Rolnicy walczą o ziemię

W Obojnie koło Pyrzyc rolnicy okupują ziemię dzierżawioną przez duńską firmę. Twierdzą, że Agencja Nieruchomości Rolnych bezprawnie przedłużyła z nią umowę dzierżawy, podczas gdy grunty te powinny być sprzedane miejscowym rolnikom.

Gospodarze zjawili się w Obojnie, gdy na pola wjechały ciągniki z pługami należące do dzierżawcy. Kilkadziesiąt osób postanowiło uniemożliwić im pracę. – Rolnicy byli zdesperowani, niektórzy kładli się na ziemię przed maszynami – mówi Edward Kosmal, szef Komitetu Protestacyjnego Rolników Województwa Zachodniopomorskiego. To właśnie problemy z wykupem gruntów przez cudzoziemców były jednym z głównych powodów powstania komitetu w roku ubiegłym.

Edward Kosmal tłumaczy, że tylko przy pomocy blokad można walczyć z łamaniem prawa, bo działania polubowne nie dały rezultatów. Rolnicy twierdzą, że oddział Agencji Nieruchomości Rolnych w Szczecinie nie powinien podpisywać ze spółką z Danii nowej umowy dzierżawy na ziemię w Obojnie – dotychczasowa wygasła w marcu br. Tymczasem ANR najpierw przedłużyła umowę do czerwca, później do sierpnia. Teraz rolnicy dowiedzieli się, że kolejny aneks wydłuża Duńczykom czas korzystania z gruntów w Obojnie do końca października. Od Przemysława Kośmidra, zastępcy kierownika sekcji gospodarowania zasobem ANR w Szczecinie, rolnicy usłyszeli, że to tylko „umowa techniczna”. Ci nie wierzą w takie tłumaczenia. – Co to znaczy umowa techniczna? Przecież chodzi o to, żeby ten dzierżawca mógł obsiać tę ziemię. Gdyby to zrobił, Agencja musiałaby mu znowu przedłużyć umowę, bo zgodnie z polskim prawem ten, kto obsieje grunty, ma prawo zebrać z nich plon. Dlatego nie możemy pozwolić na to, żeby na ten grunt wjechały pługi i siewniki – wyjaśnia Edward Kosmal.

Blokada będzie prowadzona do skutku. Protestujący złożą także w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przy okazji podpisywania tych umów. Rolnicy spotkali się też z ks. abp. Andrzejem Dzięgą, ordynariuszem diecezji szczecińsko-kamieńskiej, którego poinformowali o swoim proteście. Argumenty gospodarzy rozumie również burmistrz Pyrzyc Marek Olech, który poparł protestujących.

Co więcej, rolnicy twierdzą, że ANR często toleruje takie sytuacje, choć sama przez to traci pieniądze, bo zdarza się, że dzierżawcy płacą tylko za kilka miesięcy użytkowania gruntów – od czasu siewów do zbiorów ziemia formalnie nie jest dzierżawiona. W dodatku taki podmiot dostaje jeszcze pełne dopłaty bezpośrednie za te grunty. A jednocześnie miejscowi rolnicy mają problemy z zakupem ziemi na powiększenie swoich gospodarstw, choć zgodnie z ustawą z 2011 r. więksi dzierżawcy mieli oddać 30 proc. użytkowanej przez siebie ziemi, która miała trafić do rolników indywidualnych. Tymczasem duńska firma nie oddała do tej pory ANR ani hektara. Problem jest jednak o wiele szerszy.

– Nie tylko w województwie zachodniopomorskim, ale i w innych regionach Polski nasza ziemia jest masowo kupowana lub dzierżawiona przez Niemców, Duńczyków czy inne zachodnie spółki, ich spółki-córki. A dla polskich rolników już ziemi nie ma – podkreśla Edward Kosmal. – Dlatego takich akcji jak ta pod Pyrzycami będzie więcej – zapowiada nasz rozmówca.

Krzysztof Losz

drukuj