Prof. A. Dudek: Trudno przypuszczać, by Kiszczak fabrykował dokumenty

„Uważam, że te dokumenty były polisą ubezpieczeniową Czesława Kiszczaka” – podkreślił prof. Antoni Dudek, przewodniczący Rady Instytutu Pamięci Narodowej, wskazując na materiały z okresu PRL znalezione w mieszkaniu byłego ministra spraw wewnętrznych. Gość środowej audycji „Polski punkt widzenia” zaznaczył, że nie można w całości podważać wiarygodności odnalezionych dokumentów.

Prof. Antoni Dudek – w rozmowie z red. Robertem Knapem – zauważył, że materiały, jakie Czesław Kiszczak wyselekcjonował z olbrzymiej ilości teczek przepływających przez jego biurko, mogą być bardzo ważne i istotne.

Nie sądzę, żeby wywoził do domu i trzymał latami dokumenty o niskiej wartości – tłumaczył przewodniczący Rady IPN.

Przyznał, że czeka nie tylko na akta w sprawie TW „Bolka”. Problem współpracy Lecha Wałęsy z SB uważa za jednoznacznie wyjaśniony przez książkę Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka wydaną przez IPN. „Spodziewam się, że będą tam także dokumenty dotyczące innych spraw, innych osób, innych wydarzeń” – mówił.

Nie zgadzam się z pewnymi detalami w książce Cenckiewicza i Gontarczyka, natomiast z główną tezą oczywiście się zgadzam, bo trudno tę książkę podważać, ona jest dobrze udokumentowana. Ja byłem sceptyczny co do jej wydania, bo uważałem, że IPN powinien wydać albo pełną biografię Wałęsy, albo – jeśli to ma dotyczyć tylko tego wątku – to powinno ukazać się poza Instytutem. IPN zapłacił za to wysoką cenę. Jak wiemy, w 2010 roku nastąpiła nowelizacja ustawy, która wyrządziła Instytutowi spore szkody – przekonywał prof. Antoni Dudek.

Odpowiadając na pytanie o wiarygodność znalezionych akt, gość środowej audycji „Polski punkt widzenia” akcentował, że trudno podejrzewać, by Czesław Kiszczak – będąc na emeryturze – przez ostatnie lata nocami fabrykował dokumenty.

To byłoby absurdalne. Można to przecież łatwo sprawdzić, bo jest to np. kwestia papieru, są specjalne techniki, które pozwalają określić ich termin. Wydaje się, że prawdopodobieństwo tego typu działań przez niego u schyłku życia jest znikome – zaznaczył przewodniczący Rady IPN.

Przyznał, że w celu sprawdzenia autentyczności znalezionych materiałów, można jest porównać z innymi dokumentami, znajdującymi się w archiwach IPN-u, co – jak zapewnił – zostanie zrobione.

Trzeba odróżnić autentyczność dokutemu, czyli to, że powstał on np. w 1974 roku, od informacji zawartych w tym dokumencie. (…) Sam dokument jest oryginalny, odpowiada stanowi funkcjonariusza czy agenta bezpieki, ale nie znaczy to, że wszystko, co on zapisał jest absolutnie zgodne z prawdą. Nie, tam mogą być różne przekłamania, nieścisłości – powiedział prof. Antoni Dudek.

Dodał jednak, że na podstawie pojedynczych nieścisłości nie można całkowicie podważyć wiarygodności akt. „To byłoby absurdalne” – mówił.

W jego ocenie materiały przetrzymywane przez Czesława Kiszczaka były dla byłego ministra spraw wewnętrznych „polisą ubezpieczeniową”. Jak tłumaczył, Kiszczak mógł spodziewać się pociągnięcia go do odpowiedzialności za zbrodnie aparatu komunistycznego w okresie PRL.

W 1993 roku po raz pierwszy skierowano przeciwko Kiszczakowi akt oskarżenia. Przez następne ponad 20 lat toczyły się procesy Kiszczaka tyle tylko, że dziwnym trafem nigdy nie udało się go skazać, aż do całkiem niedawnego okresu u schyłku życia, kiedy w końcu otrzymał wyrok prawomocny za stan wojenny. Rodzi się pytanie: Dlaczego? Być może ma to jakiś związek z jego szafą. Tego nie wiemy, ale ja nie wykluczam, że tak mogło być – tłumaczył przewodniczący Rady IPN.

Przypomniał przypadek, w którym Czesław Kiszczak jeszcze za swojego życia podzielił się przetrzymywanymi przez siebie materiałami. Jak zauważył profesor, lata temu Kiszczak pokazał zdjęcia z Magdalenki, zaś później przekazał Telewizji Polskiej 5-godzinny zapis filmów z tych rozmów.

Był to jedyny przypadek, kiedy Kiszczak coś dał, natomiast rzeczywiście były takie zachowania Kiszczaka, które wskazywały, że musi mieć to archiwum – podkreślił politolog.

Przyznał, że po masowej operacji niszczenia dokumentów, co zostało potwierdzone, część akt została „sprywatyzowana”. Czesław Kiszczak nie był wyjątkiem – dodał.

Robili to też inni. Jest natomiast pytanie: Co dalej z tymi dokumentami? Czy możliwe jest dzisiaj ich odzyskanie? Jestem niestety pesymistycznie nastawiony, dlatego że podejrzewam, że ta historia, której jesteśmy świadkami, wywoła kolejną falę niszczenia tych dokumentów. Niektórzy uznają, że nie będą już ryzykować – przekonywał prof. Antoni Dudek.

Może okazać się jednak – jak mówił – że te dokumenty zostaną jeszcze lepiej ukryte.

Całość audycji „Polski punkt widzenia” z udziałem prof. Antoniego Dudka, przewodniczącego Rady Instytutu Pamięci Narodowej, można obejrzeć [tutaj].

RIRM

drukuj