fot. PAP/Paweł Supernak

Rząd D. Tuska zadeklarował, że w ciągu dwóch lat powstanie skuteczna obrona przeciwdronowa

Rusza kolejny etap budowy obrony polskiego nieba. W dwa lata powstanie system SAN, który zapewni ochronę przeciwdronową. Większość urządzeń, pojazdów, radarów, czujników i armat powstanie w polskich firmach.  

Najpierw charakterystyczny dźwięk, później wybuch, a potem opłakiwanie ofiar i liczenie strat – tak od miesięcy wygląda rzeczywistość na Ukrainie. Rosyjskie drony odbierają życie i niszczą dobytki. Nie zatrzymują się tylko na Ukrainie. We wrześniu kilkanaście bezzałogowców wleciało nad terytorium Polski. Podczas próby zestrzelenia dronów myśliwce zniszczyły dom na Lubelszczyźnie.

– Gdyby to się stało wcześniej, to by mnie nie było. Byłabym pod gruzami – mówiła poszkodowana.

Rząd odpowiada na to zagrożenie z opóźnieniem. W podwarszawskiej Kobyłce w obecności premiera i ministra obrony zostały podpisane ważne umowy.

– SAN – program, który będzie chronił polskie niebo, jest praktycznym wyrazem nowej architektury bezpieczeństwa – oznajmił premier Donald Tusk.

Rząd zadeklarował, że w ciągu dwóch lat powstanie w Polsce skuteczna obrona przeciwdronowa. System złożony z osiemnastu baterii wyposażonych w stanowiska dowodzenia i kierowania, pociski rakietowe i artyleryjskie, a także drony do strącania obcych bezzałogowców.

– To jest cały system naczyń połączonych – efektorów, sensorów, oddziaływania na zagrożenia z powietrza, zarówno lotnicze zagrożenia ze strony śmigłowców, jak i przede wszystkim zagrożenia ze strony bezzałogowych statków powietrznych – poinformował Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, minister obrony narodowej.

Do tego szereg radarów, czujników czy urządzeń do zakłócania pracy dronów. Tego dziś potrzebujemy – wskazał prof. Marek Walancik, dyrektor Centrum Badań i Edukacji Służb Mundurowych.

– Zdecydowanie uszczelni, zwiększy bezpieczeństwo. Ponadto jego wykorzystanie będzie o wiele tańsze niż użycie statków powietrznych Sił Powietrznych – argumentował prof. Marek Walancik.

System SAN zbuduje polsko-norweskie konsorcjum. Firma Kongsberg z Norwegii zapowiedziała też inwestycje w Polsce. To solidna marka – podkreślił płk prof. Mieczysław Struś, ekspert ds. bezpieczeństwa.

– Jest znanym i uznanym w świecie od 200 lat producentem uzbrojenia nie tylko dla Wojsk Lądowych, Marynarki Wojennej i Sił Powietrznych, ale także dla najnowocześniejszych systemów operujących w kosmosie – dodał płk prof. Mieczysław Struś.

Za zdecydowaną większość programu będą odpowiedzialne spółki z Polskiej Grupy Zbrojeniowej i jedna firma prywatna.

„Mówimy o APS, system z Gdyni. Systemy też dostarczy PIT-Radwar, zakłady mechaniczne z Tarnowa, Rosomak S.A., Jelcz, Huta Stalowa Wola. (…) Polski przemysł zbrojeniowy dzięki temu będzie mógł się wzmocnić” – wyliczał dla portalu Defence24 red. Bartłomiej Wypartowicz.

Koszt programu SAN to nieoficjalnie 15 miliardów złotych. Dużą część nakładów pokryje europejska pożyczka z programu SAFE. System uzupełni wielowarstwową obronę powietrzną, skutecznie rozwijaną w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy.

– Mamy „Wisłę”, mamy „Narew”, jest „Pilica”, dochodzi SAN. Obrona przeciwlotnicza – cała inwestycja jest warta około 250 miliardów złotych – mówił szef MON.   

Program „Wisła” to systemy Patriot, „Narew” oparty jest o brytyjskie urządzenia przeciwlotnicze, a programy „Pilica” i „Pilica+” składają się z polskich działek Grom i Piorun.

TV Trwam News

drukuj