fot. wikipedia

Toruń: UMK otrzymał grant na rzecz stacji polarnej na Spitsbergenie

Środki na utrzymanie stacji polarnej na Spitsbergenie – 687 tys. zł, otrzymał Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Symboliczny czek podpisany przez wicepremiera i ministra nauki Jarosława Gowina w czwartek przekazała wiceminister edukacji Iwona Michałek.

Iwona Michałek zaznaczyła, że stacja na Spitsbergenie jest jedną z wizytówek uczelni.

„Zależy nam żeby Uniwersytet Mikołaja Kopernika był najlepszą uczelnią na północy Polski, ale też żeby był w dziesiątce najlepszych uczelni w kraju. Wszystko to, co wspólnie robimy – jest po to, żeby uniwersytet był jeszcze lepszy” – powiedziała Iwona Michałek, która sama jest absolwentką UMK i ma tytuł honorowego ambasadora uczelni.

Wsparcie MNiSW przeznaczone jest na pokrycie kosztów utrzymania stacji polarnej w latach 2019-2021. Stacja polarna na Spitsbergenie jest najdalej wysuniętą stacją naukową na półkuli północnej. Istnieje od 1975 r. Dotychczas odbyło się tam 48 wypraw badawczych.

Prorektor UMK prof. Wojciech Wysota podkreślił, że utrzymanie stacji na Spitsbergenie wymaga olbrzymich nakładów i uczelnia samodzielnie nie byłaby w stanie ich pokryć.

Prof. Wysota powiedział, że stacja służy badaczom w czasie letnich i zimowych wypraw. Remonty budynku są konieczne z powodów klimatycznych oraz… ataków niedźwiedzi polarnych. Dużo kosztuje wyposażenie uczestników wypraw w odpowiednie stroje, broń i amunicję (dla obrony przez niedźwiedziami), a także transport ludzi i zapatrzenia z Polski oraz środki łączności.

Dziekan Wydział Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej, w którego strukturach funkcjonuje stacja, prof. Marek Kejna zaznaczył, że placówka jest położona niemal na 79 stopniu szerokości geograficznej, 3 tys. km od Torunia i 1 tys. km od bieguna.

Stacja jest też ważną jednostką dydaktyczną: w wyprawach uczestniczą studenci i doktoranci. Prowadzi też współpracę międzynarodową – w wyprawach uczestniczyli Norwegowie, Niemcy, Nowozelandczycy i Łotysze. W badaniach prowadzonych przez polską załogę planowany jest udział naukowców z uniwersytetu w Tajpej na Tajwanie, którzy zainteresowani są podnoszeniem poziomu oceanu wskutek globalnego ocieplenia.

„Naszym podstawowym zadaniem jest monitoring lodowców. Obserwujemy kilka lodowców, żeby stwierdzić, czy ubywa lub przybywa masy lodowców. Do tego musimy mieć dwie wartości: ile spadło śniegu – stąd wyprawy w okresie zimowym i pod koniec lata – ile się stopiło. Nasze badania pokazują, że na czołach lodowców ubywa miąższości nawet do 2 m w czasie sezonu letniego. W efekcie bilans (lodu – PAP) jest ujemny i lodowce się cofają” – mówił prof. Marek Kejna, który uczestniczył w siedmiu wyprawach na Spitsbergen.

Naukowiec zaznaczył, że w przypadku lodowców zalegających na lądzie, ubytek lodu w obrębie ich czoła sięga 20-30 metrów w skali roku. Inaczej reagują potężne lodowce, uchodzące do oceanu, które kończą się wysokim klifem. Te reagują w zależności od tego, co się dzieje na tzw. polu firnowym. Nieraz – zamiast się cofać – przemieszczają się kilkaset metrów do przodu i dopiero potem wycofują.

PAP

drukuj