fot. PAP/EPA

Święta we Francji

Świąteczne koncerty, żołądki gęsie i Pasterka o godz. 19 – o francuskim Bożym Narodzeniu dla Radia Maryja mówi posługujący we Francji ks. Grzegorz Herman.

Może zacznę od tego, że „ducha świąt” można poczuć już tydzień po Wszystkich Świętych – zaczyna się dekoracja miast, witryn sklepowych. Niemniej nie przekłada się to na przygotowanie duchowe, to tylko przygotowanie wizualne. Na duchowe przygotowanie trzeba w parafiach naprawdę dużo wysiłku. U mnie w parafii rorat nie ma, ale przygotowujemy się np. na Mszy św. dziecięcej poprzez modlitwę, małe uczynki, które wszyscy  – cała parafia – mają przygotować na Święta Bożego Narodzenia. Drugim takim przygotowaniem duchowym są rekolekcje. Jako takich rekolekcji tutaj nie ma, ale np. u mnie w parafii jest jeden dzień, kiedy jest nabożeństwo pokutne z możliwością spowiedzi.

We Francji podczas Bożego Narodzenia bardziej kładzie się nacisk na komercję niż na postawy duchowe. Przykład może być taki, że jest zakaz budowania szopek w miejscach publicznych – szczególnie w merostwach. Myślę, że to potwierdza to, iż święta Bożego Narodzenia we Francji są świętami „ogólnymi”, które często, mam wrażenie, nie mają nic wspólnego z narodzeniem Jezusa Chrystusa. Często, na co zwracam uwagę, kiedy życzymy sobie „wesołych świąt”, Francuzi odpowiadają „wesołych świąt końca roku”.

Same święta Bożego Narodzenia są oczywiście świętami bardzo radosnymi. To taka sama tradycja jak w Polsce – wszystkie rodziny spotykają się przy stole. Oczywiście jest Msza św. – pasterka. Jest w cudzysłowie o północy, dlatego, że rzadko – choćby w mojej parafii – jest Msza św. o północy. Często ze względów praktycznych jest to Msza św. o godz. 18.30 albo 19.

25 grudnia, w samo Święto Bożego Narodzenia, oczywiście też jest Msza św. Muszę powiedzieć, że te dwa dni: 24, 25 grudnia są to momenty, kiedy naprawdę bardzo dużo ludzi przychodzi do kościoła na Mszę św. Często są to ludzie, którzy przychodzą raz w roku. Oni często mówią, że w świętach Bożego Narodzenia jest jakaś „magia”, ten moment, kiedy można przyjść i pomodlić się jest dla nich bardzo ważny. Nie wiem, dlaczego ograniczają się do przyjścia raz w roku, ale zawsze im wtedy mówię: „Życzę wam, żeby Boże Narodzenie nie było raz w roku, ale każdego dnia”.

To są ludzie często ochrzczeni, którzy nawet byli u pierwszej komunii świętej czy u bierzmowania. W ciągu roku ich uczestnictwo, przyjście do kościoła ogranicza się do ślubu, chrztu albo pogrzebu – jeśli mają w rodzinie. Oni często ignorują Mszę św., ale Boże Narodzenie jest takim świętem mobilizującym. Często mi powtarzają: „Nie wyobrażamy sobie Bożego Narodzenia bez Mszy świętej”. Myślę, że to ich praca duchowa na cały rok, żeby odkryć bogactwo Eucharystii, zachłysnąć się tą obecnością Jezusa Chrystusa. Niestety, tej pracy duchowej w ciągu roku nie ma, ignoruje się Pana Boga. Na szczęście choć raz w roku przypominają sobie, że jest jeszcze Kościół, jest Msza św. w święta Bożego Narodzenia. Tutaj trzeba zostawić miejsce dla Pana Boga na Łaskę Bożą, która może przemienić ludzkie serce. Takich osób jest naprawdę sporo. W każdej parafii, w której byłem, w niedzielną Mszę św. jest ok. 100 – 120 osób, a kiedy przychodzi Boże Narodzenie jest do 600 – 700 osób. W jednej parafii mieliśmy nawet 1000 osób na Mszy św.

Jeżeli chodzi o tradycje świeckie, w każdym mieście są organizowane koncerty bożonarodzeniowe, gdzie śpiewane są już w czasie adwentu kolędy, pieśni związane z Bożym Narodzeniem. W każdej miejscowości Mer, wójt zaprasza całą swoją wspólnotę na taki wieczór, gdzie składa publicznie życzenia (bardziej noworoczne niż bożonarodzeniowe) dla mieszkańców.

Ważną rzeczą we Francji jest oczywiście stół. Są specjale potrawy na Boże Narodzenia. Tak jak u nas makowiec czy karpia, tutaj jedzą żołądki gęsie, piją szampana, jest też specjalne czekoladowe ciasto. Oczywiście też w każdym domu jest ubierana choinka, dzieci budują żłóbek. Nie ma tu natomiast takiej tradycji jak np. polska kolęda, podczas której każdy kapłan chodzi do swoich parafian.

Ks. Grzegorz Herman/RIRM

drukuj