Przemysłowcy oburzeni sposobem redukcji mocy

Przemysłowi odbiorcy energii są oburzenie sposobem redukcji mocy, do której doszło na skutek upałów – informuje portal niezależna.pl. W liście do premier Ewy Kopacz pytają, kto pokryje ich straty z wymuszonego natychmiast ograniczenia produkcji.

Polskie Sieci Energetyczne bronią się, że był to sytuacja nadzwyczajna i podjęto działania w ramach obowiązującego prawa.

Odbiorcy odpowiadają, że ograniczenia zostały wprowadzone bez uprzedzenia, nie dając możliwości wcześniejszego przygotowania się do planowanych redukcji.

Henryk Kliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, mówi, że zastosowano rozwiązanie siłowe, przypominające te z lat 80. ubiegłego wieku.

– Cały nasz system trzeba przebudować. Tak naprawdę z jednej strony chcielibyśmy, żeby jakaś instytucja, wskazana przez panią premier, sprawdziła wszystkie czynności, które były związane z kryzysem energetycznym. Określone koszty zostały poniesione. Faktycznie zostały one przerzucone – tak, jak i odpowiedzialność za brak mocy w systemie – na odbiorców. Nikt nie chce rozmawiać na temat ewentualnego pokrycia strat wynikających z przerwanej produkcji. Wszyscy chodzą w glorii i chwale, bo udało się uniknąć blackout’u – zwraca uwagę Henryk Kiliś.

W poniedziałek Polskie Sieci Elektroenergetyczne wprowadziły najwyższy, 20 stopień zasilania. Ograniczenie w dostawie prądu dotknęło co najmniej 1600 firm z Polsce.

Eksperci na łamach jednego z dzienników ostrzegają, że bez inwestycji w energetykę problem ten wróci za rok. Przypominają, że w Polsce systematycznie wyłączane będą wysłużone siłownie.

Ograniczenia są wynikiem wysokich temperatur powietrza i niskiego stanu wód w zbiornikach wodnych. Obniżony poziom wody uniemożliwia skuteczne chłodzenie bloków energetycznych. Rozporządzenie rządu pozwala na wprowadzanie ograniczeń do końca miesiąca. Wiadomo jednak, że do jutra, do godz. 10.00 ma obowiązywać 11 stopień zasilenia, czyli brak ograniczeń.

RIRM

drukuj