fot. PAP/Paweł Supernak

Prof. A. Dudek: Niektóre rozwiązania ws. IPN oceniam krytycznie

„W ustawie o IPN są rozwiązania, które oceniam krytycznie. Przede wszystkim chodzi mi o to, że środowisko akademickie zostało pozbawione wpływu na wyłanianie Kolegium IPN” – podkreślił w rozmowie z portalem Radia Maryja prof. Antoni Dudek, przewodniczący Rady IPN. W myśl nowelizacji ustawy, Radę IPN zastąpi Kolegium wybierane przez Sejm, Senat i prezydenta.

Część zmian zaproponowanych przez Prawo i Sprawiedliwość prof. Antoni Dudek ocenił jednoznacznie pozytywnie. Jak tłumaczył, zaletą ustawy jest likwidacja zbioru zastrzeżonego, co – według niego – powinno było nastąpić dużo wcześniej.

Cieszę się, że ktoś odważył się to zrobić. Podoba mi się też, że te działania, które dotąd IPN prowadził bez w istocie rzeczy jasnej legitymacji ustawowej, czyli poszukiwanie szczątek ofiar zbrodni komunistycznych i ekshumacje, (…) teraz taką legitymację uzyskują. IPN jest wprost wpisany jako instytucja, która ma się tym zajmować, bo dotąd było to robione tak naprawdę na podstawie śledztw prokuratorskich. To było naciągane, były w tej sprawie różne wątpliwości, spory – wskazywał profesor zwyczajny Instytutu Politologii UKSW.

Przewodniczący Rady IPN za bardzo niejasną uznał propozycję włączenia Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w skład Instytutu. Jak mówił, na etapie prac w Sejmie doszło do sporu między inicjatorami projektu a wicepremierem Piotrem Glińskim. W efekcie – tłumaczył – powstało hybrydalne rozwiązanie, które nie do końca precyzuje, w jakim stopniu Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa będzie nadal częścią Ministerstwa Kultury.

Głównym mankamentem nowelizacji – akcentował prof. Antoni Dudek – jest pozbawienie środowiska akademickiego wpływu na wyłanianie Kolegium IPN. W myśl noweli, będzie to wyłącznie decyzja ciał politycznych, tj. Sejmu, Senatu i prezydenta.

Przy okazji krytycznie oceniam to, że nie ma kryterium wykształcenia w przypadku zasiadania w Kolegium. Dawniej, żeby być członkiem Rady, trzeba było mieć doktorat z nauk humanistycznych. W tej chwili nie jest wymagany jakikolwiek cenzus wykształcenia. Uważam, że to nie będzie dobrze służyło Instytutowi, jeżeli osoby bez przynajmniej wyższego wykształcenia wejdą w skład Kolegium, bo zadaniem Kolegium jest też opiniowanie czy ocena badań naukowych – zaznaczył.

Jak zauważył, trudno mieć kompetencje do oceny badań naukowych, kiedy nie posiada się doktoratu, będącego pierwszym poważnym stopniem naukowym. Kolejnym mankamentem ustawy jest – podkreślił przewodniczący Rady IPN – brak zmian w organizacji terytorialnej Instytutu.

Efekt jest taki, że przysłowiowy Sulejówek czy Mińsk Mazowiecki, czyli miejscowości tuż pod Warszawą, będą ciągle podporządkowane pod oddział lubelski. Uważam to za bezsensowne i nie rozumiem, dlaczego nie dało się tego w żaden sposób zmienić. (…) Jeszcze jednego mi brakło: jakichkolwiek działań, jeżeli chodzi o pion śledczy, który jest słusznie najkrytyczniej ocenianą częścią Instytutu – dodał prof. Antoni Dudek.

Fakt, iż członkowie Kolegium IPN będą wybierani wyłącznie przez ciała polityczne, rodzi zagrożenie upolitycznienia Instytutu – ocenił profesor UKSW. „Nie jest to przesądzone. Wszystko zależy od tego, jacy ludzie zostaną wybrani w skład Kolegium” – zaznaczył.

Chcę zobaczyć konkretnych ludzi i to, jak oni będą się zachowywać. Mogę sobie doskonale wyobrazić, że ludzie wybrani bez udziału środowiska akademickiego będą rozumieli, że Instytut nie może być narzędziem wyłącznie jednej opcji politycznej i będą sobie dawać z tym radę. Czas pokaże. Nie chcę tego z góry przesądzać – powiedział przewodniczący Rady IPN.

Jak tłumaczył, Polska potrzebuje Instytutu, który wykraczałby poza jedną kadencję parlamentarną. IPN – wskazywał – wielokrotnie miał problemy ze zmieniającymi się opcjami politycznymi, na skutek czego był niesłusznie karany.

Prof. Antoni Dudek akcentował, że brak wystarczających działań ustawowych wobec pionu śledczego sprawi, że zarówno jego prezes, jak i Kolegium, nie będą mogli skutecznie wpływać na wzrost aktywności prokuratorów, formalnie podlegających pod IPN.

