fot. https://www.youtube.com/@KanalZeroPL

Prof. A. Jabłoński o debatach: Nikt nie stracił tak dużo, jak pan Trzaskowski

Pan Trzaskowski nie wypadł dobrze. Pan Trzaskowski dodatkowo zrezygnował z uczestniczenia w poniedziałkowej debacie, co zostało odnotowane jako ucieczka, która znacząco – myślę – wpłynie także (…) na obniżenie jego notowań i będzie teraz poważna próba odrobienia tych strat. Czy po tych debatach ujawnili się jacyś znaczący faworyci? Mógłbym powiedzieć, że nie. Nikt natomiast nie stracił tak dużo, jak pan Trzaskowski – mówił we wtorkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja prof. Arkadiusz Jabłoński, socjolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, komentując trzy debaty prezydenckie, jakie odbywały się na przestrzeni ostatnich dni.

Za nami trzy debaty prezydenckie w różnych składach, jeśli chodzi o kandydatów. Obecności i nieobecności na nich przyczyniły się do zauważalnych zmian w sondażach, zwłaszcza jeśli chodzi o dwóch czołowych kandydatów – Karola Nawrockiego (wzrost notowań) i Rafała Trzaskowskiego (spadek notowań).

– Pan Trzaskowski nie wypadł dobrze. Pan Trzaskowski dodatkowo zrezygnował z uczestniczenia we wczorajszej (tj. poniedziałek – red.) debacie, co zostało odnotowane jako ucieczka, która znacząco – myślę – wpłynie także (…) na obniżenie jego notowań i będzie teraz poważna próba odrobienia tych strat. Czy po tych debatach ujawnili się jacyś znaczący faworyci? Mógłbym powiedzieć, że nie. Nikt natomiast nie stracił tak dużo, jak pan Trzaskowski. Niektórzy odzyskali w ogóle tlen polityczny, tak jak pan Hołownia, w jakimś sensie pani Magdalena Biejat. Szkoda, że jej nie było. Byłoby to wtedy potwierdzenie jej kobiecej odwagi i umiejętności uczestniczenia w różnych formatach politycznych, a nie tam tylko, gdzie coś jest przygotowane zgodnie ze światopoglądowym komfortem tzw. liberalno-lewicowych kandydatów – zwrócił uwagę prof. Arkadiusz Jabłoński.

W debatach pojawiły się też postacie, które nie są kojarzone ze światem tzw. wielkiej polityki, jak Artur Bartoszewicz, Marek Woch i Maciej Maciak.

– Trochę mnie zaskoczył brak pana Macieja Maciaka. Nie wiem, z czego to wynikało. Ten człowiek funkcjonuje w sferze blogu internetowego. Szczerze mówiąc, zupełnie nie zetknąłem się z nim wcześniej, była to dla mnie całkowicie nowa postać. Słyszałem potem w komentarzach, że kontrowersyjna, ale – można powiedzieć – wystąpienie w debacie w Końskich chyba nie przyniosło mu znaczącego poparcia. Pan Marek Woch to zupełnie inna sprawa, bo to jest bezpartyjny samorządowiec, człowiek, który już od dłuższego czasu funkcjonuje w polityce. Nie jest oczywiście twarzą rozpoznawalną medialnie, natomiast jego wypowiedzi miały duży walor merytoryczny, natomiast chyba jeszcze pan Marek Woch nie nauczył się tego medialnego skrótu, prezentowaniu własnych poglądów tak, żeby one były jednoznaczne i ciekawe dla odbiorców. Zupełnie inna kategoria to pan Artur Bartoszewicz. Jest bardzo znany, sprawny merytorycznie, dodatkowo jako doktor nauk ekonomicznych, świetny specjalista od spraw gospodarczych i prezentował się w sposób bardzo przekonujący – ocenił socjolog.

Choć Artur Bartoszewicz, znając specyfikę wyborów w Polsce, nie ma szans być w nich – jak to określił gość „Aktualności dnia” – „gamechangerem”, to jednak dąży do tego, by wejść do głównego nurtu polityki jako postać spoza tzw. PO-PiS-u, czyli partyjniackiej, nomenklaturowej polityki. W tym kontekście – jak uważa ekspert – ekonomista może zostać następcą Sławomira Mentzena czy Szymona Hołowni, którzy właśnie na takim podejściu budowali swój polityczny wizerunek.

Kolorytu trwającej kampanii dodaje start w majowych wyborach dziennikarza Krzysztofa Stanowskiego, znanego z ironicznego stylu wypowiedzi i cenionego za wiele trafnych spostrzeżeń przedstawionych nierzadko w zabawnej i ciekawej formie.

– Pan Krzysztof Stanowski (…) nie ukrywa, iż jego akcja polityczna ma walor publicystyczno-edukacyjny. Postawił sobie za punkt honoru ujawnianie słabości kandydatów i w ogóle całego procederu wyborów prezydenckich w Polsce, pokazując, że mamy tutaj do czynienia z bardzo poważnym przedsięwzięciem, które to cały naród wybiera jednego człowieka, aby stał na czele państwa, a z drugiej strony prezydent niewiele może, gdy idzie o konstytucyjne gwarancje jego sprawowania władzy. Dlatego stara się on punktować słabości tych kandydatów, którzy próbują mówić o prezydencie, jakby on był królem lub też nie rozumieć w ogóle, iż nie dorośli może jeszcze do funkcji prezydenta i nie stanowią takiego formatu. Wydaje mi się, że ten jego ironiczny styl komentarzy dotyczących prezydentury ma dla wielu odbiorców także walor edukacyjny – mówił prof. Arkadiusz Jabłoński.

Kolorową postacią jest też lewicowa polityk Joanna Senyszyn.

– Gdy idzie o szanowną panią profesor Joannę Senyszyn, (…) pojawia się pewien uśmiech na twarzy, ale człowiek sam nie wie, czy się uśmiecha dlatego, że ta pani potrafi być momentami – nazwijmy to umownie – kolorowa w swoim sposobie odzywania się, w sposobie reagowania. Natomiast jej przekaz naprawdę nie jest godny uwagi i tu jest ryzyko, że te bardzo lewackie, niekiedy bardzo agresywne – skierowane np. wobec Kościoła katolickiego – tezy ubierane są w wypowiedzi starszej pani, która chce, a nawet potrafi być od czasu do czasu dowcipna i ciekawa.  To jest momentami taka – nazwijmy to – diabelska sztuczka, której ja się bardzo boję, gdyż za twarzą osoby, która staje się coraz bardziej przyjazna w odbiorze, wybrzmiewają bardzo wrogie, bardzo nieprzyjemne i niekiedy bardzo fałszywe tezy – zwrócił uwagę gość „Aktualności dnia”.

Zdaniem eksperta czeka nas teraz konsumowanie efektów tych debat. Ci, którzy utracili część elektoratu, będą próbowali ją odbić, natomiast ci, którzy zyskali większe poparcie, postarają się pójść za ciosem.

Całość rozmowy z prof. Arkadiuszem Jabłońskim jest dostępna [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj