Przechowalnie zamiast przedszkoli
Rodzice przedszkolaków protestują przeciwko rządowym zmianom degradującym przedszkola publiczne i na własną rękę szukają rozwiązań. Jeden z portali internetowych opublikował dziś listy rodziców, którzy zarzucają, że przedszkola obecnie stają się „przechowalnią zamiast przedszkolem”. Rodzice wskazują m.in.: na obietnice rządu dot. obniżania kosztów nauki, które stały się problemem.
Zgodnie z nową ustawą, opłaty za przedszkole nie mogą być wyższe niż 1 zł za każdą dodatkową godzinę powyżej pięciu godzin, które są bezpłatne. W ten sposób, dzieci z publicznych placówek pozbawiane są zajęć dodatkowych tj.: taniec, rytmika, czy język obcy.
Rodzice znajdują jednak nowe rozwiązania – akcentuje Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców.
– Okazuje się, że umowę z firmami zewnętrznymi mogą podpisać rady rodziców, jak również – przy dobrej woli przedszkola – może ono odnajmować salę danej firmie. Rodzice mogą również indywidualnie podpisywać umowy (poza dyrekcją przedszkola) z daną firmą, jak i zgodę na to, żeby dziecko w tym czasie przebywało nie z nauczycielem przedszkola, a z instruktorem, czy nauczycielem angielskiego. Zachęcamy, by korzystać z takich kruczków prawnych, by organizować te zajęcia dzieciom. One bardzo wzbogacają ofertę przedszkolom, są potrzebne i ważne – powiedziała Karolina Elbanowska.
Tymczasem Miłosz Nowaczyk, ojciec dziecka w wieku przedszkolnym, napisał: „Teraz dziecko w przedszkolu „przemknie” przez 2 lub 3 lata przechowalni, potem trafi do „szkoły”, gdzie będzie miało okaleczony język ojczysty, minimalną ilość języków uniwersalnych, brak historii, ograniczenie nauk ścisłych i brak jakichkolwiek podstaw kultury cywilizacyjnej”.
Z kolei Karolina Elbanowska dodaje, że działania rządu nie są przypadkowe i mogą mieć na celu zniechęcenie rodziców do posyłania dzieci do przedszkoli.
– Obawiamy się, że pomysł zlikwidowania zajęć dodatkowych w przedszkolach tak naprawdę obniży poziom nauczania w przedszkolach; po to, żeby kontrast, który jest widoczny między szkołą a przedszkolem dla sześciolatka był mniej jaskrawy. By rodzice myśleli, że skoro w przedszkolu nie ma już angielskiego, to może dziecko trzeba wysłać do szkoły. Tam będzie miało zajęcia z angielskiego już w I klasie. Problem polega na tym, że np.: język angielski w I klasie to fikcja, o czym mówią nauczyciele – stwierdziła Karolina Elbanowska.
RIRM
