Red. M. Budzisz: W obecnej fazie wojny nie grozi nam zmasowany atak rosyjski przeciwko któremuś z państw NATO. Grozi nam natomiast coraz więcej incydentów nakierowanych na cele w Polsce
„To nie są przypadkowe incydenty” – tak w rozmowie na antenie Radia Maryja red. Marek Budzisz ocenia rosyjskie działania w pobliżu granic NATO. Gość „Aktualności dnia” wskazuje, że Moskwa stopniuje napięcie i testuje kolejne granice.
Gość „Aktualności dnia” zwrócił uwagę, że podobne rosyjskie ataki były już prowadzone w pobliżu przejść granicznych Ukrainy z Mołdawią i Rumunią. [czytaj więcej] Jego zdaniem wpisują się one w szerszą strategię mającą odciąć Ukrainę od kanałów zaopatrzenia i wsparcia.
– Ataki nie są przypadkowe. To jest pierwszy wniosek, który powinniśmy wyciągnąć, dlatego że Rosja podobnego rodzaju uderzenia przeprowadzała we wrześniu na przejścia graniczne Ukrainy z Mołdawią i z Rumunią. To jest element strategii eskalacyjnej i budowania scenariusza, w którym to Ukraina jest odcięta od wszystkich kanałów zaopatrzenia, dostaw, również ewentualnej ewakuacji ludności. Rosja uważa, że w ten sposób jest w stanie tę wojnę wygrać, intensyfikując uderzenia na cele cywilne, zmuszając ludność do samoewakuacji. W panicznej ucieczce Rosjanie widzą narzędzie zwycięstwa – zauważa gość „Aktualności dnia”.
Zdaniem redaktora Rosja przesuwa granicę ryzyka i – jak zauważa – nie chodzi tu o przygotowanie ataku na państwa NATO, ale o stopniowe zwiększanie presji poprzez większą liczbę podobnych incydentów.
– Ta granica jest stale przez stronę rosyjską przesuwana. Ona jest przesuwana również w taki przemyślany sposób właśnie po to, żeby stopniować napięcie, a nie doprowadzić do jakiejś wielkiej eskalacji czy jakiegoś dużego uderzenia. Upraszczając nieco ten obraz, nam nie grozi w obecnej fazie wojny atak rosyjski, zmasowany, na dużą skalę, przeciwko któremuś z państw NATO. Natomiast oczywiście grozi nam coraz więcej tego rodzaju incydentów […] oraz to, że rosyjskie systemy bezzałogowe, których Rosjanie zaczynają używać coraz częściej – te nowej generacji o większym zasięgu i większej prędkości – zaczną uderzać na cele w Polsce. To jest scenariusz realny. Uważam, że to się może stać już w nieodległej perspektywie najbliższych kilku miesięcy – dodaje.
Red. Marek Budzisz ocenił, że odpowiedzią powinno być wzmacnianie odstraszania, nie tylko poprzez obecność wojskową NATO na wschodniej flance. Jednym z istotnych elementów przygotowania państwa do zagrożeń ma być – jak wskazał – obrona cywilna. Chodzi między innymi o to, aby obywatele wiedzieli, jak reagować na alarmy, gdzie szukać pomocy i jakie procedury obowiązują w sytuacji zagrożenia.
– Odstraszanie nigdy nie jest wystarczające, zwłaszcza jeśli sytuacja się zmienia – z tym mamy dziś do czynienia. Rosjanie zwiększają skalę swoich operacji, intensywność. A w związku z tym, żeby jednak nie zdecydowali się na przekroczenie pewnych granic, my musimy zwiększać siłę naszego odstraszania. To nie jest tylko obecność wojskowa państw NATO na wschodniej flance. Znaczącym elementem odstraszania jest przygotowanie ludności cywilnej do radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych. To jest coś, co się zbiorczo określa mianem „obrony cywilnej”. Każdy obywatel państwa, które może być zagrożone tego rodzaju zdarzeniami, musi wiedzieć, gdzie się udać po pomoc, jakie procedury obowiązują, jak interpretować sygnały dźwiękowe, czy komunikaty, które są dystrybuowane przez stosowne władze. Te wszystkie działania trzeba realizować, bo to oddala prawdopodobieństwo wojny, a bezczynność przybliża – przeciwnik przeprowadza kalkulację ryzyka i zawsze ocenia, czy mu się dana operacja, mówiąc kolokwialnie, opłaci, czy jest obarczona dużym ryzykiem tego, że koszty będą duże, a skuteczność niewielka – mówi gość „Aktualności dnia”.
Budzisz wskazał jednocześnie na znaczenie zaufania społecznego do instytucji państwa. W jego ocenie w sytuacji narastającego zagrożenia władze powinny przekazywać obywatelom spójny komunikat dotyczący bezpieczeństwa.
– Moim zdaniem alerty są niewystarczające, dlatego że tutaj nie chodzi tylko i wyłącznie o wysyłanie komunikatu. Tu chodzi też o przekonanie obywateli, żeby ten komunikat wzięli pod uwagę i żeby się do niego dostosowali […]. O ile państwo polskie jest w stanie generować komunikaty, o tyle w związku z ogólnym kryzysem zaufania – również wobec władzy publicznej – te komunikaty są albo lekceważone w części, albo nie są w ogóle wysłuchiwane. Takie są też doniesienia na temat reakcji mieszkańców chociażby Lubelszczyzny na ostatnie alarmy bojowe. To jest duży problem, bo to jest problem wiarygodności władzy publicznej. Władza w Polsce nie może wysyłać sprzecznych sygnałów – przestrzega red. Marek Budzisz.
Cała rozmowa z gościem „Aktualności dnia” dostępna jest [tutaj].
radiomaryja.pl



