fot. R. Sobkowicz

Szabrownicy prezydenckiego tupolewa staną przed sądem

Dziś przed wojskowym sądem garnizonowym w Smoleńsku ruszają przesłuchania w procesie czterech żołnierzy, którzy okradli zwłoki Andrzeja Przewoźnika. Sąd garnizonowy zadecyduje o wysokości kary za grupową kradzież w znacznym rozmiarze, bezprawne wejście do pomieszczenia chronionego oraz zamiar popełnienia przestępstwa.

Artur Pankratow, Igor Pustowar, Jurij Sańkow i Siergiej Syrow mogą usłyszeć wyroki do 10 lat więzienia.

Do zatrzymania sprawców tego incydentu doszło 8 czerwca 2010 roku. Mimo przyznania się do winy rosyjskich żołnierzy, akt oskarżenia wpłynął dopiero na początku bieżącego roku. Sprawców kradzieży wykryto niemal natychmiast. Monitoring bankowy zarejestrował osoby w mundurach wojskowych, co ułatwiło ich identyfikację.

Mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej zaznacza, że wyrok w tej sprawie może nakreślić podejście rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości do całej katastrofy smoleńskiej.

– Rzeczywiście okres oczekiwania od momentu, kiedy ta informacja stała się udziałem opinii publicznej jest stosunkowo długi. To na pewno należy poczytywać, jako pewnego rodzaju mankament. Najważniejsze, że do tego postępowania doszło. Ważne też jest, żeby to postępowanie przyniosło jakieś minimum satysfakcji pokrzywdzonym w tej sprawie i żeby stosowna represja była udziałem sprawców, a także żeby ten wyrok – który ma zapaść – stanowił jasny komunikat, że Federacja Rosyjska poważnie traktuje cały proces zbadania katastrofy smoleńskiej. By złagodzić wyrok przedstawiciele jednego z oskarżonych podjęli starania, by zwrócić rodzinie skradzione pieniądze –poinformował Pszczółkowski.

Obecnie żołnierzom rosyjskim za haniebny czyn grozi kara pozbawienia wolności do lat dziesięciu, grzywna miliona rubli lub pięcioletniego dochodu oskarżonych. Najłagodniejszy wymiar kary to nieodpłatne wykonywanie pracy społecznie użytecznej.

Mec. Piotr Pszczółkowski dodaje, że kradzież w takich okolicznościach nie odnajduje żadnego usprawiedliwienia i jawi się jako bestialstwo.

– Przywłaszczenie czegokolwiek, czy kradzież czegokolwiek z miejsca katastrofy, takiej katastrofy przy konkretnych okolicznościach jawi się, jako bestialstwo. W związku z tym ta sytuacja nie znajduje żadnego usprawiedliwienia. Należy też zapytać czy istniały możliwości po stronie organizatorów badania tych czynności śledczych, które mogłyby skutecznie wyeliminować tego rodzaju zachowania.  Zachowanie, które nie znajduje w tych konkretnych okolicznościach jakichkolwiek przesłanek, żeby je usprawiedliwiać –stwierdził Pszczółkowski.

RIRM

drukuj