Putin rządzi

W Moskwie odbędzie się dziś inauguracja prezydentury Władimira Putina. Były funkcjonariusz KGB obejmie urząd na sześć lat. W przeciwieństwie do dwóch pierwszych kadencji tym razem jego mandat jest kwestionowany, a wyborom i objęciu urzędu towarzyszą protesty.

To trzecia taka ceremonia w życiu Putina, a szósta w postsowieckiej historii Rosji. Władimir Władimirowicz był już prezydentem w latach 2000-2004 i 2004-2008 (wówczas kadencja była czteroletnia). Uroczystość inauguracji prezydentury ma trwać około 40 minut i odbędzie się w najbardziej reprezentacyjnym wnętrzu Rosji, Sali Andriejewskiej lub też Tronowej Wielkiego Pałacu Kremlowskiego. Żołnierze reprezentacyjnego Pułku Prezydenckiego wystąpią w mundurach z okresu wojen napoleońskich. Wniesione zostaną flaga państwowa, sztandar prezydencki i konstytucja. Wtedy na dziedzińcu po raz ostatni komendant wojskowy Kremla złoży meldunek ustępującej głowie państwa, Dmitrijowi Miedwiediewowi. W tym samym czasie kawalkada pojazdów z Władimirem Putinem przejedzie z Białego Domu (siedziby rządu, dotychczasowej rezydencji nowego prezydenta) i wjedzie na Kreml przez otwierane na wyjątkowe okazje Spaskie Wrota (Wrota Zbawiciela).

Salut 30 salw

Dokładnie w południe nowy prezydent przejdzie przez reprezentacyjne sale wypełnione gośćmi. Na scenie w obecności przewodniczących Dumy, Rady Federacji i Sądu Konstytucyjnego Miedwiediew przekaże mu kunsztowny złoty łańcuch – główne insygnium rosyjskiego prezydenta. Putin złoży następnie przysięgę. Wówczas orkiestra prezydencka odegra hymn Rosji, a na maszt rezydencji wciągnięty zostanie prezydencki sztandar. Z Bulwaru Kremlowskiego oddany zostanie salut z 30 salw armatnich. Wreszcie Putin wygłosi krótkie przemówienie. Następny punkt to przywitanie z wojskiem i parada formacji reprezentacyjnych. Wtedy obejmujący urząd prezydent otrzyma „przycisk jądrowy”, czyli tajne urządzenie do przechowywania kodów pozwalających na użycie arsenału nuklearnego państwa. Na zakończenie Putin i Miedwiediew wezmą udział w nabożeństwie w kremlowskim Soborze Zwiastowania Bogarodzicy (Błagowieszczeńskim), jednej z najważniejszych świątyń prawosławia – miejscu koronacji carów.

W ostatnim dniu swojej kadencji Dmitrij Miedwiediew zajął się armią. Już wiadomo, kto obejmie stanowisko po odwołanym 27 kwietnia Aleksandrze Zielinie. Od dawna spekulowano, że siłami powietrznymi dowodzić będzie ktoś spoza tego rodzaju sił zbrojnych. Mowa była najczęściej o stojącym na czele obrony powietrzno-kosmicznej generale Olegu Ostapience. W niedzielę najwyższy głównodowodzący postawił jednak na ciągłość w dowodzeniu i mianował pierwszym lotnikiem Rosji dotychczasowego zastępcę Zielina, generała majora Wiktora Bondariewa. Zapewne 9 maja przy okazji serii awansów wojskowych dostanie drugą, a wkrótce potem trzecią generalską gwiazdę. Nowy dowódca ma 52 lata i przeszedł wszystkie stopnie kariery wojskowego pilota formacji uderzeniowych – lotnika-snajpera, według rosyjskiej nieoficjalnej frazeologii. Służył głównie na Syberii. Ma łączny nalot 2600 godzin. Za poświęcenie i bohaterstwo otrzymał tytuł Bohatera Federacji Rosyjskiej. Jednocześnie poinformowano, że zwolniony z wojska Zielin zostanie doradcą ministra obrony do spraw lotniczych. Tego samego dnia Miedwiediew wymienił także dowódcę floty wojennej. Admirała Władimira Wysockiego zastąpi pochodzący z Kazachstanu wiceadmirał Wiktor Czirkow. To także zastępca poprzednika. Do 2009 r. Czirkow dowodził Flotą Bałtycką.

