Sikorski w cieniu kolejnej afery. Sobków: sprawa jest o wiele bardziej poważna

Niebezpiecznym jest fakt, że obcy dyplomata miał dostęp do wystąpień szefa polskiego MSZ, zanim zostały one wygłoszone – podkreśla Dariusz Sobków, były ambasador tytularny przy UE. Jak dodaje, należy zadać pytanie: czy był to jedyny dyplomata?

Ćwierć miliona złotych – tyle otrzymał brytyjski dyplomata i zarazem znajomy Radosława Sikorskiego za skonsultowanie jego wystąpień. Charles Crawford to były ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce, a prywatnie znajomy marszałka Sejmu. Średnio za poprawkę jednego tekstu otrzymywał 19 tys. zł.

Ekspert podkreśla, że takie postępowanie może zagrozić bezpieczeństwu naszego kraju.

– W ten sposób inne państwa, które często zabijają się po to, żeby mieć jakiś przeciek tego, jakie jest stanowisko danego kraju mają tu wyłożone, niejako za darmo, przywiezione w teczce, czy wysłane mailem z polskiego MSZ-u stanowisko rządu polskiego w ważnych sprawach międzynarodowych. To jest rzecz absolutnie naganna i o wiele bardziej poważna, niż ta kwota kilku tysięcy złotych za każde tego typu wystąpienie – komentuje Dariusz Sobków.

Warto dodać, że język angielski jest wymagany od większości pracowników MSZ. Co więcej, w resorcie za czasów Sikorskiego została zatrudniona jako ekspert od tłumaczenia na język angielski córka b. ministra finansów Jacka Rostowskiego.

Grzegorz Wiński, socjolog zauważa, że dla polskiego podatnika pieniądze, jakie wydał były już minister, to czasem kwota nieosiągalna.

Wydanie ponad 260 tys. na konsultację (gdzie nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy one w ogóle były potrzebne, bo nie mamy na to żadnych materialnych dowodów, że te konsultacje były konieczne) jest kwotą dla przeciętnego Polaka niewyobrażalną. To kwota, na którą musi on pracować 3 lub 4 lata, biorąc pod uwagę średnią krajową. A pamiętajmy, że przyjaciele partyjni pana Radosława Sikorskiego potrafili rozliczać posłów opozycji za śledzia – przypomniał socjolog.

Marszałek Sejmu w ostatnim czasie musi tłumaczyć się z kolejnych afer dotyczących wydawania publicznych pieniędzy. W ciągu pełnienia funkcji ministra pobrał na przejazdy własnym autem aż 80 tys. zł. Wówczas do dyspozycji miał rządową limuzynę.

 

 

RIRM/TV Trwam News

drukuj