(fot. PAP)

Rolnicy chcą zmian w projekcie ustawy o funduszu stabilizacyjnym

Powołanie takiego funduszu do końca roku zapowiedziała w expose premier Ewa Kopacz. Powodem są coraz częstsze przypadki braku terminowej zapłaty rolnikom za dostarczony towar lub drastyczne spadki cen skupu.

Rolnicy będą mogli uruchomić środki z funduszu, jeżeli ich dochody spadną o ponad 30 proc. średniego rocznego dochodu z ostatnich trzech lat. Solidarność Rolników Indywidualnych w woj. zachodniopomorskim podnosi jednak, że projekt rozmija się z postulatami gospodarzy.

Edward Kosmal, szef związku w tym regionie, przypomniał, że „Solidarność” Rolników postulowała utworzenie funduszu świadczeń gwarantowanych, z którego korzystaliby wyłącznie rolnicy poszkodowani z tytułu sprzedaży.

– Niestety, pan minister przedstawił nam projekt, który obejmuje nie tylko utratę dochodu z tytułu sprzedaży, ale również z tytułu klęsk i obniżki z powodu np. embarga. Ten fundusz mają tworzyć rolnicy z 0,2 proc. odpisu. Fundusz mają nadzorować przedstawiciele związków branżowych. Nie wymienia się tutaj związków syndykalnych i „Solidarności”. Tymi pieniędzmi, tym funduszem stworzonym przez rolników ma zarządzać minister. Jest to kuriozalne, bo w tej tak zwanej wzajemnej pomocy, my będziemy się składać, a minister będzie decydował, co z tymi pieniędzmi zrobić – powiedział Edward Kosmal.

Tymczasem sadownicy poszkodowani w skutek rosyjskiego embarga wciąż znajdują się w trudnej sytuacji. Jak informuje jeden z dzienników cena jabłek przemysłowych spadła wczoraj do 10 gr za kilogram, podczas gdy koszt ich produkcji szacuje się na 85 groszy.

Część rolników musi zaciągać długi, aby opłacić robotników najętych do zbioru.

Na skutek zamknięcia rosyjskich granic na polskie jabłka, pracę tracą pracownicy służb celnych, zakładów produkujących opakowania, a także kierowcy.

RIRM

drukuj