[TYLKO U NAS] Dr E. Motta: W Polsce na padaczkę choruje ok. 400 tys. osób

Napad padaczkowy jest jedną z najczęstszych chorób neurologicznych. Na padaczkę w Polsce choruje ok. 400 tys. osób – powiedziała w niedzielnym programie „Rozmowy niedokończone” na antenie TV Trwam i Radia Maryja dr hab. n. med. Ewa Motta, która wraz z Tomaszem Latosem, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Zdrowia, omawiała jeden z największych problemów zdrowotnych Polaków.

Ryzyko zachorowania na przewlekłą chorobę padaczkową wynosi 1 proc. Musimy jednak pamiętać o tym, że ok. 10 proc. może mieć tzw. napad przygodny, którego nie możemy traktować jako padaczki – wskazała dr hab. n. med. Ewa Motta.

– Napad przygodny najczęściej jest sprowokowany np. kilkudniową bezsennością. Może się on zdarzyć u studenta, który nie uczy się w całej sesji, a dopiero krótko przed egzaminem zarywa całe noce. Przez tego typu działanie można dostać napadu padaczkowego – zwróciła uwagę wiceprzewodnicząca Polskiego Towarzystwa Epileptologii.

Tzw. przygodny napad padaczki może występować również u osób, które nadużywają alkoholu – dodała.

Padaczka alkoholowa jest zupełnie odrębnym problemem. Napady występują u osób, które nadużywają alkoholu i nagle – najczęściej z powodów finansowych – przestają pić. W okresie do 72 godzin może dojść wtedy do napadu padaczkowego. Tego nie można leczyć lekami. Taka osoba może znaleźć pomoc w ośrodkach dla alkoholików. Trzeba pamiętać o tym, że osoba nadużywająca alkoholu może mieć liczne urazy głowy w przebiegu swoich upojeń alkoholowych. Mało tego, przewlekła intoksykacja mózgu oraz większa skłonność do chorób naczyniowych u takich osób, np. udarów, powoduje, że napady występują już nie tylko w okresie abstynencji. Często stwierdza się zmiany organiczne w badaniach obrazowych u tych osób, a także zmiany w EEG. To stanowi już podstawy do rozpoznania napadów padaczkowych – zaznaczyła dr hab. n. med. Ewa Motta.

Temat zaburzeń neurologicznych na pewno zostanie poruszony podczas kolejnych posiedzeń sejmowej Komisji Zdrowia – powiedział Tomasz Latos.

Chciałbym zadeklarować, że na jednym z posiedzeń podkomisji zajmiemy się tą problematyką. Być może w nieco szerszym aspekcie, czyli w ogóle problemów neurologicznych, a nie tylko napadem padaczkowym. Z pewnością warto o tym rozmawiać. (…) Chciałbym jednak zaznaczyć, że podczas posiedzeń komisji czy podkomisji niejednokrotnie temat ten był już poruszany – zaznaczył wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia.

Dr hab. n. med. Ewa Motta wskazała, co należy zrobić, jeśli jesteśmy świadkami napadu padaczkowego.

W jednej z ankiet 84 proc. ludzi zaznaczyło, że wsadzałoby coś do ust człowiekowi, który doznał ataku padaczki. To jest niedopuszczalne! Jeśli atak padaczki nastąpi na ulicy, to należy wezwać pogotowie i przenieść pacjenta w bezpieczne miejsce. Jeśli atak nastąpi na chodniku, to należy poszkodowanemu podłożyć coś miękkiego pod głowę, ułożyć go na boku, absolutnie niczego nie wkładać do ust, jeśli ma, to ściągnąć mu okulary, rozluźnić mu kołnierz czy krawat i poczekać aż minie napad, co powinno nastąpić w ciągu 3-4 minut. Po napadzie pacjent może być pobudzony, ale nie należy go przytrzymywać. Jeśli osoba ta choruje na padaczkę i ma częste napady, to nie ma konieczności wzywania za każdym razem pogotowia – podkreśliła     gość „Rozmów niedokończonych”.

 

RIRM

drukuj