fot. PAP/Marcin Obara

Spór ws. zmian w ustawie o ochronie zwierząt

Sejm przystąpił po południu do II czytania projektów PiS oraz KO zmian w ustawie o ochronie zwierząt. Komisja rolnictwa, która w nocy pracowała nad projektem, poparła poprawkę wykreślającą z niego zapisy ograniczające ubój rytualny. PiS zapowiada poprawki przywracające te zapisy.

Protesty przeciwko tzw. piątce dla zwierząt odbywały się najpierw przy siedzibie Prawa i Sprawiedliwości przy Nowogrodzkiej, a później przed Sejmem.

– My jako rolnicy czujemy się oszukani, bo jesteśmy oszukani. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory na wsi dzięki rolnikom – mówił Szczepan Wójcik, hodowca norek oraz prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

W Sejmie od posłów usłyszał, że z rolnictwem nie ma nic wspólnego.

– To są biznesmeni, okrutni biznesmani nastawieni na szybki zysk – oceniła Joanna Lichocka, poseł PiS.

Rolnictwo to system naczyń połączonych. Likwidacja branży futerkowej odbije się na rolnictwie – stwierdził Antoni Skóra, wiceprezes Lubelskiej Izby Rolniczej.

– Zwierzęta futerkowe zjedzą odpady wynikające z produkcji mięsa – dodał Antoni Skóra.

Bez branży futerkowej rolnicy będą musieli utylizować odpady, co jest kosztowne. Mimo to Grzegorz Puda z Prawa i Sprawiedliwości mówił, że to sami polscy rolnicy chcą likwidacji ferm norek.

– Akurat ten rodzaj działalności, o który Państwo walczycie, (…) nie należy do tych, które polska wieś wspiera – powiedział Grzegorz Puda.

Ale przecież w trakcie protestów, przy Nowogrodzkiej i przed Sejmem, obok hodowców norek stali hodowcy bydła i sami rolnicy. Był też Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, o której poparcie zabiegał przed wyborami prezydenckimi Andrzej Duda.

– My bronimy Polski. Śmiano się z nas, że jesteśmy tym hamulcowym w Unii Europejskiej, a pokazaliśmy, że jesteśmy najlepsi. I komuś to dzisiaj przeszkadza – akcentował Wiktor Szmulewicz.

Choć projekt o ochronie zwierząt jest bardzo szeroki, sejmowa debata nad nim koncentrowała się głównie wokół zakazu hodowli zwierząt na futra. Hodowcy mają rok okresu przejściowego, by zlikwidować fermy. Za sprawą projektu, zgłoszonego przez PiS, w Sejmie miały szansę wybrzmieć hasła, które od lat na swoich sztandarach niesie Lewica.

– Jesteśmy dumni z tego, że możemy być głosem zwierząt w Sejmie – podkreśliła Beata Maciejewska, poseł Lewicy.

Hodowcy norek chcą odszkodowań ze względu na szybką likwidację całej branży. Domagają się też wydłużenia okresu przejściowego. Te argumenty docierają do obozu rządzącego.

– Państwo nie może zaskakiwać przedsiębiorców ani obywateli – mówił Marcin Ociepa z Porozumienia.

Nowe regulacje nie miały zamknąć się tylko na zakazie hodowli norek. Być może tylko do tego całą debatę chciała sprowadzić partia rządząca. Początkowo zapisy projektu obejmowały też zakaz uboju rytualnego na eksport.

– To są gigantyczne straty. To jest około 9 mld zł tylko z tytułu samego eksportu rocznie – wskazywał Jacek Podgórski, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Z tego pomysłu na razie PiS się wycofał – to pokazało głosowanie na sejmowej komisji rolnictwa. Marek Suski z PiS zapowiedział po południu, że podczas II czytania w Sejmie projektu zmian w ustawie o ochronie zwierząt PiS zgłosi poprawki przywracające zapisy dot. ograniczenia uboju rytualnego. Będziemy uzupełniać projekt o rekompensaty dla prowadzących firmy – dodał.

Obóz rządzący jest podzielony co do zapisów o ochronie zwierząt. Solidarna Polska przypomina, że to polska wieś pomogła Prawu i Sprawiedliwości wygrać wybory.

– To jest test, czy ludzie, którzy nam zaufali, mogą na nas liczyć – zwrócił uwagę Norbert Kaczmarczyk z Solidarnej Polski.

Solidarna Polska uzależnia poparcie ustawy od tego, czy zostaną przyjęte poprawki. Jedna z nich przewidywała 10 lat okresu przejściowego w przypadku zakazu hodowli zwierząt na futra. Politycy związani ze Zbigniewem Ziobrą chcą też wykreślić z ustawy zapisy, które pozwolą organizacjom pozarządowym wejść na teren prywatnej posesji bez zgody właściciela, pod pretekstem złego traktowania zwierząt.

TV Trwam News

drukuj