fot. PAP/EPA

Strony konfliktu w Donbasie wycofują siły na jednym z odcinków

Strony konfliktu w Donbasie na wschodzie Ukrainy – siły rządowe i prorosyjscy separatyści – rozpoczęły w piątek wycofywanie swoich sił z jednego z odcinków, gdzie mają powstać trzy strefy bezpieczeństwa bez oddziałów wojskowych i uzbrojenia.

Szef donieckiej administracji obwodowej (wojewódzkiej) Pawło Żebriwski poinformował, że ukraińskie siły rządowe wycofują się w okolicach miejscowości Petrowske.

„Zgodnie z ustaleniami do niedzieli wojska powinny być odprowadzone na odległość jednego kilometra z jednej i drugiej strony” – napisał na Facebooku.

Żebriwski zapewnił, że działania te w żaden sposób nie zagrażają ludziom, którzy żyją w tej strefie.

„Chcę uspokoić mieszkańców obwodu donieckiego: nic strasznego się nie dzieje. To terytorium nadal pozostaje pod kontrolą ukraińskich władz, naszego wywiadu i pod nadzorem OBWE (Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie)” – podkreślił.

Żebriwski ostrzegł jednocześnie, że jeśli porozumienie o wycofaniu sił zostanie naruszone, ukraińskie wojska powrócą na dotychczasową linię podziału w Donbasie „w ciągu 10 minut”. „Mam jednak nadzieję, że nie będzie takiej konieczności” – zaznaczył.

Przedstawiciel Ukrainy w trójstronnej grupie kontaktowej ds. Donbasu, były premier Jewhen Marczuk przekazał, że wycofywanie rozpoczęło się w piątek o godzinie 10. W grupie zasiadają wysłannicy Ukrainy, Rosji, OBWE i separatystów donbaskich.

Wyznaczenie stref to wynik porozumienia, zawartego w ramach trójstronnej grupy we wrześniu. Strefy mają powstać w miejscowościach Stanica Ługańska, Petrowskie i Zołote, by ułatwić realizację politycznej części ustaleń w sprawie Donbasu. Mówią one m.in. o wyborach samorządowych na opanowanych przez separatystów terytoriach, nadaniu tym obszarom specjalnego statusu i o amnestii dla prorosyjskich bojowników, którzy nie popełnili ciężkich przestępstw.

1 października strona ukraińska poinformowała o wycofaniu wojsk w okolicach Zołotego. Wiadomości tych nie potwierdzili obserwatorzy OBWE, którzy oświadczają, że nie mogą skontrolować sytuacji w tym miejscu ze względu na brak gwarancji bezpieczeństwa. Chodzi przede wszystkim o znajdujące się tam pola minowe.

PAP/RIRM

drukuj