Prof. A. Nowak dla „Naszego Dziennika”: Mamy być może ostatnią szansę, by obronić suwerenność Polski. W tym sensie są to wybory rzeczywiście wyjątkowo ważne, może najważniejsze
Rząd, który reprezentuje także Rafał Trzaskowski jako zastępca przewodniczącego partii rządzącej, jawnie szkodzi Polsce. W połączeniu z tendencjami w Unii Europejskiej i dążeniem do superpaństwa, co przejawia się w odbieraniu kompetencji państwom członkowskim, a tak się ostatnio dzieje w sprawie obronności, ta szkoda będzie jeszcze większa. Państwa powinny zdecydowanie bronić swojej suwerenności. Mamy być może ostatnią szansę, by coś jako obywatele zrobić w tej sprawie. W tym sensie są to wybory rzeczywiście wyjątkowo ważne, może najważniejsze – mówił prof. Andrzej Nowak, historyk, członek Obywatelskiego Komitetu Poparcia dr. Karola Nawrockiego, w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Dariusz Pogorzelski: W listopadzie na spotkaniu w historycznej sali „Sokoła” w Krakowie przedstawił Pan prezesa IPN dr. Karola Nawrockiego jako obywatelskiego kandydata na prezydenta. Czy jest Pan zadowolony z wyniku, jaki dr Nawrocki uzyskał w I turze wyborów?
Prof. Andrzej Nowak: W świetle tego, jak przebiegała dotychczasowa kampania wyborcza, można uznać ten wynik za zdecydowanie dający nadzieję.
W jakim sensie?
Na początku tej kampanii najsilniejsze media prowadziły zmasowaną kampanię hejtu w stosunku do Karola Nawrockiego. Próbowano przedstawiać go jako jakiegoś kryminalistę, wywodzącego się z patologicznego środowiska. Konsekwentnie też głoszono, że jego poparcie zatrzyma się na poziomie 12-15 proc. W pewnym momencie lansowano tzw. mijankę.
Czyli wejście do II tury nie Karola Nawrockiego, ale kandydata Konfederacji Sławomira Mentzena.
Powtarzano, że Mentzen bez trudu wyprzedzi Karola Nawrockiego, a prezes Jarosław Kaczyński, popierając w imieniu PiS kandydata obywatelskiego, popełnił fatalny błąd. Apogeum dotychczasowej kampanii hejtu była słynna kawalerka. To przekroczyło wszelkie granice łajdactwa, manipulacji, kłamstwa, z jakimi mieliśmy do czynienia po 2005 roku, kiedy to uruchomiono przemysł pogardy.
Jeżeli wobec takiej kampanii kandydat obywatelski uzyskał wynik właściwie remisowy z kandydatem Platformy Obywatelskiej, to jest to przede wszystkim ogromny sukces w walce z hejtem i z kampanią negatywną. Różnica 1,8 proc. jest znikoma, do tego 25 proc. głosów uzyskali inni kandydaci prawicowi.
Część polityków Platformy Obywatelskiej oraz media prorządowe przestrzegały, że walka będzie trudna, a wynik może być, jak to się zwykło w tej kampanii mówić, „na żyletki”, czyli bardzo wyrównany.
Takie sygnały od czasu do czasu były wysyłane przez te środowiska. One pojawiały się także w poprzednich wyborach prezydenckich. Wypuszczano je celowo po to, aby w momencie fiaska negatywnej kampanii, uderzającej w kandydata patriotycznego, łatwiej można było przejść do kampanii mobilizującej własny elektorat. „Zbliża się decydujący moment, musicie masowo pójść do wyborów” – taki komunikat wysyłano do swoich wyborców.
Stąd też tzw. spoty profrekwencyjne, które mobilizowały lewicowo-liberalny elektorat. Teraz okazuje się, że kampania „profrekwencyjna” przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku była finansowana z zagranicy, m.in. przez firmy związane z Partią Demokratyczną z USA.
Żałuję, że do tej kampanii nie wracamy na drodze prawnej, bo te wszystkie nieprawidłowości powinny być wyjaśnione przez sąd, a odpowiedzialni za manipulacje i nadużycia winni być ukarani. Skandalem była przecież akcja plakatowa promująca hasło: „Polacy! Pokonajmy to zło! Wygramy…”, wybite dużymi literami, pod którym był dopisek „z sepsą”, wydrukowany już o wiele mniejszą czcionką. Kampanię tę przeprowadził Jerzy Owsiak i jego fundacja. Przecież oni porównali Prawo i Sprawiedliwość i kilka milionów wyborców do śmiertelnej choroby. A wszystko to miało służyć mobilizacji negatywnego elektoratu i rzeczywiście niemała część, zwłaszcza ludzi młodych, poszła głosować przeciwko tej „sepsie”.