Marsz Milionów

To życie władzy. A obywatele nie zawsze tylko biernie obserwują i oklaskują swoich przywódców. W niedzielę odbył się Marsz Milionów, pochód opozycjonistów trasą z placu Kałużskiego na Bołotny zakończony rozpędzeniem demonstrantów przez OMON. O „milionach” oczywiście nie może być mowy. Skala protestów wobec nadużyć wyborczych znacznie zmalała od 5 grudnia ubiegłego roku, ale wciąż są to wielotysięczne rzesze.

Wczoraj przyszło wyrazić swój sprzeciw ok. 20 tysięcy osób, chociaż dane o liczebności mocno się wahają. Wśród uczestników pojawiło się około tysiąca Białorusinów. Już w trakcie przemarszu doszło do przykrego zdarzenia. Jeden z fotoreporterów wspiął się na elewację budynku i spadł z niej. Niestety zginął na miejscu. Gdy kolumna dotarła, śpiewając „Warszawiankę”, do placu Bołotnego, część aktywistów postanowiła iść dalej na Kreml. Ale siły porządkowe zabarykadowały most dzielący wiec od symbolicznego centrum władzy w Rosji. Grupie anarchistów udało się nawet przebić przez czterorzędowy kordon.

Organizatorzy zaproponowali jednak, by raczej pozostać na Bołotnym w „siedzącym strajku”. – Jest ciepło, pogoda piękna. Zostało kilkanaście godzin [do zaprzysiężenia Putina]. Usiądźmy i zostańmy tu – krzyczał Siergiej Udalcow, działacz rosyjskiej niekomunistycznej lewicy, wielokrotnie więziony organizator różnych protestów. Okazało się, że przemycono kilka namiotów. Kiedy jednak przyszła godzina zakończenia zebrania według zezwolenia, do akcji wkroczyli policjanci i omonowcy. Zatrzymano ponad 400 osób, w tym liderów ruchu O uczciwe wybory, m.in. Udalcowa oraz Borysa Niemcowa i Aleksieja Nawalnego. Rzecznik praw człowieka w Federacji Rosyjskiej Władimir Łukin, który był na placu Bołotnym, oświadczył, że „odpowiedzialność za zajścia spada na tę część organizatorów, którzy urządzili siedzący strajk”. – Nie mogę określić tego inaczej niż jako prowokacja. Ale poważne uchybienia były także po stronie policji. Funkcjonariusze zbyt skrupulatnie kontrolowali przy bramkach do wykrywania metali tak dużą liczbę ludzi i nie zapewnili dróg awaryjnych na wypadek powstania sytuacji nadzwyczajnej – ocenił. Organizatorzy podkreślają też, że wbrew zezwoleniu nie udostępniono na potrzeby manifestacji całego placu, co wpłynęło na zaostrzenie nastrojów.

Na dzisiaj planowana jest akcja „Białe Miasto”. Zamiast zorganizowanej demonstracji, której władze mogłyby przeszkodzić, zaproponowano protest rozproszony. To pomysł Udalcowa. Uczestnicy są wzywani do tego, żeby po prostu wysiąść z metra na jednej ze stacji okrężnej linii „Kolcowej” i udawać się indywidualnie lub małymi grupkami w stronę centrum. Bez plakatów i transparentów, a jedynie z białymi wstążkami – symbolem wolnościowego poruszenia w Rosji po fałszerstwach podczas wyborów do Dumy. Taka formuła nie wymaga zezwolenia. Policja nie jest też w stanie nadzorować tak ogromnego obszaru. Czas wyjścia „anonimowych manifestantów” jest tak dobrany, by spotkać się w rejonie placu Arbackiego z orszakiem Putina i pójść za nim ulicą Znamienka. Jest też drugi wariant. Jeśli się nie uda podejść tak blisko Kremla, uczestnicy pozostaną na bulwarach okalających ścisłe centrum.

Niektórzy działacze planują na tych bulwarach pozostać i założyć miasteczko namiotowe. Jednak mer Moskwy Siergiej Sobianin już dawno zapowiedział, że nie pozwoli w stolicy na żaden „Majdan” (jak w 2005 r. w Kijowie) i dlatego jest zgoda na wiece i marsze, ale nie ma mowy o pikietach, a już w żadnym wypadku o namiotach. Wczoraj swój mityng zorganizował też prokremlowski Zjednoczony Front Narodowy, który zamierza świętować objęcie władzy przez Putina przy muzyce i występach artystycznych. W Parku Zwycięstwa miało się zebrać 50 tysięcy osób. Organizatorzy zmniejszyli tę liczbę do 30 tysięcy. Prawdopodobnie przyszło jeszcze mniej – mniej więcej tyle, ile na Bołotny.

Piotr Falkowski

drukuj