Rada, w której miałem okazję zasiadać, mogła przynajmniej oceniać to, co nazywa się polityką ścigania. Myśmy zresztą przedstawili taką ocenę krytyczną. Ona się spotkała z niezadowoleniem prokuratorów, którzy napisali na nas skargę do Krajowej Rady Prokuratury, że naruszamy ich niezawisłość. (…) W tej chwili Kolegium nie ma już prawa nawet do oceny pionu śledczego. Mam wątpliwości, co do tego, czy będzie to rozwiązanie funkcjonalne, to znaczy, czy przyszłe władze Instytutu – prezes i Kolegium – będą cokolwiek w stanie z tymi prokuratorami osiągnąć. Skoro nie mają żadnych instrumentów prawnych, ustawowych, to pozostaje im tylko apelowanie – zaznaczył przewodniczący Rady IPN.

Za nieprzekonywujący prof. Antoni Dudek uznał zarzuty posłów opozycji, według których Instytut Pamięci Narodowej w okresie rządów Prawa i Sprawiedliwości będzie sięgał po tzw. grę teczkami. Zauważył, że IPN jest używany jako narzędzie w walce między politykami. Nie jest to jednak jego wina. Instytut jest w tę walkę wciągany – dodał.

Gdyby to zależało od ludzi IPN-u, to oni raczej starali się unikać zaangażowania się w gry polityczne. Drugą sprawą jest pisanie historii pod określoną tezę. Też uważam, że na razie IPN tak nie robił, choć tutaj oczywiście są zdania również odmienne. Ja uważam, że IPN był pluralistyczny wewnętrznie i mam nadzieję, że taki pozostanie – akcentował.

Jak tłumaczył, byłoby bardzo źle dla Instytutu, gdyby przyjmował tylko jedną narrację. Jako przykład przywołał sprawę Żołnierzy Wyklętych, którym – mówił – słusznie przywraca się dzisiaj pamięć.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że ich działalność podlega takiej samej krytyce i analizie naukowej czy historycznej, jak wszystkie inne aspekty naszych dziejów najnowszych. Powiedziałbym, że czymś innym są rocznicowe przemówienia z okazji święta 1 marca, gdzie ich się jakby wyłącznie chwali, a czymś innym jest dyskurs akademicki, gdzie np. mówi się o zjawisku „bandycenia partyzantki”, bo przecież takie zjawisko miało miejsce i nie wszyscy dowódcy oddziałów partyzanckich to są postacie pomnikowe, nie wszyscy mają wyłącznie jasne karty w życiorysie – zauważył profesor zwyczajny UKSW.

Przewodniczący Rady IPN podkreślił, że w jego ocenie udało się Instytutowi obronić swoją niezależność, mimo nacisków na prezesa dr. Łukasza Kamińskiego, do jakich dochodziło w okresie rządów koalicji PO-PSL. Te naciski – powiedział prof. Antoni Dudek – dotyczyły przede wszystkim kwestii personalnych i spotkały się ze zdecydowaną reakcją prezesa.

Przyszedł problem z budynkiem Instytutu, centrali Instytutu. Była to sprawa, która ciągnęła się od początku istnienia IPN. Instytut dostał budynek przy ulicy Towarowej, który był własnością spółki Skarbu Państwa „Ruch”. Przez dekadę szukano czegoś, żeby to „Ruchowi” zrekompensować. Nie znaleziono innej nieruchomości, w efekcie „Ruch” został sprywatyzowany. Ten prywatny właściciel, do czego miał prawo, postanowił wyrzucić IPN z dotychczasowej siedziby. Tu się pojawiła szansa na odkupienie tego budynku. Rząd Donalda Tuska bardzo kategorycznie odmówił wszelkiej pomocy Instytutowi – jak rozumiem – biorąc odwet, choć nigdy nam tego wprost nie powiedziano, ale można się domyślać, na prezesie Kamińskim i władzach Instytutu za pewną asertywność przy wcześniejszych naciskach w sprawach personalnych – opisywał profesor UKSW.

Na całej sprawie stracił również podatnik. Ok. 50 mln złotych przeznaczono bowiem na modernizację budynku przy ulicy Towarowej, który ostatecznie wyburzono.

To wszystko – moim zdaniem –z powodu uporu rządu Tuska poszło w błoto, dlatego że ten budynek można było odkupić za 30 mln. Taka była oferta prywatnego właściciela. Gdyby rząd Tuska nam pomógł, bo część można było wygospodarować z budżetu Instytutu, to ten budynek byłby uratowany. Ja interpretuję to tak, że był to rodzaj zemsty – dodał prof. Antoni Dudek.

W piątek Sejm przegłosował nowelizację ustawy o IPN. Projekt poparły Prawo i Sprawiedliwość oraz Kukiz’15. Krytycznie nowelę oceniły Platforma Obywatelska, Nowoczesna i PSL. Zarzuty dotyczyły przede wszystkim procedury wyboru prezesa i Kolegium Instytutu.

RIRM

drukuj