Czy te mechanizmy będą powtórzone przed drugą turą wyborów prezydenckich?
Historia rzadko powtarza się w wymiarze „jeden do jednego”. Myślę, że sztabowcy Donalda Tuska, bo to przecież on prowadzi tę kampanię swojemu zastępcy, pracują nad rozmaitymi wariantami. Przeciwko Karolowi Nawrockiemu angażowały się niektóre instytucje rządowe, podległe premierowi Tuskowi. Skandaliczne były działania NASK, która przez dłuższy czas „nie zauważyła” w internecie filmików szkalujących Karola Nawrockiego i Sławomira Mentzena, a chwalących Rafała Trzaskowskiego. Potem w tej sprawie wydała zmanipulowany komunikat, sugerując rosyjskie wpływy, które miały równomiernie szkodzić wszystkim tym trzem kandydatom. W całej tej sprawie chodziło o przygotowanie pretekstu do ewentualnego unieważnienia wyborów z powodu wpływów ze Wschodu.
Czyli przypadek z Rumunii.
Ale media obnażyły tę aferę i plan w takim wydaniu się nie udał. To pokazuje, że Donald Tusk i jego akolici są zdolni do wielu rzeczy, o których nie mam nawet wyobrażenia. Moja wyobraźnia na pewno jest zdecydowanie uboższa, gdy idzie o sposoby kłamstwa, manipulacji, fałszowania wyborów.
Panie Profesorze, jak zmobilizować tych wyborców, którzy wcześniej głosowali na PiS, a 18 maja pozostali w domu albo oddali głos na innych kandydatów?
W drugiej turze jest tylko taki wybór: albo jesteś za Donaldem Tuskiem, albo jesteś za Karolem Nawrockim. Czy jesteś za oddaniem całej władzy nad Polską w ręce człowieka, który jej ewidentnie nadużywa ponownie od 13 grudnia 2023 roku? Każdy powinien sobie odpowiedzieć na to kluczowe pytanie i na kilka innych.
Jakich?
Czy to, co robi rząd Tuska, sprzyja rozwojowi gospodarczemu, przedsiębiorczości, wolności indywidualnej, rodzinom, zwalczeniu kryzysu demograficznego? Czy sprzyja to bezpieczeństwu Polski? Jeżeli odpowiedź na te wszystkie pytania jest pozytywna, to głosujesz na kandydata premiera Tuska – na jego partyjnego zastępcę. Jeżeli jednak obawiasz się, że ta władza, zwielokrotniona jeszcze objęciem urzędu prezydenta, nie będzie dobra dla Polski, to głosujesz oczywiście przeciwko Donaldowi Tuskowi i jego kandydatowi. To jest plebiscyt. Każdy zdrowo rozumujący obywatel, nie jakiś analityk, tylko zwykły człowiek, zdaje sobie sprawę, że głosowanie 1 czerwca ma charakter referendum. Czy jesteś za autokratyczną władzą Donalda Tuska, czy jesteś przeciwko tej władzy.
Już w wieczór wyborczy i następnego dnia po głosowaniu kandydaci wywodzący się z koalicji rządzącej, czyli Szymon Hołownia i Magdalena Biejat, poparli Rafała Trzaskowskiego. Natomiast prawicowi kandydaci – Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun – nie wykonali takiego gestu wobec Karola Nawrockiego. Jak Pan ocenia to zdystansowanie się do kandydata prawicowego?
Wydaje mi się to całkowicie oczywiste. Taka jest polityka demokratyczna. Z jednej strony mamy do czynienia z partyjnymi wydmuszkami, które są sztuczną kreacją stworzoną przez sztabowców Donalda Tuska po to, aby tylko udawać jakiś pluralizm. To przypomina zależność ZSL-u i Stronnictwa Demokratycznego wobec PZPR w czasach PRL-u. ZSL i SD były satelitami PZPR, tak jak dziś Trzecia Droga Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołowni oraz Lewica, z której wywodzi się pani Biejat, to satelity Platformy Obywatelskiej. Ujawnili to w całej pełni, nie targując się o nic, nie stawiając żadnych warunków, tylko natychmiast po wyborach, gdzie spełnili swoją rolę pseudoalternatywy pluralizmu, złożyli hołd lenny Rafałowi Trzaskowskiemu, a właściwie szefowi partii rządzącej. Natomiast partia pana Mentzena i formacja pana Brauna z całą pewnością nie są tworami Prawa i Sprawiedliwości. Są zupełnie odrębnymi bytami, różniącymi się w niektórych istotnych kwestiach politycznych. Dlatego ich liderzy nie mogli natychmiast i bezwarunkowo udzielić poparcia kandydatowi, którego lansuje inna partia, a z którą rywalizują na scenie demokratycznej. Oni muszą się więc targować i nie mam o to do nich pretensji. Mam nadzieję, że te targi skończą się stwierdzeniem: jeżeli chcesz zniszczyć Polskę, to nie idź do wyborów albo głosuj na Rafała Trzaskowskiego; natomiast jeżeli chcesz dać Polsce szansę na następne wybory demokratyczne, do których monowładza Donalda Tuska po zdobyciu Pałacu Prezydenckiego może nie dopuścić, to oddaj głos na Karola Nawrockiego.
