Turcja „pokazuje zęby” Syrii, ale nie chce wojny

Po syryjskim ostrzale tureckiej miejscowości Akcakale oraz tureckim ostrzale odwetowym parlament Turcji zezwolił armii na operacje militarne poza granicami kraju, jeśli uzna to za konieczne. Ankara zapewnia jednak, że nie chce wypowiedzenia wojny. 

Po incydencie, który zaostrzył napięcia na granicy z Turcją, wzmogły się obawy, że trwający od półtora roku konflikt wewnętrzny w Syrii wylewa się poza jej granice. Ankara jednak obawia się wszelkiej samotnej interwencji i w reakcji na syryjski ostrzał jedynie „pokazuje zęby”, zapewniając, że nie chce wojny – pisze agencja AFP.

Choć parlament w reakcji na ostrzał, w którym w środę zginęło w Akcakale pięcioro cywilów, zezwolił w czwartek na nadzwyczajnej sesji na operacje militarne za granicą, to wicepremier Besir Atalay zapewnił, że „nie jest to zgoda na wojnę”. Podkreślił, że Syria przeprosiła za incydent i zapewniła, że nie powtórzy się on w przyszłości.

Zarazem, jak zauważa agencja Associated Press, krwawe wydarzenia na granicy syryjsko-tureckiej tworzą nowy i niebezpieczny wymiar syryjskiej wojny domowej. Zdaniem AP oznaczają one, że rebelia przeciwko prezydentowi Baszarowi el-Asadowi, w wyniku której zginęło już około 30 tysięcy Syryjczyków, wciąga coraz głębiej sąsiadów Syrii.

Ostrzeżenia przed rosnącą groźbą rozprzestrzenienia się konfliktu wewnętrznego w Syrii na inne kraje regionu napływały w czwartek ze stolic europejskich. Szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton oceniła, że incydent na granicy „wyraźnie ilustruje tragiczne skutki wylania się syryjskiego kryzysu na sąsiednie kraje”. Wezwała obie strony do powściągliwości.

Tymczasem zgoda tureckiego parlamentu na przeprowadzanie operacji wojskowych poza granicami kraju jest ważna przez rok. Sondaż dla dziennika „Hurriyet” pokazał w czwartek, że ponad 60 procent obywateli jest przeciwnych decyzji parlamentu. Poparcie dla odwetowego ostrzału jest powszechne, ale rosną obawy, by kraj nie został wciągnięty głębiej w syryjski konflikt.

Media tureckie przyjęły ton raczej defensywny, akcentując, że to Syria „posunęła się zbyt daleko” i dopuściła się „poważnej prowokacji”.

„Tureckie społeczeństwo popiera ograniczone działania, które będą miały pozytywny efekt psychologiczny. Nie poprze jednak operacji na szeroką skalę, bo ta w oczach Turków jest nieuprawniona” – powiedział agencji Reutera Nihat Ali Ozcan, analityk think tanku TEPAV w Ankarze.

PAP

drukuj