fot. PAP/Radek Pietruszka

Skrajna lewica cały czas podsyca nastroje społeczne

Liderki strajku feministek, które domagają się zabijania dzieci nienarodzonych, nadal podsycają emocje na ulicach. Protesty są coraz mniejsze, jednak ich uczestnicy zachowują się bardzo agresywnie. W internecie pojawiają się kolejne zachęty do atakowania, a nawet podpalania kościołów.

W poniedziałek środowiska liberalno-lewicowe, wspierane przez polityków opozycji, zaatakowały resort edukacji, domagając się dymisji ministra Przemysława Czarnka.

– Biedni ludzie, którzy nie próbują się w ogóle skomunikować ze mną, nie słuchają tego, co mówię. Dokładają i wymyślają sobie jakieś niestworzone rzeczy i wokół tego budują później swoją narrację – komentował minister Przemysław Czarnek na antenie Polskiego Radia.

W trakcie protestu interweniowała policja. Zatrzymana została m.in. fotoreporter Agata Grzybowska związana z „Gazetą Wyborczą”.

Kobieta błyskała lampą w oczy funkcjonariusza, a następnie kopała go – mówił nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik stołecznej policji.

– Zatrzymanie fotoreporterki nie wynika z faktu, że wykonywała ona swój zawód i za to została zatrzymana. Ona została zatrzymana za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta – powiedział nadkom. Sylwester Marczak.

Jedna z protestujących przykleiła się klejem do bramy resortu. Kobieta wymagała pomocy lekarza.

– Gdy brakuje argumentów, a ma dominować argument siły, pobudzenie emocjonalne, wtedy uczestnicy takich czy innych manifestacji sięgają po środki już wykraczające niekiedy poza zdrowy rozsądek. Wydaje się, że w tym momencie mamy z tym do czynienia – wskazał socjolog prof. Arkadiusz Jabłoński.

Po próbie przerwania nielegalnego zgromadzenia protestujący udali się przed komendę policji.

W związku z łamaniem prawa funkcjonariusze wykonywali swoje obowiązki.

– Policjanci wylegitymowali ponad 100 osób. Mówimy o 79 wnioskach o ukaranie do sądu, o 70 notatkach do sanepidu, o 25 mandatach karnych, 5 osobach zatrzymanych – akcentował nadkom. Sylwester Marczak.

Rada konsultacyjna tzw. strajku kobiet podtrzymuje swoje postulaty dotyczące zabijania dzieci na życzenie i formułuje nowe żądania. Na konferencje nie mają jednak wstępu media publiczne i prawicowe, w tym TV Trwam.

– Nie ma potrzeby, żeby przychodzili do nas jacykolwiek funkcjonariusze PiS, kimkolwiek się mieniący – mówiła Marta Lempart, liderka strajku feministek.

Próba wejścia dziennikarzy zakończyła się agresją organizatorów.

Liderki strajku feministek pochwalają łamanie prawa i zachęcają do tego.

– Wiemy z doświadczenia, że kalendarz nam sprzyja. Grudzień jest gorący. Na pewno jesteśmy w stanie chociażby powtórzyć te działania – stwierdziła Marta Lempart.

Takie zachęty prowokują agresję wobec przeciwników tzw. aborcji oraz Kościoła katolickiego. Nieznani sprawcy zniszczyli wystawę pt. „Wyszyńskiego i Wojtyły gramatyka życia” w Rejowcu.

W internecie pojawiają się natomiast wpisy i grafiki nawołujące wprost do palenia kościołów.

To odwołanie się do nazistowskich, hitlerowskich haseł – podkreśliła Anna Kołakowska, opozycjonistka z czasów PRL.

– Do takich metod walki z Kościołem, do oszczerstwa, kłamstwa, zbrodni, eskalacji terroru odwoływali się hitlerowcy i to realizowali. Te działania i propaganda pokazują jednoznacznie, gdzie są źródła ruchu feministycznego, gdzie są źródła strajku kobiet – podsumowała Anna Kołakowska.

W tej sprawie trafiło już zawiadomienie do prokuratury.

 

TV Trwam News

drukuj