Kolejnych wyborów, np. do parlamentu, może nie być?
Wybory będą, ale w formule, jaką znamy z PRL-u, czyli startuje Platforma Obywatelska i jej partie satelickie, bez udziału wykluczonych – tak czy inaczej – Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Dlaczego tak może się stać?
Bo zarówno PiS, jak i Konfederacja oraz ugrupowanie Brauna mogą być zdelegalizowane. Przecież coraz częściej słyszymy od polityków koalicji rządzącej i sprzyjających jej tzw. autorytetów, że trzeba zakazać możliwości działania partii Jarosława Kaczyńskiego. W ubiegły czwartek minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski powiedział, że Grzegorz Braun powinien już dawno siedzieć. To chodziło o głośne zajście z gaśnicą w Sejmie. Ruch Grzegorza Brauna jest określany mianem ruchu faszystowskiego, antysemickiego i za to, w opinii obecnej władzy, powinien być zdelegalizowany. Podobne zarzuty kierowane są pod adresem Konfederacji.
Dlatego też albo pan Mentzen i pan Braun zdecydują się poprzeć kandydata, który może zablokować scenariusz wprowadzenia rządów autorytarnych, albo niebawem znajdą się poza legalną polityką, a niewykluczone, że także w więzieniu.
Część polityków i zwolenników Konfederacji, głównie wywodzących się z Ruchu Narodowego, otwarcie mówi: „Idziemy na II turę i głosujemy przeciwko Trzaskowskiemu”. Czy to wynika z tego zagrożenia?
Sądzę, że wśród zdecydowanej większości wyborców Konfederacji jest takie zrozumienie. Ale myślę, że głosowanie przeciw zastępcy Donalda Tuska wynika też z zagrożeń, jakie niesie polityka obecnego rządu dla rozwoju przedsiębiorczości w Polsce. Rozwój gospodarki jest dla Konfederacji istotny. Zresztą to powinno być ważne dla każdego obywatela zatroskanego o przyszłość naszej Ojczyzny. Tym bardziej że sytuacja ekonomiczna pogarsza się lawinowo. Deficyt jest rekordowy – 289 mld zł. Ludzie tracą pracę, tylko w Krakowie w ciągu jednego miesiąca duże korporacje zlikwidowały ponad 3,5 tys. miejsc pracy. Niestety to zjawisko się nasila. Tymczasem rząd jest bierny wobec tych tendencji na rynku pracy. Co do wyborców Grzegorza Brauna, to niestety czasami słyszę takie głosy, że im gorzej w Polsce, tym lepiej.
Jak to rozumieć?
Zakładają tak: im bardziej zostanie zniszczone polskie państwo przez obecną władzę, tym większa będzie szansa dla ich ugrupowania na lepszy wynik w najbliższych wyborach parlamentarnych. Radykalnie odrzucają obecny system władzy, powtarzając: „PiS – PO samo zło”. To myślenie jest niebezpieczne dla państwa, grozi katastrofą.
Sądzę, że takich osób jest naprawdę niewiele.
Też mam taką nadzieję i wierzę, że w tym środowisku dominuje dojrzałe rozumienie polskiej racji stanu. Jest to istotne zwłaszcza w kontekście relacji z Unią Europejską, kiedy narasta zagrożenie, jakim jest coraz głębsze uzależnienie Polski od Brukseli oraz Niemiec.
Niektórzy wyborcy Grzegorza Brauna bardzo często podkreślają, że są prawicą ideową. Jak więc ci, którzy rozważają niepójście do II tury wyborów albo głosowanie na kandydata PO, mogą pogodzić ową ideowość z deklaracją Rafała Trzaskowskiego z wieczoru wyborczego, kiedy zapowiedział, że jedną z pierwszych jego decyzji jako prezydenta będzie podpisanie ustawy dopuszczającej zabijanie dzieci poczętych do 12. tygodnia życia? Zapowiedział też wprowadzenie tzw. rozdziału Kościoła od państwa i właściwie całą lewicową agendę.
