc ufundowana na nienawiści do Polski i Polaków. Poeta napisał, że „tych redaktorów wychowano tak, że muszą żyć w nienawiści do polskiego krzyża. Uważam, że ludzie ci są godni współczucia. Polscy katolicy powinni się za nich modlić” – przypomniała autorka felietonu.

„Gazeta Wyborcza” domagała się przeprosin oraz odszkodowania w wysokości 5 tys. zł za użycie słów „spadkobiercy Komunistycznej Partii Polski”. Poecie zarzucono naruszenie tzw. dóbr osobistych.

– Wolne polskie sądy zajęły się ustalaniem, co znaczy, że ktoś jest czyimś „duchowym spadkobiercą”. Kolejne instancje skazywały poetę, przyznając tym samym, że musi zapłacić odszkodowanie, a za swoje słowa przeprosić „Gazetę Wyborczą”. Jarosław Marek Rymkiewicz nie chciał się na to zgodzić. Wspierały go setki osób, które przychodziły do sądu na rozprawy, choć sale sądowe nie mogły ich pomieścić – poinformowała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Po jednej z rozpraw, na której wydano wyrok skazujący, Jarosław Marek Rymkiewicz wygłosił apel dotyczący ograniczania wolności słowa w Polsce.

– Powiedział wtedy, że „wolność słowa będzie teraz w Polsce ograniczana, ale Wy, moi Drodzy, nie zważajcie na to. Mówcie dalej, co chcecie i pamiętajcie, że jesteście wolnymi Polakami. +Gazeta Wyborcza+ nie będzie nami rządzić. Zarządowi spółki Agora i redaktorom chcę przypomnieć stare polskie przysłowie  +Musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce+. Nie zmusicie nas do milczenia. Rusi tu nie będzie, będzie apelacja” – przypomniała dr Jolanta Hajdasz.

Wśród polskiego społeczeństwa proces oraz wyrok budził niezrozumienie całej sytuacji. Zdziwienie wywołał również  upór koncernu medialnego, który domagał się skazania poety za użycie kilku nieprzychylnych słów.

– Zastanawiano się również, dlaczego sądy tak ochoczo się tym zajmują, zamiast oddalić pozew. Przecież pan Jarosław Marek Rymkiewicz miał prawo myśleć, co myślał i pisać to, co myśli – powiedziała autorka felietonu.

Powodem tak dużej niechęci wobec poety mogła być tematyka poruszana w wierszach. Autor często poruszał niewygodnie kwestie, które mogły uderzać w część społeczeństwa.

– Warto pamiętać, że Jarosław Marek Rymkiewicz miał odwagę poruszać w swojej twórczości poetyckiej najbardziej palące problemy naszej współczesności.  Jeden ze swoich najbardziej znanych wierszy  napisał  19 kwietnia 2010 roku. Pisał w nim o krwi na fotelach tupolewa zmywanej szlauchem o świtaniu i o tym, że „to, co nas podzieliło – to się już nie sklei, Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei, którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu (…)”. Możemy dziś dziękować za dziedzictwo, które Jarosław Marek Rymkiewicz nam zostawia. Warto byśmy o nim pamiętali – podsumowała dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

 

radiomaryja.pl

drukuj