Śledztwo ws. Amber Gold: 18 tys. pokrzywdzonych

Blisko 18 tys. pokrzywdzonych wierzycieli Amber Gold, w sumie ponad 40 zarzutów dla b. prezesa spółki i jego żony oraz straty pokrzywdzonych szacowane na prawie 851 mln zł – to wyniki śledztwa łódzkiej prokuratury ws. jednej z najgłośniejszych afer finansowych w Polsce. W środę mijają dwa lata od likwidacji spółki.

Zdaniem prokuratury, od początku Amber Gold była tzw. piramidą finansową i z takim zamiarem powstała. Ustalono, że nie było zewnętrznego finansowania spółki, która pozyskała z lokat od klientów prawie 851 mln zł, z czego zaledwie ponad 10 mln zł zainwestowała w złoto, które miało być ich zabezpieczeniem.

Śledztwo ws. Amber Gold zbliża się do końca. Pracuje przy nim obecnie dziewięciu prokuratorów oraz funkcjonariusze ABW z Łodzi i Gdańska. „Planujemy zakończyć postępowanie do końca tego roku” – powiedział rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania.

Na wtorek śledczy zaplanowali kolejne przesłuchania b. prezesa Amber Gold Marcina P. i jego żony Katarzyny P. Prokuratura zamierza uzupełnić im zarzuty dotyczące oszustwa. W najbliższych dniach wystąpi też do sądu o kolejne przedłużenie aresztu dla Marcina P. (obecnie upływa on 28 sierpnia).

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce, działająca od 2009 r. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku, które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 roku Amber Gold ogłosiła decyzję o likwidacji, nie wypłacając ulokowanych środków i odsetek tysiącom klientów firmy.

Śledztwo ws. Amber Gold wszczęła w 2010 r. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz po zawiadomieniu Komisji Nadzoru Finansowego, która podejrzewała, że firma prowadzi działalność bankową bez stosownych zezwoleń. Na początku lipca 2012 r. śledztwo przejęła gdańska prokuratura okręgowa, a we wrześniu – decyzją prokuratora generalnego – trafiło ono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która prowadzi je razem z ABW.

W sierpniu 2012 r. gdańska prokuratura przedstawiła prezesowi Amber Gold Marcinowi P. siedem zarzutów, m.in. prowadzenia bez zezwolenia działalności bankowej, posłużenia się sfałszowanym potwierdzeniem przelewu na kwotę 50 mln zł, a także zarzut oszustwa znacznej wartości. Mężczyzna trafił wówczas do aresztu, gdzie przyznano mu status więźnia „szczególnie chronionego”. Obecnie przebywa w jednym z najnowocześniejszych aresztów – w Piotrkowie Trybunalskim.

Kilka miesięcy później – w październiku tego samego roku – także jego żona Katarzyna P. usłyszała pierwszych osiem zarzutów, m.in. wyłudzenia poświadczenia nieprawdy i naruszenia ustawy o rachunkowości. Początkowo prokuratura zastosowała wobec niej dozór policyjny oraz zakaz opuszczania kraju (groziło jej za to do trzech lat więzienia), jednak w kwietniu 2013 r. zarzuciła jej współdziałanie z mężem w oszustwie. Śledczy zabezpieczyli wówczas jej majątek o szacunkowej wartość 4,6 mln zł na poczet przyszłych kar i odszkodowań.

Według śledczych w swoich początkowych wyjaśnieniach Marcin P. bagatelizował rolę żony. Mówił, że nie podejmowała ona żadnych ważnych decyzji w firmie. Tymczasem po przesłuchaniu ok. 400 pracowników spółki Amber Gold oraz analizie dokumentacji w formie elektronicznej śledczy ustalili, że kobieta nie była jedynie figurantką, ale uczestniczyła w podejmowaniu decyzji i realizowała zadania związane z funkcjonowaniem spółki. Katarzyna P. – po rozszerzeniu zarzutów – także trafiła do aresztu i tak samo jak jej mężowi grozi kobiecie do 15 lat więzienia.

Zdaniem prokuratury Amber Gold – wbrew przyjętym na siebie zobowiązaniom wynikającym z umów z klientami i wydawanym certyfikatom, które – jak się okazało – były bez pokrycia – tylko znikomą część środków z lokat przeznaczała na zakup kruszców. Lokaty – w ocenie śledczych – nie miały faktycznie zabezpieczeń.

W ocenie prokuratury Marcin i Katarzyna P. – działając wspólnie i w porozumieniu – w ramach tzw. piramidy finansowej doprowadzili w sumie ok. 18 tys. osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie prawie 851 mln zł (to równowartość założonych lokat przez wszystkich klientów). Dotąd w zarzutach stawianych małżonkom P. z nazwiska wskazanych zostało ok. 14 tys. pokrzywdzonych.

Przyjęto, że oboje działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili z tej działalności stałe źródło dochodu. Prokuratura sukcesywnie rozszerzała zarzuty dla małżonków P. Obecnie Marcin P. jest podejrzany w sumie o 25 przestępstw, jego żonie zarzucono 17. Obok oszustwa znacznej wartości zarzuca się im m.in. prowadzenie bez zezwolenia działalności bankowej, poświadczenie nieprawdy w oświadczeniach o podwyższeniu kapitału zakładowego kilku spółek, naruszenie ustawy o rachunkowości oraz kodeksu spółek handlowych.

Pod koniec czerwca Marcin P. usłyszał zarzut wprowadzenia w błąd klientów Amber Gold, którym spółka udzielała pożyczek – chodziło o objęcie pożyczek rzekomą ochroną ubezpieczeniową, która była warunkiem ich udzielenia. W rzeczywistości spółka w ogóle nie zawierała umów dotyczących ubezpieczenia, ale naliczała i pobierała nienależne składki. Pokrzywdzonych w tej sprawie jest ponad 110 klientów spółki.

Według prokuratury podejrzani w śledztwie nie przyznają się do zarzucanych czynów i odmawiają składania wyjaśnień. Decyzją sądu Marcin P. ma przebywać w areszcie co najmniej do 28 sierpnia; jego żona – do 14 października.

W śledztwie przesłuchano już ok. 14 tys. świadków, w tym głównie pokrzywdzonych, ale także pracowników centrali Amber Gold i oddziałów firmy oraz przedstawicieli m.in. Komisji Nadzoru Finansowego, NBP, banków do których wpływały pieniądze z lokat Amber Gold oraz pośredników, którzy działali w imieniu tej spółki zanim stworzyła własną sieć placówek. Materiał dowodowy liczy ponad 15 tys. tomów akt.

PAP/RIRM

drukuj