Można by do tego dodać co najwyżej proste pytanie: czy „szczęść Boże”, którym zaczyna każde swoje wystąpienie Grzegorz Braun, coś naprawdę znaczy, czy jest tylko ozdobnikiem retorycznym bez głębszego znaczenia? Wszak tu idzie o sprawę Bożą, jaką jest obrona życia poczętego. Mam nadzieję, że „szczęść Boże” zobowiązuje wyborców pana Brauna, a także wszystkich katolików do masowego udziału w tych wyborach przeciwko kandydatowi, który jasno opowiada się przeciwko życiu i przeciwko krzyżowi. To też warto przypomnieć, że nakazane przez pana Trzaskowskiego zdejmowanie krzyży ze ścian stołecznych urzędów jest w rzeczywistości jego programem dla całej Polski.
Czy Pan angażuje się w jakiś sposób w działalność sztabu wyborczego, np. doradzając Karolowi Nawrockiemu, dzieląc się jakimiś uwagami?
Kampanię prowadzi wyłącznie sztab wyborczy, z którym właściwie nie mam kontaktu. Mam natomiast kontakt, choć rzadki, z Karolem Nawrockim oraz oczywiście z wieloma członkami Obywatelskiego Komitetu Poparcia. Swoje sugestie oraz sugestie członków komitetu czasami przekazuję panu doktorowi Nawrockiemu. Pomysłów jest bardzo wiele, są one dyktowane dobrą wolą, ale rozumiemy, że nie wszystkie są możliwe do realizacji czy wykorzystania, i trzeba je selekcjonować. Przy tej okazji chcę podkreślić jedną rzecz: niesamowitą pracowitość i odporność Karola Nawrockiego. Każdy inny człowiek pod taką lawiną kłamstw, która płynie w jego kierunku, załamałby się. On daje temu odpór.
Okazuje się też, że Karol Nawrocki – doktor historii, bokser, bardzo łatwo nawiązuje, jakkolwiek by to brzmiało, kontakt z ludźmi w różnym wieku. A mówiono, że jest kandydatem „drewnianym”, bez charyzmy. Czy zaskoczyła Pana otwartość Karola Nawrockiego na ludzi, jaką widzimy na spotkaniach wyborczych?
Absolutnie nie. Od kilku lat, jako członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, mam okazję spotykać się dość regularnie z panem Nawrockim, a także miałem z nim wiele nieformalnych rozmów. Karol Nawrocki to niezwykle inteligentny człowiek, ma także dobrze rozwiniętą inteligencję emocjonalną, co jest ważne w działalności publicznej. Można być przecież człowiekiem inteligentnym, wykształconym, a zamkniętym w sobie, gburem, ale to akurat nie jest przypadek pana doktora. Opinia o „sztywności” kandydata wzięła się z jego wystąpienia w sali „Sokoła” w Krakowie. Wtedy pan Nawrocki znalazł się w zupełnie nowej roli i, co naturalne, był zdenerwowany. Do tego doradzono mu, aby przemówienie odczytał z kartki. Karol Nawrocki nigdy wcześniej ani później nie czytał z kartki. On świetnie mówi z głowy, o czym wszyscy się przekonali już wielokrotnie. Ma niezwykłą zdolność mocnego, energetycznego, kompetentnego i spójnego przemawiania.
Właściwie przy każdych wyborach pojawia się stwierdzenie, że te wybory, które przed nami, są najważniejsze. Czy wybory 1 czerwca są rzeczywiście najważniejsze, czy jest to przesada?
Jako historyk wiem, że każde następne wybory, jeżeli będą, mogą się wydawać najważniejsze, ale tutaj istotne jest pytanie, czy będą następne demokratyczne wybory, czy dostaniemy następną szansę. Otóż jeżeli rząd Donalda Tuska otrzyma od wyborców możliwość przeprowadzenia każdego prawa, na przykład delegalizującego wszystkie partie opozycyjne, a o tym się mówi, to po prostu nie będzie następnych demokratycznych wyborów. I taka jest stawka najbliższego głosowania, oczywiście z punktu widzenia demokracji. Natomiast z punktu widzenia przyszłości Polski określenie, czy to są najważniejsze wybory, jest trudniejsze.
Dlaczego?
Jako Naród możemy przetrwać bez wyborów demokratycznych, ale będzie to niebezpieczne dla państwa. Ten rząd, który reprezentuje także Rafał Trzaskowski jako zastępca przewodniczącego partii rządzącej, jawnie szkodzi Polsce. W połączeniu z tendencjami w Unii Europejskiej i dążeniem do superpaństwa, co przejawia się w odbieraniu kompetencji państwom członkowskim, a tak się ostatnio dzieje w sprawie obronności, ta szkoda będzie jeszcze większa. Państwa powinny zdecydowanie bronić swojej suwerenności. Mamy być może ostatnią szansę, by coś jako obywatele zrobić w tej sprawie. W tym sensie są to wybory rzeczywiście wyjątkowo ważne, może najważniejsze.
Dziękuję za rozmowę.
Dariusz Pogorzelski/„Nasz Dziennik”



