fot. pixabay.com

Tajlandia: wybory parlamentarne i referendum w trakcie „ciszy alkoholowej”

W Tajlandii w niedzielę 53 mln obywateli wybierze nowy parlament i zdecyduje w referendum o zmianie konstytucji narzuconej w 2014 roku przez wojsko. Głosowaniu towarzyszyć będzie, oprócz ciszy wyborczej, także „cisza alkoholowa”. Władze zakazały sprzedaży i wręczania trunków, by ukrócić proceder kupowania głosów.

Prohibicja, obowiązująca przez kolejne 24 godziny od godz. 18.00 czasu miejscowego w sobotę, dotknie m.in. turystów w Bangkoku czy na Phuket. Restauratorzy liczą straty sięgające połowy weekendowych obrotów. Przepisy o zakazie sprzedaży alkoholu, stosowane od lat, mają zapobiegać korupcji politycznej w kraju, gdzie wymiana „głosu za drinka” była niegdyś powszechną praktyką.

Niedzielne głosowanie odbędzie się w trybie przyspieszonym. Uprawnionych do udziału w wyborach jest 53 mln obywateli, którzy zdecydują o obsadzeniu 500 mandatów w Izbie Reprezentantów. Tajlandia zmaga się z głęboką niestabilnością – kraj miał trzech premierów w ciągu ostatnich trzech lat. Obecny szef rządu, Anutin Charnvirakul, rozwiązał parlament w grudniu 2025 r., zaledwie po trzech miesiącach urzędowania, by uprzedzić wniosek o wotum nieufności.

Faworytem sondaży jest Partia Ludu (People’s Party) domagająca się zmian strukturalnych. Analitycy ostrzegają jednak przed powtórką z 2023 r. Wówczas poprzedniczka tej formacji — Move Forward — wygrała wybory, ale nie objęła władzy z powodu blokady ze strony Senatu mianowanego przez wojsko oraz decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który ostatecznie rozwiązał partię. W rezultacie rządy przejęła koalicja partii Bhumjaithai obecnego premiera oraz partii Pheu Thai związanej z wpływową rodziną Shinawatrów.

Stawka głosowania wykracza poza skład parlamentu. Obywatele zdecydują w referendum, czy parlament będzie mógł rozpocząć prace nad nową konstytucją, która zastąpiłaby obecną narzuconą przez wojsko po zamachu stanu w 2014 roku.

Zmiana ta mogłaby ograniczyć wpływ na politykę armii i systemu sądownictwa, które regularnie blokują wyniki wyborów niezgodne z wolą elit.

PAP

drukuj